Powstrzymał mistrza Polski

Piłka nożna Ekstraklasa

Z Konradem Forencem – wychowankiem MKS Oława, kapitanem drużyny KGHM Zagłębie Lubin, rozmawia Jacek Polasz

– Spotykamy się trzy dni po meczu z mistrzem Polski Lechem Poznań. To spotkanie zakończyło się zwycięstwem Zagłębia 2:1.

– Tak. Jest to nasze wielkie osiągnięcie. Nie każdemu udaje się pokonać mistrza kraju. Zdawaliśmy sobie sprawę, że początek sezonu mieliśmy nie taki, jak zamierzaliśmy. Powiedzieliśmy sobie w szatni, że przyszedł czas na przełamanie, a właśnie w meczu z Lechem będzie ku temu najlepsza okazja. I tak też się stało!

– Od sześciu lat jesteś zawodnikiem Zagłębia Lubin, ale dopiero w tym roku zadebiutowałeś w ekstraklasie. Co działo się z Tobą przez ten czas?

– Moja droga była długa i bardzo kręta. Ciężko pracowałem i byłem cierpliwy. Nie poddawałem się, bo wierzyłem, że dostanę w końcu szansę. Przez ten czas nie było mi łatwo, ale to mnie hartowało. Dzięki temu mogłem przyczynić się do wprowadzenia Zagłębia do ekstraklasy, a teraz będąc kapitanem drużyny, mogę walczyć z najlepszymi klubami w kraju.

– Jesteś przykładem, że w sporcie potrzebna jest pokora. Twoje początki w Lubinie nie były łatwe. Co prawda w pierwszym sezonie zostałeś wybrany najlepszym bramkarzem rundy jesiennej Młodej Ekstraklasy, ale później podróżowałeś po Polsce i reprezentowałeś różne kluby – Kolejarza Stróże, Flotę Świnoujście, Calisię Kalisz…

– Najpierw wyjechałem w góry i reprezentowałem Kolejarza w I lidze. Później byłem nad morzem, w Świnoujściu, gdzie mało grałem, ale o tym chcę zapomnieć. Natomiast w Kaliszu występowałem w II lidze. Przychodziłem do drużyn, w których musiałem walczyć o miejsce w składzie. Wiedziałem, że mam wiele mankamentów, ale wierzyłem w swoje możliwości. Ciężko trenowałem, aby potwierdzić swoją przydatność dla zespołu. Pracowałem na swoje nazwisko. Ciągle jednak moim celem była gra w pierwszej drużynie Zagłębia.

– Wielu zawodników dawno by już zmieniło barwy klubowe lub nawet zakończyło karierę sportową. Ty jednak nie poddałeś się.

– Wielu już we mnie zwątpiło, że nic więcej nie osiągnę. Nie zwracałem na nich uwagi, a wprost przeciwnie, postanowiłem nie poddać się. Mam taki charakter. Nawet jak przychodził słabszy mecz, to szybko o nim zapominałem, bo następny był dla mnie najważniejszy. Dzięki temu wypracowałem wiarę w swoje możliwości. Teraz wychodząc na murawę, czuję się znacznie pewniej.

Odnoszę wrażenie, że spadek Zagłębia do I ligi był dla Ciebie korzystny. Wcześniej trenerzy nie widzieli Ciebie w składzie, bo byli bardziej doświadczeni zawodnicy.

– Miałem wcześniej rożnych konkurentów i kończyło się tylko na zapewnieniach, że dostanę szansę gry. Tak się jednak nie stało. Więc wolałem grać w innych klubach, a nie siedzieć stale na ławce. Jadąc do Kalisza, uczyniłem dwa kroki w tył, bo z ekstraklasy przeszedłem do II ligi. Ale zrobiłem to, by potem uczynić ważny krok do przodu. Wróciłem do Lubina, wywalczyłem miejsce w drużynie, a teraz nawet zostałem jej kapitanem, jednym z najmłodszych w ekstraklasie i chyba w całym kraju. Trener i zawodnicy docenili moje zaangażowanie i wkład w awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. W dwudziestu meczach nie straciliśmy gola. Szczególnie udaną mieliśmy wiosnę, gdzie w czternastu spotkaniach puściłem tylko dwie bramki.

– Byłeś podstawowym zawodnikiem pierwszoligowego Zagłębia, więc stąd takie zaufanie mają do Ciebie, że zostałeś kapitanem?

– Chyba tak. Grałem praktycznie we wszystkich możliwych meczach ligowych i pucharowych. O funkcji kapitana dowiedziałem się na kilka dni przed prezentacją zespołu, przygotowanego do gry w nowym sezonie. Było to dla mnie duże zaskoczenie, ale bardzo miłe. Wydaje mi się, że dostrzeżono to, iż czasem występowałem w imieniu drużyny. Nienawidzę przegrywać, więc często mówię kolegom, że można przegrać, ale nie wolno się poddać.

– Przed rozpoczęciem nowego sezonu media ogólnopolskie podały, że Zagłębie pozyskało dobrego bramkarza Sebastiana Przyrowskiego, z dużym doświadczeniem ligowym i reprezentacyjnym. Mogło się tak zdarzyć, że znowu byłby problem z miejscem w podstawowym składzie?

– Wiele osób tak pewnie myślało, ale ja podchodziłem do tego inaczej. Mój konkurent musiał udowodnić, że jest lepszy ode mnie na boisku. Ten transfer jednak nie doszedł do skutku, bo Przyrowski wybrał ostatecznie Górnika Zabrze. Konkurencji się nie boję, a ona może tylko sprawić, że stanę się lepszym zawodnikiem.

– Przed sześcioma laty przechodziłeś z Oławy do Zagłębia i wówczas zostałeś członkiem młodzieżowych reprezentacji Polski. Czy widzisz dla siebie szansę na grę w drużynie narodowej? Do tej pory jedynym oławianinem, któremu się to udało jest Janusz Gancarczyk…

– W tej chwili najważniejsza dla mnie jest gra w lidze. Przyszłość pokaże, czy będę miał jeszcze zaszczyt ponownych występów z orzełkiem na piersi. W naszym kraju jest wielu utalentowanych bramkarzy. Muszę mocno pracować, aby moje nazwisko pojawiało się coraz wyżej w rankingu krajowym. Mam teraz swoje „pięć minut” i chcę to jak najlepiej wykorzystać.

– Jakie plany zarząd Zagłębia postawił przed wami w tym sezonie?

– Podeszli do tego spokojnie. Nie pompowano sztucznie balonu. Mamy oczywiście własne ambicje. Mogę powiedzieć, że takiej „szatni” jaką mamy, mogą nam pozazdrościć w innych klubach. Może umiejętnościami ustępujemy innym drużynom, ale za to charakterem i walecznością możemy postawić się najsilniejszym, co udowodniliśmy w pojedynku z Lechem. Taka postawa na boisku może nam przynieść miejsce w „ósemce”.

– Jak przyjąłeś informację, że twój klub, którego jesteś wychowankiem, został rozwiązany? A stało się to w roku jubileuszu 70-lecia sportu na Ziemi Oławskiej…

– Jest to dla mnie niezrozumiałe, że duma naszego miasta przestała istnieć, niemal z dnia na dzień. Jest to też przykre, bo jestem rodowitym oławianinem. Obracam się w środowisku trenerów i piłkarzy, z których większość bardzo dobrze kojarzy oławski Moto-Jelcz. Grało tu wielu znanych piłkarzy i było wielu świetnych trenerów. Uważam, że osoby odpowiedzialne za sport, a szczególnie za piłkę nożną w Oławie, powinny się bardziej postarać. Może być gorszy okres, ale taki klub nigdy nie powinien zginąć z futbolowej mapy Polski.

– Co chciałbyś powiedzieć młodym zawodnikom, którzy teraz trenują w drużynach młodzieżowych KS Oława?

– Zawsze mnie piłka cieszyła, czy na podwórku, czy na boisku. To była moja największa pasja. Ale do sukcesu dochodzi się tylko ciężką pracą. Dlatego mówię do mojego brata, że jeżeli chce tak samo jak ja być oglądany w telewizji, to musi ciężko pracować. Jeżeli się ma cel w życiu, a zdrowie dopisze, to można to osiągnąć.

– Dziękuję za rozmowę i życzę Ci udanego sezonu, a Twojej drużynie jak najwyższego miejsca w lidze.

Fot.: Tomasz Folta – Zagłębie Lubin

Kategoria artykułu: Sport

Tagi: , , , , , ,

reklama

Komentarzy (1)

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.