Ślad po ambonie byłby mile widziany

Agnieszka Chodorowska drąży temat karet. Tym razem rozmawia z księdzem Jerzym Dalakiem, proboszczem z Radacza

Historia
Wracamy do sprawy

Rok temu przypomnieliśmy historię karet Jana III Sobieskiego, które do 1741 roku stały w Oławie, u jego syna Jakuba. Opublikowaliśmy też rozmowę oławianki Agnieszki Chodorowskiej z Teresą Fabijańską-Żurawską, która badała karety – wówczas tworzące ambonę w kościele w Radaczu.
Te karety znajdują się obecnie w wilanowskim muzeum. Nie eksponuje się ich, a przede wszystkim nie są rekonstruowane…

– Jaka jest wiedza księdza na temat karet króla Jana III Sobieskiego?

– Jestem proboszczem tej parafii od niedawna, dlatego moja wiedza na ten temat jest bardzo ogólna. Z pewnością więcej miałby do powiedzenia poprzedni ksiądz proboszcz.

– Co jest wiadome społeczności lokalnej na temat karet czy ambony?

– Mieszkańcy Radacza dużo wiedzą o ambonie. Bardzo często o tym wspominają. Słyszę wielokrotnie, że w Radaczu było coś tak niezwykłego jak tamta ambona, przerobiona z powozów królewskich. Sporo osób, nawet spoza regionu, dużo mówi na ten temat. Tylko pojęcia nie mają, co się z tym stało, jakie są dalsze losy. Niektórzy są nawet przekonani, że ta ambona nadal wisi w kościele na ścianie.

– Słyszałam opinię, że ten zabytek ukradziono z kościoła w Radaczu. Jak było naprawdę?

– Niewiele wiem o tej sprawie. Znane są mi fakty, że ten kościół bardzo długo był tylko magazynem. Jakieś narzędzia tu składali. I jeżeli była jakakolwiek ingerencja w owym czasie, to zaraz po wojnie. Wtedy te karety zostały wywiezione. Wówczas być może władze kościelne i państwowe musiały się jakoś dogadać.

– Może to dobrze, że zabrano ambonę z Radacza, bo kościółek, pełniąc funkcję magazynu PGR, nie był odpowiednim miejscem do przechowywania. Mogła ulec zniszczeniu.

-Tak, to prawda, był magazynem. Obecnie, gdy patrzę na stan zniszczenia samego kościoła i zamku w Radaczu, wiem, że dużo w tym racji. Mogłyby być zniszczone. Ludzie w Radaczu opowiadają, że po nocach przyjeżdżali jacyś nieznajomi i wywozili dobra z zamku. Pewnie z karetami mogło się też tak stać, czyli że ktoś je w nocy wywiózł i słuch po nich zaginął.

– Czy w Radaczu pozostały jeszcze jakieś elementy karet lub inne dokumenty, świadczące o ich pochodzeniu czy historii?

– Gdzieś jakieś ksero z lokalnej prasy, jakiś artykuł – to wszystko, co znalazłem na ten temat. Rozmawiałem przez telefon z dyrektorem muzeum szczecineckiego i powiedział, że ma sporo informacji na ten temat – jak po wojnie z tymi karetami było.

-A czy może tu na miejscu zachowały się jakieś opracowania, dokumenty?

– Z tego, co wiem, mój kolega pisał pracę magisterską na temat historii tej parafii od 1945 roku. To tyle, jeśli chodzi o dokumenty. Nie wiem, co się wydarzy w momencie, kiedy odkryjemy dach, poddasze i tam będą leżały jakieś stare elementy? Trzeba będzie w Radaczu także odkopać kryptę. Któryś z proboszczów kazał ją zasypać. Należy zobaczyć, co jeszcze może się znajdować między tymi starymi trumnami. Być może są tam jakieś elementy. Być może jakieś części, które pozostały z przeróbki karet na ambonę, gdzieś leżały, czy były pozostawione same sobie wówczas, kiedy kościół był w rękach PGR-u. Ale pewnie nie liczono się z nimi, były stare, więc mogły być wyrzucone lub spalone.

– Powszechnie uważa się, że związek karet z Pomorzem był tylko kaprysem historii, dlatego powinny zostać w Wilanowie. Tam też powinny być eksponowane, a wiedza o nich popularyzowana.

– Jeszcze nie mam wyrobionego zdania na ten temat. Jedno wiem – kościół w Radaczu obecnie jest w takim stanie, że nie bardzo byłoby jak tę ambonę zamontować, a tym bardziej nie byłaby bezpieczna. Trzeba, po pierwsze, przeprowadzić kapitalny remont kościoła, ewentualnie pomyśleć, czy taką ambonę przywrócić, może jakimiś środkami stworzyć replikę, albo coś na jej podobieństwo.

– Czy ksiądz jest za tym, aby rekonstruować karety, będące kiedyś amboną?

-Tak naprawdę ja na tym się nie znam. Nie umiem powiedzieć, jak się zwykle z takimi obiektami postępuje. Ale jak znam życie,  jest wiele w świecie takich przykładów, że coś, co służyło w jednym celu, potem zostało przerobione na coś zupełnie innego. To po prostu tam pozostaje i jest tylko w opisie albo na zdjęciach, lub w jakiś inny sposób wyeksponowane. Ukazuje się to „coś”, jak kiedyś wyglądało. Z informacji, które kiedyś znalazłem i wyczytałem, wynika, że przez wiele lat przyjeżdżało do Radacza mnóstwo wycieczek z całej Polski tylko po to, aby podziwiać ambonę zrobioną z karet. Do czasu wojny nikomu to nie przeszkadzało, dbano o nią, eksponowano.

– Czy kiedykolwiek zaistniała wśród ludności lokalnej inicjatywa, aby te zabytki tu sprowadzić?

– Wiem, że jeden z poprzednich proboszczów zabiegał o to, a przynajmniej sondował sprawę z tym związaną. Sprawdzał, co się w ogóle dzieje z tymi karetami obecnie i jaka jest możliwość, aby tu wróciły. Otrzymał odpowiedź następującą: kościół w Radaczu jest w ciężkim stanie, nie ma żadnego zabezpieczenia, więc i te karety, czy sama ambona, byłyby zagrożone zniszczeniem albo kradzieżą. Szczegółów nie znam. Zbyt krótko jestem tu proboszczem i zbyt mało jeszcze dociekań z mojej strony.

– W latach 70. Teresa Fabijańska-Żurawska z Łańcuta, światowej sławy specjalistka od pojazdów konnych, odkryła, że nie jest to ambona, lecz karety króla Jana III Sobieskiego, Jej zdaniem karety powinny być zrekonstruowane. Zupełnie inną opinię na ten temat wyrażają niektórzy muzealnicy. Co ksiądz sądzi na ten temat?

– Rekonstrukcja ma sens. Jest to świadectwo historii… 

– …która „działa się” także w Radaczu.

– Gdyby udało się wyremontować i odnowić kościół w Radaczu, to ślad po ambonie byłby mile widziany. Rozmawiałem z ludźmi w Radaczu i oni zasadniczo są pogodzeni z tym, że to już przepadło, że już nie wróci. Tym bardziej, że mieszkańcy  przybyli na te tereny po 1945 roku i nie wiem, czy ktokolwiek z nich widział tę ambonę, jak była zawieszona. Naprawdę nie wiem, czy nawet ci, którzy żyją, pamiętają tamte czasy. Wiedzą, że ambona była. Ale nie wiedzą dokładnie, co z nią się teraz dzieje.

– W którym miejscu ambona wisiała?

– Nie wiem. Ale przypuszczam, że – wchodząc do kościoła – na lewej ścianie. Jeszcze niedawno była tam zakrystia, zburzona za poprzedniego proboszcza od strony zakrystii pewnie wchodziło się na ambonę. Ale to są tylko moje przypuszczenia.

– W jednym z moich artykułów porównałam karety króla Jana III Sobieskiego do wawelskich arrasów, powołując się na opinię fachowców z branży. Uważam, że jest to zabytek niedoceniany.

– Bardzo bym się cieszył, gdyby udało się znaleźć właściwe miejsce dla tego zabytku. Bo jeśli nawet do Radacza nie wróci, to należałoby chociaż zamieścić tabliczkę okolicznościową, czy jakieś zdjęcie, cokolwiek z informacją, że tu przez lata była taka słynna ambona. To dla samej miejscowości i dla środowiska lokalnego byłoby powodem do dumy. Także atrakcją wabiącą turystów. Nie mówię o pobożności, bo jedno z drugim nie musi iść w parze.

– Czy sposób popularyzowania faktu istnienia i posiadania karet przez muzealnictwo w Polsce jest zdaniem księdza wystarczające?

– Przyznam, że tu ludzie nie wiedzą praktycznie nic, co się obecnie dzieje z tą amboną, z tymi karetami. Jedni mówią, że są one w Słupsku, inni że w Wilanowie, w Łazienkach Warszawskich. Minęło już tyle lat od wojny, to już tak dawno wyjechało z kościółka w Radaczu, że wiedza na temat obecnego stanu karet i miejsca ich przechowywania jest praktycznie żadna.

– Czego w takim razie powinniśmy oczekiwać od władz polskich?

– Przede wszystkim liczymy na pomoc w remoncie kościoła. Smutny to fakt, że kościół, który w taki sposób zaznaczył się w historii Polski, sztuki polskiej, nie miałby być chociaż wyremontowany. Powinny się znaleźć  na to jakieś środki. Nigdy osobiście nie dowiadywałem się, czy można odzyskać ambonę, czy nie. Jak wspomniałem wcześniej, mieszkańcy są pogodzeni z faktem jej utraty, a specjalnie nikomu nie zależy, aby ona tu wróciła. Ale nawiązując do historii tej ambony, tych karet, to  by było znaczące, gdyby znalazły się środki na remont kościoła i zaznaczenie, że tutaj właśnie coś takiego było. Byłoby to zgodne z oczekiwaniem całej naszej wspólnoty parafialnej. Tym bardziej, że społeczeństwo tutejsze zawiązało komitet sympatyków miejscowości Radacz. Głównym jego celem jest właśnie remont kościoła. Mało tego, prawie wszystkie rodziny w Radaczu dobrowolnie opodatkowały się na rzecz remontu kościoła.
Wielokrotnie zastanawiałem się, że skoro istnieją takie zabytkowe kościółki, jak ten w Radaczu, wpisany do rejestru zabytków pod opieką konserwatora, to dlaczego nie ma jakiegoś zewnętrznego mechanizmu, który ratowałby te obiekty? Dlaczego są pozostawione same sobie? Ich żywot często zależy wyłącznie od pomysłowości, chęci, przedsiębiorczości proboszcza. Wiem, że aby wystarać się o jakiekolwiek środki na taki cel, jest korowód różnych przepisów, dokumentów, papierów, kontroli i wielu księży po prostu temu nie sprosta.

– Dlatego między innymi po to tu przyjechałam. Chcę ustalić, jak my, Polacy radzimy sobie z zabytkami, zarówno ruchomymi – mowa o karetach króla Jana III Sobieskiego – jak i nieruchomymi.

– Ależ kościół w Radaczu jest ruchomym zabytkiem! To okno wypadnie, to dachówka, to cegła się wykruszy (śmiech). Ale na poważnie – zbyt często jest tak, że zostawia się historię, niech się sama rozsypie. Oby tak nie stało się z karetami królewskimi…

– Miejmy nadzieję, że nie dojdzie do tego…

– Oby tak się nie stało.

– Dziękuję za rozmowę.

Tekst i fot.:
Agnieszka Chodorowska

Kategoria artykułu: Rozmowy

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.