Miałem walizkę i 300 funtów. Za marzenia nikt mi płacić nie chciał

– Chciałem wracać do kraju. Dzień przed wylotem zadzwonił telefon i otrzymałem pracę, która umożliwiła mi rozwój. Gdybym wtedy nie odebrał, prawdopodobnie dziś mieszkałbym w Polsce i nie byłbym reżyserem. Z Konradem Maximilianem, autorem filmu „Fighter” – rozmawia Kamil Tysa

– Zdaje się, że jeszcze do niedawna niewiele osób wiedziało, że film „Fighter” tworzył oławianin.

– Bo ja się dobrze ukrywam (śmiech).

– Proszę się więc trochę przed naszymi czytelnikami odkryć.

– Urodziłem się we Wrocławiu, ale całe dzieciństwo spędziłem w Oławie, na osiedlu Sobieskiego. Chodziłem do Szkoły Podstawowej nr 8 i do liceum w Jelczu-Laskowicach. We Wrocławiu studiowałem na wydziale architektury, a potem przeniosłem się do Wielkiej Brytanii i tam uczyłem się reżyserii.

– Film w pana życiu pojawił się jednak jeszcze przed wyjazdem.

– Tak, pierwszy plan filmowy to „Sezon na leszcza” Bogusława Lindy, w którym byłem statystą. Pamiętam, że posadzili mnie obok Lindy na stadionie żużlowym i to było dla mnie wielkie wydarzenie. Zapamiętałem go jako przemiłego człowieka i – co tu dużo mówić – zaraziłem się od niego filmem. To było zaraz przed rozpoczęciem studiów. Już wtedy wiedziałem, co chciałbym robić w przyszłości. Wyznaczyłem sobie drogę i obecna sytuacja pokazuje, że była to dobrze obrana ścieżka.

– Skoro był pan jeszcze przed studiami, to mógł pan spróbować rekrutacji do Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej albo do łódzkiej filmówki. Nie było takiego pomysłu?

Rozmowa w całości w e-wydaniu: TUTAJ -koszt 2.90 zł

Fot. Łukasz Bąk

Kategoria artykułu: Rozmowy

Tagi: , , , , , , , , ,

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.