Bóg mnie lubi!

Aktor Jan Nowicki w rozmowie z Malwiną Gadawą wyznaje czego jeszcze się boi, kiedy jest odpowiedni czas na podsumowania, dlaczego lubi wiersze księdza Twardowskiego i czy czuje się spełnionym aktorem?

Oława    

Przeżywania życia nie można się nauczyć

– Czy 70 lat to odpowiedni wiek na podsumowania?

– Nie wiem. Wydaje mi się, że podsumowywać można  wszystko zawsze, nie tylko jak się kończy 70 lat, ale także 20 czy 30. Każdy wiek jest dobry na podsumowania, mój też.

– Niedawno obchodził pan 70. urodziny. Czy podsumował pan swoje życie lub jego jakiś okres?

– Ja nigdy nie podsumowuję, nigdy nie planuję. Jestem człowiekiem, który całe życie dał się nieść jakiejś fali. Nie  jestem człowiekiem od planowania.  Tak się zdarzyło, że w tym roku się ożeniłem, w  tym roku nakręciłem również ważny dla mnie film z Jackiem Bławutem i  wydałem tydzień temu książkę pt. „Droga do domu”. Robie także z Małgorzatą Potocką „Powrót wielkiego Szu” w teatrze Sabat, muzykę komponuje Zbigniew Książek. Na bieżąco wykonuję zadania, nie podsumowuję, nie planuję, to się samo wszystko dzieje.

– Często pan mówił, że z życiem grał w pokera. Udało się więcej wygrać, czy przegrać?

– Wydaje mi się, że generalnie więcej wygrałem. Jeżeli  ktoś w zdrowiu dożywa 70 lat, to już jest wygrany. Tym bardziej, jeżeli ktoś zobaczył kawałek świata, zagrał prze wiele lat tyle ważnych dla siebie ról i  występował  w znakomitym Teatrze Starym. Mam także wspaniałą kobietę, moja poprzednia żona Marta także była wspaniałą kobietą. Myślę, że mnie w ogóle Pan Bóg lubi. Nie narzekam na to, co mnie spotkało. Oczywiście, zawsze mogłoby być lepiej, ale to idiotyzm mieć do życia pretensje. W  życiu należy przede  wszystkim dziękować za to, że jest. Tak naprawdę, nie dzieje się nic i nie stanie się nic tak do końca, jak mówi piosenka Turnaua. Trzeba cieszyć się tym, co się ma, dlatego, że zawsze mogłoby być gorzej. 
 
– Czy jest coś, czego jeszcze boi się Jan Nowicki?

–  Czego mam się bać? Nie będę się bał śmierci, bo ona jest nieunikniona, nie będę  się bał tego, że kobieta ode mnie odejdzie, bo jak odejdzie, to trudno, nic na to nie poradzę. Boję się tylko o moich najbliższych. Chcę, żeby byli zdrowi, żeby im było dobrze, żeby byli szczęśliwi.  O siebie się w ogóle nie martwię.

– A czy jest coś, czego pan żałuje? 

– Żałuję wielu rzeczy, jak każdy człowiek. W życiu zrobiło się trochę niedobrych rzeczy i człowiek parę razy zgrzeszył, ale taką właśnie  jest istotą.

– „Z obłoków na ziemię” to niezwykły spektakl o przemijaniu. Czy przeżywania życia można się nauczyć?

–  Nie, niczego nie  można się nauczyć. My się próbujemy uczyć,  ale nikt nie osiąga w tym względzie ani wiedzy, ani maestrii. Przemijanie i czas mają to do siebie, że zarządzają nami, są  wszechobecne i wszechwładne. Bardzo możliwe, że czas  to nic innego jak Bóg. Spektakl „Z obłoków na ziemię” jest mi bliski przez to, że przedstawia Boga widzianego oczyma księdza Twardowskiego. Który widział Go ciepłego z poczuciem humoru, dobrego, a nie wygrażającego pięścią i strącającego nas do piekieł. Do tego została napisana wspaniała muzyka przez kolegów jazzmenów z wybitnego zespołu. Cieszę się, że mieszkańcy Oławy zobaczą przedstawienie z najwyżej półki.

– Jak mogłaby wyglądać rozmowa Jana Nowickiego z Bogiem o przemijaniu, prawdzie i miłości?

–  To właśnie pokażę w spektaklu. Oprócz znanych utworów jak „Spieszmy się kochać ludzi”, to będą wiersze o prawdziwym kościele, o obecności Boga w kościele ubogim, czasami nawet o wiele większej niż w kościele bogatym. Mam nadzieję, że ludzie zobaczą, że nie tylko umiem  grać w karty, ale także umiem się modlić na scenie.

– W czym dla pana objawia się życiowa dojrzałość?

–  Moim zdaniem jej nie ma. Życiowa dojrzałość to jest odpowiedzialność, odwaga, mówienie prawdy, ale to często osiągają tylko dzieci. Starsze osoby tą właściwość gubią. Są niedojrzali, nietolerancyjni, skąpi i zamknięci na drugiego człowieka. Dojrzałym człowiekiem jest dziecko, a dojrzały człowiek gubi swoją dojrzałą mądrość.

– Grał pan u najwybitniejszych reżyserów. Czy czuje się pan aktorem spełnionym?

– Absolutnie tak! Moje wymagania nie były duże,  a to, co mnie spotkało przekracza w ogóle moje oczekiwania. Jestem spełniony.

 – Czy istnieje odpowiedni moment, kiedy aktor może zejść ze sceny niepokonany?

– Aktor nigdy nie schodzi ze sceny. Aktorem się jest do samego końca. Aktor nie może przestać być aktorem, to nie jest sport…

[email protected]

Kategoria artykułu: Rozmowy

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.