Ryzyko rośnie po 35. roku życia

Z lekarzem Robertem Owerkowiczem, ginekologiem-onkologiem, który badał kobiety podczas akcji profilaktycznej stowarzyszenia „Zawsze Kobieta” – rozmawia Monika Gałuszka-Sucharska

Oława Bez wytycznych

– Kiedy kobiety powinny robić USG piersi – w jakim wieku?

– Takiego standardu w ogóle nie ma. Jest wzór postępowania – o którym się słyszy, albo czyta w prasie kobiecej, że po 35. roku życia kobieta powinna zrobić pierwszą mammografię. Nie ma czegoś takiego z punktu widzenia Narodowego Funduszu Zdrowia. Pierwsza mammografia profilaktyczna ma być zrobiona po 50. roku życia i powtarzana co dwa lata. Gdy kobieta skończy 35 lat, nikt jej na takie badanie nie skieruje, bo NFZ za to nie zapłaci, ale również dlatego, że bez akceptacji NFZ lekarz nie narazi pacjentkę na wykonanie zdjęcia rentgenowskiego, jakim jest mammografia. Prasa kobieca swoje, NFZ swoje, a życie – jeszcze coś innego.W sprawie USG piersi w ogóle nie ma żadnych wytycznych.

– A co pan uważa?

– Jeżeli kobieta raz w roku robi badania profilaktyczne i przy okazji badania ginekologicznego wykona USG piersi, to w zupełności wystarczy. Badanie ultrasonograficzne nie obciąża organizmu w żaden sposób, nie powoduje uszczerbku na zdrowiu, jest całkowicie bezpieczne. Jest grupa pacjentek, dla których USG piersi jest szczególnie wskazane. Są to kobiety pomiędzy 35. a 50. rokiem życia. Ryzyko zachorowania na raka piersi jest u nich większe niż u młodszych pań, a jeszcze nie mogą załapać się na mammografię. USG i mammografia to zupełnie różne badania. Są rzeczy, które wychodzą podczas jednego badania, a nie można ich wykryć podczas drugiego. Do kompletnej oceny piersi potrzebne są oba badania, ale to też zależy od wieku kobiety, a co za tym idzie – budowy piersi.

– W każdym wieku mają inną strukturę?

– Inna jest budowa piersi przed menopauzą – zakładamy, że do 50. roku życia, a inna po menopauzie – gdy hormony działają inaczej. Zasada jest taka – po menopauzie kobieta powinna zaczynać profilaktykę od mammografii. Jeżeli nie ma pewności, do kompletu badań trzeba dołączyć USG. I odwrotnie – przed pięćdziesiątką panie powinny robić USG, natomiast, jeżeli coś wychodzi nie tak, dodatkowo dorabia się USG.

– Niedawno świat obiegła wiadomość o podwójnej mastektomii, której poddała się znana aktorka Angelina Jolie. Co lekarze sądzą o tak drastycznej profilaktyce? Co pan o tym sądzi?

– Takie zabiegi są w Stanach Zjednoczonych robione od kilkunastu lat, albo i dłużej. Dopiero teraz to stało się sprawą medialną. Badania mutacji genów brc1, brc2, które predestynują do rozwoju choroby nowotworowej piersi i jajnika, są robione także w Polsce i to co najmniej od kilkunastu lat. Wszystko rozbija się o finansowanie. W USA cała rzesza kobiet, nie tylko Angelina Jolie, po stwierdzeniu u nich takiej mutacji genu, poddaje się profilaktycznej mastektomii obustronnej, z chwilą ukończenia planów macierzyńskich. Oczywiście, to nie jest mastektomia taka, jaką my sobie wyobrażamy – te kobiety nie należą później do grupy amazonek (kobiet bez piersi), nic z tych rzeczy. Usuwa się gruczoł piersiowy, pozostawiając całą skórę z sutkiem i zakłada się od razu implanty. Kobieta po tym zabiegu wychodzi nierzadko z większym, mniejszym biustem – takim, jaki jej się podoba.

– Jakie kobiety są w grupie ryzyka zachorowania na raka piersi? Takie, w których rodzinie był nowotwór?

– Nie ma czynnika, który wywołuje wszystkie nowotwory. Chodzi tylko o nowotwór piersi i jajnika wśród osób, które są nosicielem mutacji tego genu. Jeszcze niedawno we Wrocławiu działała taka poradnia genetyczna, do której mogły się zgłosić panie z obciążonym wywiadem rodzinnym – ich matki lub babcie miały choroby piersi lub jajnika. Od kilku lat NFZ skończył umowę z poradnią genetyczną i nie ma jej nawet w Dolnośląskim Centrum Onkologii. Pacjentki muszą robić takie badania na własny koszt. Jest to wydatek rzędu 500 zł, na zrobienie badań na obecność obu genów. Najważniejsze jest pytanie – co będzie, jak wyjdzie wynik dodatni? W USA, pacjentki poddają się mastektomii wraz z rekonstrukcją piersi, a często również z usunięciem obu jajników, z kuracją hormonalną do końca życia, a przynajmniej przez parę lat. W Europie taka forma nie jest akceptowana, zarówno przez środowisko lekarskie, jak i instytucje, takie jak NFZ, które nie pokrywają kosztów. Zdarza się, że w Polsce są robione podobne zabiegi, ale jedynie wtedy, gdy coś już wykryto.
 

Kategoria artykułu: Rozmowy

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.