Od tego, który leży pod płotem, dzieli mnie tylko jeden kieliszek

– Próbowałem przedawkować tabletki. Na moje szczęście byłem pijany, głupi i nieudolnie się do tego zabierałem. Dziś myślę, że to mogła być manifestacja. Taki cichy krzyk. Gdybym naprawdę pragnął śmierci, poszedłbym do lasu, wziąłbym linę i po kłopocie. Z Tomaszem Prażą – trzeźwym alkoholikiem i byłym bezdomnym – rozmawia Kamil Tysa
49-letni Tomasz przez prawie 20 lat mieszkał na ulicy. W młodości wyjechał z domu, żeby zmienić środowisko i przestać pić. Kilkakrotnie próbował leczyć swój alkoholizm, za każdym razem bezskutecznie. Udało się dopiero 8 lat temu. Dzisiaj nie pije i uczy się życia od nowa. Zaakceptował to, kim jest, a chorobę alkoholową cały czas ma w głowie.
*
– Kiedy pierwszy raz był pan na odwyku?
– W wieku dziewiętnastu lat piłem już tak ostro, że trafiłem na miesięczną kurację do Lubiąża. Czułem, że nie jest ze mną dobrze, ale nie spodziewałem się, że będę potrzebował 20 lat, by wyjść na prostą. Chciałem się ratować, ale chyba byłem na to za młody. Wróciłem, często zmieniałem pracę, zbierałem złom. Pieniędzy miałem sporo, więc dobrze się bawiłem. Rówieśnicy pili normalnie, u mnie tej normalności brakowało. Spotykałem się z kumplami, z dziewczynami, jeździłem na imprezy. Życie kręciło się wokół chlania. Zawsze padałem pierwszy. Piłem, podnosiłem się i leciałem dalej. Alkohol dodawał mi odwagi. Wstawiony nie bałem się zagadać do dziewczyny, mogłem mówić to, co myślę.
– Rodzina próbowała pomóc?
– Mama lubiła sobie wypić, ojczym zresztą też. Oczywiście chcieli dla mnie dobrze, więc nie akceptowali mojego zachowania. Mówili, żebym skończył szkołę, a ja rzuciłem ją w drugiej klasie zawodówki. Pewnie mieli świadomość, że są alkoholikami, ale nigdy nie próbowali nic z tym zrobić. Ciągle się awanturowali. Nie broniłem ani jednej, ani drugiej strony. To nie miało sensu. Oni się godzili, a ja stawałem się wrogiem numer jeden. W domu nie mogłem wyrazić swojego zdania. Nawet jeśli próbowałem, to nikt moich słów nie respektował.
– Pamięta pan ten dzień, w którym wyszedł pan domu?
– Miałem wtedy 23 lata i kolejną porażkę za sobą. Wyleczyłem kaca fizycznego, ale nie poradziłem sobie z moralnym. Znów zacząłem pić, pokłóciłem się z rodzicami i postanowiłem wyruszyć w Polskę. Zawsze kochałem góry, więc pojechałem do Zakopanego. Jak stałem, tak wyszedłem. Wziąłem tylko dokumenty, miałem też trochę kasy.
– Pociąg zatrzymał się na stacji Zakopane. I co było dalej?

Obszerną rozmowę z Tomaszem Prażą można przeczytać w całości już teraz – dostępna jest w e-wydaniu „Powiatowej” – tutaj: https://eprasa.pl/news/gazeta-powiatowa-wiadomo%C5%9Bci-o%C5%82awskie/2018-12-20(koszt 2,90 zł)

Kategoria artykułu: Rozmowy

Tagi: , , , , , , , , , ,

reklama

Komentarzy (2)

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.