Kilka sekund i po nas

Zastępca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej bryg. mgr inż Krzysztof Gielsa opowiada o zagrożeniach związanych z czadem. – Może się okazać, że rozboli nas głowa, weźmiemy tabletkę, położymy się spać i już nie wstaniemy – mówi. – A w jeszcze gorszym przypadku, nie wstaną również osoby mieszkające z nami.

– Jak często zdarza się zatrucie tlenkiem węgla, potocznie nazywanym czadem?

– Rocznie odnotowujemy około 100 przypadków śmiertelnych w całym kraju. W rzeczywistości tych zdarzeń jest dużo więcej, ale nie o wszystkich wiemy i nie wszystkie są wykazywane w statystykach. Przykładowo wyobraźmy sobie pożar mieszkania. Osoby poszkodowane w tym zdarzeniu najczęściej umierają z powodu zatrucia tlenkiem węgla. Ludzie nie giną od płomieni, giną od dymu, który zawiera przede wszystkim tlenek węgla. Jeśli do zaprószenia ognia dochodzi w nocy, zanim człowiek zdąży się obudzić, straci przytomność i ciężko będzie go już uratować.

– W takiej sytuacji życie mogłaby ocalić czujka czadu.

– W naszej ocenie czujka dymu powinna być w każdym mieszkaniu. Czujki czadu, czyli tlenku węgla, powinny się znajdować wszędzie tam, gdzie mamy urządzenia w których dochodzi do spalania, czyli piece, piecyki, kuchenki oraz ogrzewacze wody, potocznie nazywane junkersami.

– Ile przypadków zatruć tlenkiem węgla notujemy w powiecie oławskim?

– Ostatnie lata na pewno są korzystne, ponieważ nie ma zimy. W tym roku mieliśmy trzy interwencje, w których stwierdzono obecność czadu. Raz dziecko było poszkodowane, dwa razy osoby dorosłe. Ostatnio nawet zgłosiła się pani, która źle się poczuła w drodze do pracy. Lekarz stwierdził podtrucie tlenkiem węgla.

– Często tak naprawdę nie jesteśmy świadomi, że może chodzić właśnie o czad. Nawet jeśli poczujemy się gorzej.

– Jesteśmy w łazience, odkręcamy wodę, spala się tlen, powstaje dwutlenek węgla i jest to bezpieczne. Natomiast kiedy mamy zatkaną klatkę wentylacyjną, to po chwili powstaje tlenek węgla i jego stężenie szybko zaczyna rosnąć. Najczęściej wygląda to tak, że leżymy w wannie i się relaksujemy. Po chwili zaczynamy lekko odpływać. Czujemy się słabiej, mamy zawroty głowy, potem nie mamy już możliwości podniesienia ręki i wezwania pomocy. W momencie gdy stężenie jest już wysokie, tracimy przytomność i szybko umieramy. Czad, łącząc się z hemoglobiną we krwi, powoduje uduszenie. Jeżeli nikt nie udzieli nam błyskawicznie pomocy, jest po nas.

– Pierwszy symptom w postaci osłabienia czy bólu głowy, łatwo zbagatelizować.

– Ciężko zareagować. Znam przykład osoby, której udało się przeżyć. Brała kąpiel i w pewnym momencie zachciało jej się wymiotować. Chciała kogoś zawołać, ale już nie była w stanie wydać żadnego dźwięku. Na szczęście do łazienki wszedł mąż, udzielił pierwszej pomocy i kobieta przeżyła.

– Jak się zachować, jeśli znajdziemy się w takiej sytuacji?

– Przede wszystkim opuścić pomieszczenie i wezwać pomoc. Albo udzielić pomocy osobie, która mogła ulec zatruciu. Rozmawiamy o kąpieli, ale to równie dobrze może się wydarzyć w trakcie mycia zębów. Pamiętajmy też, że kratek wentylacyjnych nie wolno zasłaniać. One wszystkie są po to, by zapewnić nam dostęp do świeżego powietrza. Jeżeli w łazience mamy centralne ogrzewanie, brak wentylacji spowoduje, że będzie nam się osadzał grzyb. Jeśli jednak mamy urządzenia grzewcze, to brak dopływu świeżego powietrza może stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo. Czad swoją ciężkością jest bardzo zbliżony do powietrza. Doskonale się miesza, może być zarówno na górze, jak i na dole. Nie chcę też oczywiście straszyć ludzi, że każdy gazowy ogrzewacz wody jest niebezpieczny. Jeżeli te urządzenia są zamontowane przez fachowców, odpowiednio serwisowane, to będą nam służyć. Niemniej jednak dla własnego bezpieczeństwa musimy pamiętać o zamontowaniu czujki czadu.

– To nie jest duży wydatek.

– Takie urządzenie kosztuje około 100 zł, działa przez 7 lat i przy niewielkiej ilości tlenku węgla, zaczyna nas alarmować. Małe stężenie przez moment nie jest groźne. Ale jak na swoim niskim poziomie zaczyna się utrzymywać, to powoduje nieodwracalne zmiany w naszym mózgu. Pamiętajmy jednak, że łazienka to tylko jeden scenariusz. Drugim – równie częstym – są nieszczelne kominy. Jesienią odpalamy piecyk, komin nie był przeczyszczony, być może jakieś ptaki zrobiły tam gniazdo. Dym zamiast wydostawać się w całości na zewnątrz, zaczął pojawiać się w naszym domu. Tak jak mówiłem wcześniej – tlenek węgla świetnie miesza się z powietrzem, więc chętnie rozprzestrzeni się po całym budynku. Jeśli będzie go niewiele, poczujemy gorsze samopoczucie, zmęczenie, zacznie nas boleć głowa. Pomyślimy może, że łapie nas przeziębienie. Wróciliśmy z pracy, jest ciemno, mokro, nieprzyjemnie – w takim okresie ogólnie nie czujemy się najlepiej. Jeżeli jednak w rodzinie czteroosobowej, cztery osoby mają takie same objawy, a tydzień wcześniej zaczął się sezon grzewczy, to powinna nam się zapalić czerwona lampka.

– Jak przekonać ludzi, żeby kupowali czujki czadu?

– Opowiem historię z Gdańska. Wnuczek nasłuchał się od strażaków o czujkach, kupił jedną swojej babci i zamontował. Po jakimś czasie ona dzwoni do straży pożarnej i mówi, że „to gówno się zepsuło, ciągle wyje, proszę przyjechać je naprawić”. Dyżurny wysłał na miejsce chłopaków i co się okazało? Czujka działała właściwie, tylko przewód kominowy był niedrożny. I to „gówno, które ciągle wyje” uratowało tej pani życie. Proszę mi wierzyć – przy niewielkim stężeniu nie stracimy od razu przytomności, a czasem nawet nie poczujemy niepokojących objawów. Ewentualnie zaboli nas głowa, weźmiemy tabletkę i położymy się spać. I może się okazać, że rano nie wstaniemy. A w jeszcze gorszym przypadku nie wstaną również inne osoby, mieszkające w tym budynku.

– Nie bez powodu tlenek węgla nazywany jest cichym zabójcą.

– Nie czujemy jego smaku i zapachu. Nie widzimy go, nie podrażnia nas w żaden sposób. Może to nie jest najlepszy przykład, ale w trakcie II wojny światowej, tlenek węgla był używany przez Niemców jako gaz do zabijania ludzi. Jest bardzo tani w produkcji, a przy odpowiednim stężeniu działa skutecznie i błyskawicznie.

– Jako społeczeństwo mamy świadomość niebezpieczeństwa, jakie kryje za sobą tlenek węgla?

– Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji przeprowadziło dwa lata temu badania i niestety wiele osób nie wie, że czad jest niewidoczny i bezwonny. Ludzie myślą, że mogą tlenek węgla zauważyć i poczuć. Mylimy go z gazem z kuchenki albo z czarnym dymem, który pojawia się w wyniku pożaru. Często też dostajemy pytania o to, jakie stężenie jest niebezpieczne. Każde!. Jeśli czadu będzie niewiele, proces niszczenia naszego organizmu będzie dłuższy. Jeśli stężenie będzie bardzo wysokie, wystarczy kilka oddechów i tracimy przytomność.

– Gdzie możemy kupić czujniki?

– Kiedyś znalazłem nawet w jednym z supermarketów, ale nie był to produkt najwyższej jakości. Na pewno można je znaleźć w sklepach specjalistycznych w internecie, ale także w każdym markecie budowlanym. Ważne, żeby produkt posiadał certyfikat CE. Dobierając czujkę, powinniśmy pamiętać, żeby nie kupować czegoś, co jest podejrzanie tanie, z niepewnego źródła. Źle działająca czujka, która zapewni nam wewnętrzny spokój, będzie jeszcze bardziej niebezpieczna, niż jej brak. Czasem lepiej dopłacić 20-30 złotych i mieć spokój na kilka lat. Sam mieszkam w bloku, w którym wszystko jest elektryczne, a ogrzewanie mam miejskie. Kupiłem jednak czujkę dymu. I ona daje mi spokój przez 10 lat. W niektórych krajach europejskich czujka dymu jest obowiązkiem. Przyjmuje się, że jeśli w mieszkaniu powinna być jedna, w a domu jedna na kondygnacje. Zaleca się montowanie w pobliżu sypialni, ponieważ do pożarów najczęściej dochodzi w nocy. Jeśli chodzi o czujki czadu, powinien je mieć każdy, kto posiada gazowe urządzenia grzewcze.

Tekst i fot. Kamil Tysa

 

Kategoria artykułu: Aktualności

Tagi: , , ,

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.