Piekielna Ania

Powiat/Warszawa

Gdy odpadła z programu, tysiące widzów przed telewizorami odetchnęły z ulgą. Jest najmniej lubianą uczestniczką wtorkowego reality show w Polsacie. Jednak nadal prowadzi kulinarnego bloga i nie przejmuje się opinią innych na swój temat. Z Anną Błaszkiewicz – byłą mieszkanką podoławskiej Bystrzycy i uczestniczką „Hell`s Kitchen” („Piekielnej Kuchni”) – rozmawia Anna Karpińska

– Jak się zaczęła pani przygoda w „Hell`s Kitchen”? Skąd taki pomysł, żeby zgłosić się do programu?

– Ze mną było inaczej niż z innymi uczestnikami. Nie poszłam na casting po to, aby dostać się do programu. Zrobiłam to, by zobaczyć, jak program wygląda od drugiej strony – czyli od tej produkcyjnej. Także po to, żeby walczyć sama ze sobą, Zawsze miałam problem z autoprezentacją. Lubię rozmawiać z ludźmi o nich, a mniej o sobie. Wiedziałam, że pierwszy etap castingu, który się odbył we Wrocławiu, będzie polegał na tym, że trzeba powiedzieć coś o sobie: co robię, czym się zajmuję, co lubię. To był mój cel, dla którego zdecydowałam się, że tam pójdę. Wahałam się długo. Pamiętam, że jechałam tramwajem na casting na plac Dominikański, ale w połowie drogi… wysiadłam, walczyłam ze sobą.  Jak wyszłam z castingu, byłam z siebie zadowolona, że nie stchórzyłam. To była walka z samą sobą. Największy sukces, jaki odniosłam.

kichen
Fot. Maciej Piórko

– Skąd dowiedziała się pani o tym castingu?

– Nie mam telewizji, więc nie oglądałam tego programu. Znam amerykańską wersję z Gordonem Ramsay`em. Mniej więcej wiedziałam, na czym polega formuła. Nie miałam nawet polubionego fanpage`a „Hell`s Kitchen” na Facebooku. Mam za to dużo stron dotyczących gotowania, blogów kulinarnych. Po prostu wyskoczyła mi reklama sponsorowana. Kliknęłam na nią, żeby zobaczyć, o co w tym chodzi. I z ciekawości ściągnęłam ankietę. Nigdy wcześniej nie byłam na żadnym castingu.

– Spotkała pani na castingu jakieś znajome osoby? Czy był ktoś jeszcze z okolic Oławy?

– Nikogo znajomego nie spotkałam. Natomiast z osobami, które poznałam na pierwszym castingu we Wrocławiu, i na drugim – w Warszawie, do dzisiaj utrzymuję kontakty.

– Co kierowało innymi osobami, które zgłosiły się do programu i wzięły udział w castingu? Tak jak pani prowadziły bloga i lubiły gotować, czy były profesjonalnymi kucharzami?

– Większość z nich to byli kucharze, którzy gdzieś już gotowali, albo pomoce kuchenne. Mieli dużo wspólnego z gotowaniem, poza mną i kilkoma innymi osobami, które były totalnie „zielone”. Nigdy nie pracowałam w żadnej kuchni. Po prostu gotowałam w domu. Nie byłam w żadnej profesjonalnej kuchni, nie wiedziałam, jak się poprawnie kroi. Trybowanie kurczaka to była dla mnie abstrakcja.

– Czy dużo osób z Oławy i okolic kojarzy panią po tym programie?

Odpowiedź na to i wiele innych pytań w najnowszym wydaniu „Powiatowej”. Już w sprzedaży. Dostępna również wersja na tablety i komputery. Czytaj rozmowę w całościSPRAWDŹ TUTAJ!

kp

Kategoria artykułu: Rozmowy

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

reklama

Komentarzy (2)

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.