Farciarz ze sportowego klasztoru

Łukasz Kadziewicz, Paweł Siezieniewski i Maciej Dobrowolski. Fanom siatkówki nie trzeba ich przedstawiać. Pokończyli już kariery, ale wciąż są w grze. Ich najnowszy pomysł to akademia siatkówki, w której szkolą młodych adeptów tego sportu. W powiecie oławskim otworzyli aż trzy oddziały – w Jelczu-Laskowicach, Marcinkowicach i Drzemlikowicach. Przed jednym z treningów w J-L spotkaliśmy się z Łukaszem Kadziewiczem. Były reprezentant Polski opowiedział nam o talencie, którego nie miał, i życiowym farcie, na który trzeba było zapracować. Zdradził też, dlaczego bliżej mu do Boenischa, niż Lewandowskiego

– Dlaczego powstała „Akademia Siatkówki Kadziewicz, Siezieniewski, Dobrowolski”?

– Bo byliśmy najlepsi na świecie i postanowiliśmy przekazać swoją wiedzę. Oczywiście żartuję! Prawda jest taka, że przez całe życie bawiliśmy się w zawodowy sport i na początku swojej drogi też spotkaliśmy pasjonatów, którzy pokazali nam, że sala to fajne miejsce do spędzenia wolnego czasu. Gdy zaczynaliśmy, nie było doby internetu, tylko doba trzepaka i grania w piłkę od rana do wieczora. Chcemy więc tym dzieciakom pokazać ciekawy sposób rozrywki. Salę sportową, na której też można się świetnie bawić. I mamy nadzieję, że zobaczą to nie tylko dzieci, ale też rodzice. Oni muszą wiedzieć, że szkolny WF to jedno, a zajęcia pozalekcyjne, które sportowo aktywizują młodzież, to drugie. Warto brać udział i w tym, i w tym.

– Jak trafiliście do naszego powiatu?

– Urodziłem się na Warmii i Mazurach, w małej miejscowo Dobre Miasto. Zawsze wiedziałem, że jeśli po zakończeniu kariery będę coś robił dla innych, to głównie w małych miasteczkach. We Wrocławiu czy w Warszawie każdy dzieciak może robić to, co chce. W Jelczu-Laskowicach – nie umniejszając nikomu – nie ma do dyspozycji rugby, futbolu amerykańskiego i wielu innych dyscyplin. My jesteśmy siatkarzami, wy macie piękną halę i duży potencjał, jeśli chodzi o młodzież. To naturalne, że trafiliśmy akurat tutaj. Duży ukłon w stronę włodarzy miasta, którzy zainteresowali się naszym pomysłem, dostrzegli plusy tego projektu i chyba są zadowoleni ze współpracy.

– Powiedziałeś kiedyś, że jesteś zdruzgotany kondycją polskiej młodzieży. Dlaczego?

– Bo od wielu lat bawię się z dzieciakami poprzez różne akcje, takie jak „Stop zwolnieniom z WF” albo „Lekcja z mistrzem”. Nie opieram się wyłącznie na moich spostrzeżeniach. Raport Najwyższej Izby Kontroli pokazuje, że w szkole podstawowej czynnego udziału w lekcjach wuefu nie bierze 15% uczniów, w gimnazjach – 23%, a w szkołach ponadgimnazjalnych – 30%. Nie wygląda to dobrze i nie jest to wina dzieci, tylko nasza – rodziców. Mówię nasza, bo sam jestem ojcem dziewięcioletniej córki i wiem, jak momentami ciężko jest ją wygonić z domu. Ja nie miałem „Playstation 4”, a na „Commodore” nie zawsze gra wchodziła, bo taśma się zacinała. Spędzałem więc czas na trzepaku. Dziś dzieci zastanawiają się, czy trzepak to aplikacja na telefon. Trudno, żebym nie był zdruzgotany ich kondycją. Każdy oczekuje drugiego Lewandowskiego, Wlazłego, czy hegemonii w jakiejś dyscyplinie sportowej. To nie jest takie proste. I nie ukrywam, że dlatego też powstała nasza akademia.

archiwum (32)

– Technologii nie powstrzymasz. Co zrobić, żeby trochę zmienić nastawienie?

– Trzeba wyjść do ludzi. Siatkówka nigdy nie wygra z piłką nożną, bo futbol to nie sport – to religia. Wszędzie można go uprawiać. Moda i lifestyle to nie jest coś złego – trzeba żyć z tabletem, grać w gry, mieć Facebooka i tysiąc innych rzeczy. Ale poza tym trzeba też się ruszać, bo to jest potrzebne nam, jako ludziom. Każdy chce się rozwijać – uczyć się języków, jeździć na nartach, zdobywać kolejne certyfikaty. My chcemy pokazać, że sport to wychowanie. Nie wykreujemy tu Lewandowskiego ani Zagumnego. Możemy mieć nadzieję, że to zrobimy, ale jesteśmy świadomi tego, gdzie obecnie się znajdujemy. Chodzi o to, żeby dziecko po wyjściu z sali powiedziało do kumpli: – Słuchajcie, tam jest świetna zabawa, trenuję z dziewczynami, mam nowych kolegów, uczę się rywalizacji, mam świadomość, że mój kolega popełnia błąd, a ja wiem, jak mu pomóc… Dziecko gra na konsoli, bo to lubi. Dlatego należy zrobić wszystko, by lubiło przychodzić na salę. Bo tu jest śmiesznie, wesoło, jest dyscyplina. Nie ma czasu na pogaduchy o szkole. Zawsze powtarzam moim podopiecznym, że trenera trzeba się słuchać. Jest czas na uśmiech, ale organizacja i dyscyplina musi być zawsze.

– Dziś jest fajnie, Łukasz Kadziewicz przyjechał na trening i dzieci mają okazję poćwiczyć ze znanym sportowcem. Akademia się jednak rozrasta, więc istnieje ryzyko, że już niedługo Kadziewicza będą widywać bardzo rzadko.

– Nie. Już teraz jesteśmy na takim etapie, że niektórym gminom musimy odmawiać. Wolimy się skupić na tych dzieciach, które mamy. Może jakość naszej pracy sprawi, że grupy będą się rozrastać. Wolelibyśmy otworzyć drugi oddział tutaj, niż nowy gdzieś indziej. To nie jest przedsięwzięcie stricte komercyjne. Oczywiście, jestem za stary, by robić coś non profit, ale naprawdę chcę tym dzieciakom pokazać, że jestem normalnym człowiekiem, który tak samo jak one zaczynał na sali, bawił się siatkówką i długo jej uczył. Nie zależy mi na tym, żeby świecić w telewizji i opowiadać, jaki to jestem zajebisty społecznik, bo trenuję tysiąc dzieciaków. Nie o to chodzi. Możemy to robić do momentu, w którym wciąż będziemy wszystko ogarniać. Jeśli choć jedna osoba powie, że przyjeżdżamy za rzadko i nie wywiązujemy się z umów, będziemy musieli to ograniczyć. Powtarzam – chodzi o jakość, nie o ilość!

– Twierdzisz, że nigdy nie miałeś talentu. Teraz szukasz go u innych…

Odpowiedź na to i wiele innych pytań znajdziesz w e-wydaniu naszej gazety. Czytaj ten wywiad w całości tutaj: http://eprasa.pl/news/gazeta-powiatowa-wiadomo%C5%9Bci-o%C5%82awskie/2016-01-21

kadz2

Rozmawiał KAMIL TYSA

[email protected]

Kategoria artykułu: Rozmowy

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , ,

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.