Z „Metalergu” do Dubaju, do Chin…

Mało kto wie, że dźwigi do obsługi najwyższych wieżowców w Dubaju produkuje firma z Oławy

POWIAT Made in Oława

Kiedyś w Senacie, podczas ceremonii wręczania kolejnej nagrody dla „Metalergu”, ktoś z wysoko postawionych osób z naszego województwa nie wytrzymał: – To, k…a mać, na naszym terenie takie rzeczy są robione, a my nic o tym nie wiemy!?

Ta anegdotka oczywiście nie najlepiej świadczy o owym wysłanniku województwa, ale też w jakimś stopniu pokazuje filozofię firmy, która zbytnio – może nawet przesadnie zbytnio – nie afiszuje się swoimi produktami. Kto z mieszkańców naszego powiatu wie, że dźwigi dla wieżowców w Dubaju wykonywane są w Oławie?

Każdy wieżowiec musi takim dysponować, bo trzeba umyć szyby, konserwować, malować. Dźwig stoi na dachu kilkusetmetrowego wieżowca i obsługuje gondolę, którą się opuszcza wzdłuż budynku. Takich dźwigów oławski „Metalerg” wyprodukował już kilkadziesiąt. – Najwyższy wieżowiec, obsługiwany przez „nasze” dźwigi, ma ponad 200 metrów – mówi współwłaściciel „Metalergu” Janusz Cieślak. I od razu dodaje, że firma nie chwali się tą produkcją na swojej stronie internetowej, bo wprawdzie dźwigi niemalże w całości wykonuje się w Oławie, ale sprzedawane są pod inną marką.

To ogromne konstrukcje – wysokie do 40 m, podczas gdy długość ramienia dochodzi do 50 m.

– Ramię może być teleskopowe, albo wykonane z jednego elementu, wszystko zależy od wymaganego zasięgu – mówi Cieślak. – Tu nie ma mowy o jakichś kompromisach. Materiały i wykonanie muszą być najlepszej jakości, bo od tego zależy życie ludzi. Potem nie ma miejsca ani czasu na poprawki. Niemal każdy dźwig jest inny, robiony na konkretne zamówienie. Obecnie robimy jedenaście sztuk dla wieżowców na Bliskim Wschodzie.

*

Janusz Cieślak cieszy się z każdej nagrody. Tylko w tym jednym roku firma była nominowana do „Dolnośląskiego Gryfa”, zdobyła „Dolnośląską Nagrodę Jakości”, przyznawaną przez wrocławski NOT, otrzymała tytuł „Tytani Energii” oraz „Ekolaur” od Polskiej Izby Ekologii. Janusza Cieślaka cieszy zwłaszcza nagroda „Lider Polskiej Ekologii”, przyznana przez ministra ochrony środowiska – za innowacyjne rozwiązania.

– Nagrody są cenne, a nie byłoby ich oraz sukcesów bez zaangażowania kadry i załogi – mówi Cieślak. – Dla mnie jednak najcenniejsze nagrody to zamówienia.

A one płyną z całego świata. Głównie na flagowe produkty firmy, czyli różne kotły na słomę. Mogą to być nagrzewnice do suszarni, kotły do ogrzewania domów, a także wielkie kotłownie na słomę, na potrzeby wytwarzania ciepła dla całych osiedli, szkół czy szpitali.

*
I tu od razu potrzeba nieco wyliczeń. Janusz Cieślak ma to w głowie: – Z półtorej tony słomy uzyskujemy tyle energii, ile z tony węgla. Z 3 ton słomy tyle, ile z tysiąca litrów oleju. Jeśli weźmiemy tegoroczną cenę słomy, czyli ok.180 zł za tonę, wyjdzie nam, że tam, gdzie ogrzewanie olejem kosztuje 4 tys. zł, ten sam efekt można uzyskać przy wykorzystaniu słomy za 550 zł. Oczywiście do tego dochodzi koszt jej składowania.

Kotły na słomę idą do Wielkiej Brytanii, Skandynawii i Czech, ostatnio sporo do Rosji, Kazachstanu, na Ukrainę, do Rumunii. Paradoksalnie najmniej zamówień jest chyba z… Polski. A jeszcze dokładniej, z okolic Oławy. Podobno w naszym powiecie działają zaledwie 2-3 takie kotły na słomę. Dlaczego? – Widocznie nasi rolnicy wciąż są zbyt bogaci, żeby opłacało im się oszczędzać – tłumaczy Cieślak i dodaje, że najtrudniej jest być prorokiem we własnym kraju. Od razu jednak wylicza cztery korzyści dla włodarzy gmin i miast, wynikające z zakupu polskich kotłów na słomę. Po pierwsze – paliwo kupujemy od swoich. Po drugie – dajemy swoim zatrudnienie przy obsłudze kotłowni. Po trzecie – oszczędzamy, bo jest to tańsze źródło ciepła niż te tradycyjne. Po czwarte – chronimy środowisko, bo paliwo można traktować jako odnawialne źródło energii.<br />
Niestety, Polacy wciąż bywają nieufni, choć coraz częściej zdarzają się tacy, jak wójt Człuchowa na Pomorzu, który ma już wszystkie gminne szkoły ogrzewane kotłami na słomę. A Cieślak zapewnia, że gdyby np. jakiś zakład czy szpital chciał tańszego ciepła, jego firma wstawi kotły na własny koszt i sprzeda mu ciepło co najmniej za 20% mniej niż kupowano do tej pory. Gdyby sami kupili te kotły, oszczędności byłyby jeszcze większe.

*
Za parę miesięcy ruszy w Chinach produkcja kotłów rodem z Oławy. Skąd te Chiny?

– Myśleliśmy o tym już od dawna – mówi Janusz Cieślak. – Tymczasem trafili do nas przedstawiciele firmy chińskiej, z propozycją współpracy.

Od roku trwają rozmowy. Początkowo Polacy trochę nie ufali stronie chińskiej, bo bali się, że chcą tylko podpatrzyć, jak to się robi, i sami uruchomią produkcję. Okazało się jednak, że Chińczycy też się starają, aby „Metalerg” – dla większego bezpieczeństwa – opatentował swoje kotły na tamtym rynku, więc wspólne zaufanie wzrosło.

Zakład ma ruszyć na początku 2013 roku, zatrudni przy produkcji ok. 200 osób. Docelowa produkcja roczna to tysiące kotłów. – Szczegółów nie podaję – zastrzega Cieślak. – Negocjacje jeszcze trwają, więc nie chcę zapeszyć.

Dodaje, że chiński zakład to ogromne wyzwanie techniczne dla „Metalergu”. Część urządzeń trzeba przeprojektować, bo kotły tam będą głównie na słomę kukurydzianą, do tego nie w belach, tylko luzem. Produkcja z Chin ma trafiać przede wszystkim na rynki azjatyckie.

Cieślak uspokaja, że nie chce ograniczać produkcji pod Oławą, czy w ogóle przenosić jej do Chin, choć przyznaje, że teoretycznie byłaby taka możliwość, na wypadek wyjątkowo niekorzystnej sytuacji w Europie. Na razie jednak rozwija się zakład w Oławie – kończy się budowa nowoczesnej hali przy ulicy Portowej – ma być gotowa w przyszłym roku.

Kotły…

…to ok. 50% działalności „Metalergu”. Pozostała część to kooprodukcja oraz produkcja reduktorów i zestawów do podawania tlenu medycznego. Reduktory do butli tlenowych wykorzystywane są m.in. w karetkach pogotowia

„Metalerg”…

…to typowa firma rodzinna, założona przez Mariana Cieślaka.  Działa od 1967 roku, początkowo jako zakład budowlano-remontowy. Po 1987 profil działalności zaczął się zmieniać na obróbkę, przetwórstwo metali i tworzyw sztucznych. W 1993 firma kupiła licencję na produkcję ekologicznych kotłów na słomę, drewno i inną biomasę, od duńskiej firmy „Skeltek”. Od tego czasu produkuje je nieprzerwanie, rozszerzając paletę typów kotłów. Obecnie „Metalerg” to spółka jawna, zatrudniająca ok.120 osób, w której 100% udziałów ma rodzina Cieślaków

Jerzy Kamiński [email protected] Fot.: arciwum firmy „Metalerg”

Kategoria artykułu: Aktualności

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.