Wyklepali „trójkę” na klepisku

Piłka nożna. Klasa „O”. Oławianie kontynuują zwycięską passę w meczach wyjazdowych. Jesienią ubiegłego roku niespodziewanie przegrali u siebie z wrocławianami, tracąc jedynego, ale bardzo ważnego gola, w końcówce spotkania. Tym razem od początku było jasne, kto jest lepszą drużyną i po zakończeniu rywalizacji zasłużenie zainkasuje komplet punktów…

MKS „Parasol” Wrocław – MGKS „Moto-Jelcz” Oława 0:3

Ze względu na inne obowiązki służbowe trenera Jarosława Fliśnika, oławianie chcieli przełożyć na sobotę mecz, który wrocławianie, jako gospodarze, zaplanowali na niedzielę. Działacze „Parasola” nie zgodzili się na to, bo kilku piłkarzy kadry seniorów pełni w tym klubie rolę opiekuna w zespołach młodzieżowych, które miały rozgrywać swoje spotkania w pierwszym dniu weekendu. – Wpadliśmy we własne sidła, bo okazało się, że trzy mecze naszych drużyn juniorskich przesunięto w ostatniej chwili z soboty na niedzielę. W efekcie dzisiaj nam się posypała prawie cała obrona, bo zabrakło trzech podstawowych graczy, którzy pojechali z młodzieżą na jej mecze – wyjaśnił nam personalne zawirowania u gospodarzy ich bramkarz Maciej Grzegorczyk. Golkiper „Parasola” poprosił przy okazji, żeby „zdecydowanie i krytycznie” napisać o fatalnym stanie murawy na pilczyckim stadionie: – Jeśli poruszycie to na łamach oławskiej gazety, to może władze naszego miasta w końcu trochę się tym zawstydzą, ruszą tyłki i zrobią porządek na obiekcie, gdzie grają i trenują setki młodych piłkarzy, a jakoś nikogo to w ratuszu nie obchodzi!
Rzeczywiście, sucha i twarda płyta na stadionie, zarządzanym przez podległe wrocławskiemu samorządowi lokalnemu Młodzieżowe Centrum Sportu, nie ułatwiała zadania futbolistom obu zespołów. Co ciekawe, od początku lepiej spisywali się na niej goście, przyzwyczajeni wszak do gry u siebie w zdecydowanie bardziej komfortowych warunkach. Mocno natarli na rywala i na efekty nie trzeba było długo czekać. W 10. minucie Marcin Mazur uciekł po lewym skrzydle prawemu obrońcy „Parasola” i zagrał wzdłuż bramki, na pole karne miejscowych. Tam najszybciej doskoczył do piłki Janusz Gancarczyk i z siedmiu metrów uderzył z całej siły. Mocno kopnięta futbolówka zahaczyła o nogę obrońcy gospodarzy i po rykoszecie, mylącym golkipera, wpadła w samo okienko bramki wrocławian…
*
Pełna relacja z niedzielnego meczu „Moto-Jelcza” we Wrocławiu – w bieżącym papierowym wydaniu „Gazety Powiatowej – Wiadomości Oławskie”.
Tekst i fot.:
Krzysztof A. Trybulski
[email protected]









 

Kategoria artykułu: Sport

Tagi: , , , , , , ,

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.