„Wstałem i momentalnie padłem na ziemię”

Państwowa Straż Pożarna promuje akcję „Czujka na straży Twojego bezpieczeństwa”. Życie pokazuje, że problem czadu może dotyczyć każdego z nas

Przed tygodniem na naszych łamach pojawił się wywiad z bryg. mgr inż. Krzysztofem Gielsą. – Rocznie odnotowujemy około 100 przypadków śmiertelnych w całym kraju – mówił zastępca komendanta powiatowego PSP w Oławie. – W rzeczywistości tych zdarzeń jest dużo więcej, ale nie o wszystkich wiemy i nie wszystkie są wykazywane w statystykach. Przykładowo wyobraźmy sobie pożar mieszkania. Osoby poszkodowane najczęściej umierają z powodu zatrucia tlenkiem węgla. Ludzie nie giną od płomieni, giną od dymu, który zawiera przede wszystkim tlenek węgla. Jeśli do zaprószenia ognia dochodzi w nocy, zanim człowiek zdąży się obudzić, straci przytomność i ciężko będzie go już uratować.

O ile z dymem mamy jeszcze szansę wygrać (możemy go odpowiednio wcześnie zobaczyć lub poczuć), to czad jest niewidoczny i niewyczuwalny. Może się gromadzić przez dłuższy czas i niemalże bezobjawowo niszczyć nas organizm. Uratować może nas jednak czujnik, który poinformuje nawet o najmniejszym stężeniu tlenku węgla.

 

Czym jest tlenek węgla?

Wyjątkowo niebezpiecznym, bezbarwnym, bezwonnym i silnie trującym gazem. Trafia do organizmu poprzez układ oddechowy, a następnie jest wchłaniany do krwiobiegu. W układzie oddechowym miesza się z hemoglobiną szybciej niż tlen, prowadząc do niedotlenienia tkanek. W zależności od stężenia i czasu wdychania czadu występować mogą różne objawy. Wśród nich są ból głowy, mdłości, ogólne osłabienie, wymioty, utrata przytomności, a nawet śmierć.

Statystyki pokazują, że częściej niż tlenkiem węgla trujemy się tylko lekami i alkoholem. Każdego roku straż pożarna dowiaduje się o około 2000 poszkodowanych w skutek zatrucia czadem. Około 100 osób umiera.

Czad powstaje w wyniku niepełnego spalania paliw i materiałów palnych, takich jak węgiel, drewno, olej opałowy, benzyna, nafta, benzyna, gaz ziemny, propan i butan. Niepełne spalanie to efekt zbyt małej ilości tlenu. Na zatrucie szczególnie narażone są osoby, które mają w domu wadliwe lub źle zamontowane urządzenia do ogrzewania domów i mieszkań lub podgrzewania bieżącej wody.
 

Warto dmuchać na zimne

O tym, jak zapobiec zatruciu tlenkiem węgla, mówi kampania „Czujka na straży Twojego bezpieczeństwa”. W okresie jesienno-zimowym w mieszkaniach i domach jednorodzinnych wzrasta ryzyko powstania pożarów. Najczęściej dochodzi do nich w wyniku wad albo niewłaściwej eksploatacji urządzeń grzewczych, elektrycznych i gazowych. W tym samym okresie odnotowywany jest także wzrost liczby zatruć tlenkiem węgla, zwanym „cichym zabójcą”.

Zgodnie z rozporządzeniem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w obiektach, w których odbywa się proces spalania paliwa stałego, ciekłego lub gazowego, należy usuwać zanieczyszczenia z przewodów dymowych i spalinowych, czyli m.in. po prostu czyścić kominy. Jak często? Cztery razy w roku w domach opalanych paliwem stałym. Dwa razy w roku w domach opalanych paliwem ciekłym i gazowym. Co najmniej raz w roku powinniśmy też usunąć zanieczyszczenia z przewodów wentylacyjnych.

Jak dotrzymywanie tych terminów wygląda w praktyce, każdy powinien odpowiedzieć sobie sam. Niezbędnym elementem każdego domu i mieszkania, które są narażone na obecność czadu, powinien być czujnik. Sprzęt ten sprawi, że jako pierwsi dowiemy się o tym, że coś może być nie tak. A kto wie… być może uratuje nasze życie. Przykładów, w których czujnik zapobiegł śmierci, strażacy znają mnóstwo. Zachęcają też do zakupu czujnika dymu. – Czujnik dymu powinien się znajdować w każdym domu – mówi zastępca komendanta PSP w Oławie Krzysztof Gielsa. – Sam, pomimo tego, że mieszkam w bloku i mam centralne ogrzewanie, zamontowałem taki w u siebie. Widziałem już w życiu wiele, nasłuchałem się o różnych przypadkach i wiem, że warto dmuchać na zimne. Czujnik dymu dla każdego, czujnik czadu dla wszystkich, którzy mają urządzenia, mogące generować czad.

 

Ku przestrodze

Przykładów z życia daleko szukać nie trzeba. Po publikacji wywiadu z Krzysztofem Gielsą, na naszym portalu odezwała się Syntia z Oławy. – Mam w domu zarówno czujnik czadu jak i czujnik gazu – napisała w komentarzu. – Koszt jednego i drugiego to około 70 zł. W moim przypadku zarówno jeden jak i drugi okazały się skuteczne. W domu miałam nieszczelną rurę gazu oraz uszkodzoną kuchenkę, z której wydobywał się czad. Nie warto myśleć, że mnie to nie dotyczy. Tak naprawdę nigdy nic nie wiadomo. Koszt 150-200 zł za oba czujniki nie znaczy nic w porównaniu z ludzkim życiem.

Dramatyczne chwile przeżył również Krzysztof z Jelcza-Laskowic. – Była niedziela rano, brałem gorącą kąpiel – opowiada. – Chciałem się zrelaksować, więc spędziłem w wannie więcej czasu niż zwykle. Po kilkunastu minutach poczułem, że boli mnie głowa. Zbagatelizowałem objaw, bo byłem przekonany, że dopadł mnie kac. Dzień wcześniej byłem na imprezie, więc brałem pod uwagę, że ból może być spowodowany właśnie tym. Minuty mijały, a ja czułem się coraz gorzej. Wydawało mi się, że słabnę i że zbiera mi się na wymioty. Postanowiłem, że wychodzę z wanny i idę się położyć. Wstałem i momentalnie upadłem na ziemię. Po chwili ocuciła mnie dziewczyna, która usłyszała huk w łazience.

Gdy Krzysztof odzyskał świadomość, zorientowali się, że powodem gorszego stanu i omdlenia mógł być gazowy ogrzewacz wody. W mieszkaniu nie było czujki czadu, więc trudno było się zorientować, że coś jest nie tak. Pootwierali okna i poszli razem się położyć. Początkowo nie wezwali służb, co było błędem. Dopiero po jakiejś godzinie, gdy opowiedzieli swoją historię koledze, on powiedział im, że muszą zadzwonić na 112. Tak też zrobili. Interwencja strażaków potwierdziła przypuszczenia. Winnym zdarzenia był tlenek węgla. Krzysztofa przebadali ratownicy pogotowia. Na szczęście nie ucierpiał. Dziś jednak opowiada swoją historię ku przestrodze: – Obecnie nie mam w mieszkaniu takiego ogrzewacza, ale gdy tylko widzę podobny sprzęt u kogoś znajomego, to uczulam go, by zakupił czujkę. Sam miałem szczęście, bo w budynku były inne osoby. Gdybym jednak był sam, to prawdopodobnie już byśmy nie rozmawiali. To dziwne uczucie, ale zdaje sobie sprawę, że w kilka sekund mogłem zginąć. Uważam więc, że lepiej dmuchać na zimne i zainwestować w czujniki. Zwłaszcza, że nie kosztują dużo.

 

UWAGA!

Dla naszych czytelników mamy pięć czujników czadu, firmy McDowell. Otrzyma je pięć pierwszych osób, które zadzwonią do nas w piątek 25 stycznia, o godz. 10:00. Na telefony czekamy pod numerem 71-313-35-57.

Kamil Tysa

[email protected]

 

Kategoria artykułu: Aktualności

Tagi: , , ,

reklama

Komentarzy (1)

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.