Panasiuk „Orlis” uhonorowany

Na starym oławskim cmentarzu poświęcono dziś pomnik na grobie oławskiego niezłomnego – porucznika Klemensa Panasiuka, pseudonim „Żytosław” i „Orlis”

Uroczystości rozpoczęły się mszą w Sanktuarium NMP Matki Pocieszenia – z udziałem kompanii reprezentacyjnej Wojska Polskiego z Brzegu oraz orkiestry. Bardzo ważny był udział członków najbliższej rodziny Klemensa Panasiuka, organizacji kombatanckich, przedstawicieli władz, młodzieży i pocztów sztandarowych. Przy grobie „Orlisa” odczytano Apel Poległych, tradycyjnie zakończony salwą honorową. W trakcie żołnierskiej uroczystości godnie uhonorowano pamięć zapomnianego Niezłomnego.

O Klemensie Panasiuku Przemysław Pawłowicz pisał już na naszych łamach. Przypominamy  najważniejsze informacje:

Po wkroczeniu armii sowieckiej do Polski, „Orlis” pozostał w konspiracji, nadal pełnił funkcję komendanta rejonu w Obwodzie AK-DSZ Włodawa, jednocześnie był dowódcą oddziału partyzanckiego, w lipcu 1946 został zastępcą komendanta Obwodu WiN (Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”). To była nowa niepodległościowa organizacja podziemna, która – oprócz wielu innych – przejęła na siebie główny nurt walki o uratowanie polskiego podziemia i kraju. Na większości terenów Polski rok 1944 przyniósł zmianę okupanta. Po pokonaniu Niemców i ich sojuszników na terenach zajętych przez armię sowiecką natychmiast rozpoczynał się nowy terror. Znowu ruszyły transporty na Syberię, sowieci szybko wypełnili Polakami więzienia i byłe hitlerowskie obozy zagłady. Polskie podziemie zaczęło nową walkę, tym razem nie tylko z nowym okupantem, który przecież miał być sojusznikiem i aliantem. To była krwawa walka o przeżycie, o przetrwanie. Lubelszczyzna (rejon działania Panasiuka) była obszarem wyjątkowo bezwzględnych represji i terroru. Oddziały podległe „Orlisowi” były bardzo aktywne. 13 listopada 1944 w okolicach wsi Babsk oddział AK, dowodzony przez Józefa Struga „Ordona”, zorganizował zasadzkę, w którą wpadła jadąca w celu kolejnych aresztowań grupa operacyjna Milicji Obywatelskiej z Wytyczna, wraz z tamtejszym komendantem wojennym Armii Czerwonej. Pod silnym ogniem broni maszynowej partyzantów zginęło 7 milicjantów i dowodzący nimi oficer sowiecki.

Kolejną akcją podziemia było rozbicie posterunku MO w Wytycznie. Konspiratorzy z miejscowej placówki zameldowali Komendzie Obwodu o brutalnym zachowaniu milicjantów wobec ludności, w związku z czym porucznik „Orlis” podjął decyzję o ich rozbrojeniu. W biały dzień, 1 czerwca 1945, oddział z zaskoczenia opanował i rozbroił posterunek MO (zdobyto 3 automaty, kilka karabinów i pistolet). Akcja nabrała dużego rozgłosu w terenie, co spowodowało dość szybki napływ w szeregi oddziału ukrywających się w okolicy ludzi, m.in. pięciu dezerterów z Ludowego Wojska Polskiego. (…)

Klemens Panasiuk jest również częścią dziejów jednej z najbardziej niezwykłych akcji polskiego podziemia po II wojnie światowej.

17 lipca 1946 na szosie Lublin – Włodawa w okolicy Marysina doszło do wydarzenia wyjątkowego w skali całego kraju. Połączone oddziały „Jastrzębia” (WiN) i „Boruty” (Narodowe Siły Zbrojne) przypadkowo zatrzymały samochód, którym podróżowała siostra urodzonego pod Lublinem Bolesława Bieruta, który od 1947 był prezydentem RP. Zofia Malewska, bo o niej mowa, jechała autem z mężem, synem i synową. Uwięzienie krewnych Bieruta spowodowało ostrą kontrakcję władz. W rejon zajęty przez oddziały podziemia skierowano silne jednostki Urzędu Bezpieczeństwa i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Uniknięto starcia zbrojnego. Z polecenia komendanta Obwodu Włodawa kpt. Z. Szumowskiego „Komara” (jego zastępcą był „Orlis”) po dwóch dniach rodzinę Bieruta zwolniono. Kpt. „Komar” tak zapamiętał tamte dni: W połowie 1946 r. zgłosił się do mnie „Jastrząb” i zawiadomił, że ma w swoich rękach siostrę Bieruta i jej męża. Zasugerował, by zażądać od Bieruta wypuszczenia uwięzionych na Zamku Lubelskim akowców w zamian za uwolnienie tej pary. Moje stanowisko w tej kwestii było odmienne. Uważałem, że należy zwolnić rodzinę Bieruta bez stawiania żadnych warunków. W przeciwnym razie UB i milicja dokonają zmasowanej i bestialskiej pacyfikacji terenu, na której ucierpi jedynie ludność miejscowa. W rezultacie „Jastrząb” wypuścił zatrzymanych.

Po tej akcji do powiatu włodawskiego wysłano kolejne oddziały operacyjne KBW i UB, które dokonały masowych aresztowań członków miejscowego podziemia. Zostali oni w większości przewiezieni do aresztu PUBP we Włodawie. (…)

Wojenne i szczególnie powojenne losy „Orlisa” nie zostały dokładnie zbadane i opisane. Wobec szerokiej pacyfikacji Lubelszczyzny wielu żołnierzy niezłomnych i wyklętych postanowiło przerwać walkę. Niektórzy wyjechali na „Ziemie Odzyskane”, inni potajemnie przedostali się na zachód, wielu zginęło w trakcie próby nielegalnego przekroczenia granicy państwa. Czasem zmieniali tożsamość, wielu skorzystało z namowy władz komunistycznej Polski i podjęło decyzję o ujawnieniu się – w zamian za wolność i deklarację, że nie podejmą dalszej walki.

Nie wiemy, jakie były motywy porucznika Panasiuka. „Orlis” ujawnił się 22 kwietnia 1947 w Gdańsku, co wiemy z dokumentu archiwalnego o sygnaturze: „AIPN Gd, 00118/195 Wojewódzki Urząd spraw Wewnętrznych w Gdańsku, Oświadczenie z ujawnienia: Panasiuk Klemens, k. 8-13„. Powodów takiej decyzji mogło być wiele. Trudno dzisiaj ustalić, jakie były najważniejsze. Pomimo decyzji o ujawnieniu, żonę „Orlisa” potraktowano surowo i bezwzględnie. Wyrzucono ją wraz z dziećmi z rodzinnego domu i nakazano osiedlić się na Warmii. Część rodziny mieszka tam do dzisiaj, ale żonie Mariannie udało się w 1963 roku odkupić swój własny dom (sic!) i powrócić w rodzinne strony. To kolejny przykład, że w ramach akcji „Wisła” przy okazji rozprawiano się z polskim podziemiem. Porucznik Panasiuk do swoich stron już nie powrócił. Po latach znalazł się na terenie naszego powiatu – osiadł w Polwicy, położonej dzisiaj w gminie Domaniów. Być może było to wymuszone przez władze i uzależnione od losu najbliższych. Tego nie wiemy.

Był lubianym człowiekiem, zdobył uznanie sąsiadów – również jako bardzo dobry weterynarz, W Polwicy założył nowy związek, jego córka obecnie tam mieszka, natomiast jej matka i partnerka Panasiuka zmarła w 2016 r. Życiorys Klemensa Panasiuka wymaga kolejnych badań, nie znamy wielu podstawowych dat, faktów, np. gdzie studiował po wojnie, w którym szpitalu zmarł i wielu innych. Z pozyskanych ostatnio informacji wynika, że zmarł w 1968 roku, we Wrocławiu, a przyczyną zgonu był nowotwór oka. (…)

Klemens Panasiuk pozostał w Oławie niezauważony przez wiele lat. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności w czasie ubiegłorocznego (2015 r.) listopadowego święta zmarłych, spotkałem na cmentarzu Tomasza Rożniatowskiego, zawodowego żołnierza, który zwrócił uwagę na grób AK-owca. Obydwaj, pomimo zainteresowania przeszłością, nie znaliśmy losów porucznika Panasiuka. Pierwsze pobieżne sprawdzanie w internecie pokazało, kto spoczął w Oławie. Nasze poszukiwania to materiał na inny artykuł, ale zbieranie danych, a przede wszystkim kontakt z rodziną „Orlisa” były niezwykłym przeżyciem. Szybko udało się ustalić, że pochodził z Polwicy, a tam już było łatwiej o kolejne informacje. Zaczynaliśmy niemal od „zera”, ale dzisiaj jest już znacznie lepiej. Sprawa uporządkowania grobu jest już zrealizowana, w czym pomogło również założenie podstrony na facebookowym profilu Tomka. Zareagowała rodzina „Orlisa” i sprawy zaczęły się układać w logiczną całość. Pomocnych osób zaczęło przybywać. Dzięki Dorocie Świętej z oławskiego PCK przekazano wsparcie dla bliskich „Orlisa” w Polwicy. Przed nami jest jeszcze doprowadzenie do pośmiertnego odznaczenia i awansowania porucznika „Orlisa” na kolejny stopień oficerski. Musimy rozpocząć szeroką kwerendę w archiwach, czekamy również na dokumenty z IPN w Gdańsku. Przy okazji warto zwrócić uwagę na problem, który dotyczy zapewne całej Polski. Trwa żmudne ustalenie tożsamości wielu polskich bezimiennych bohaterów. A co z grobami tych, którzy przeżyli nawet długotrwałe wyroki? Jeśli po wielu latach zmarli śmiercią naturalną, a ich groby nie zostały opłacone, to zgodnie z prawem mogą być całkowicie zlikwidowane. Tak się niestety dzieje, to jest niezwykle smutne i przerażające…

archiwum-55

1 2 3 4 5 6 7

dsc_0019 dsc_0050 dsc_0065 dsc_0078 dsc_0089 dsc_0093 dsc_0113 dsc_0119 dsc_0134 dsc_0135 dsc_0145 dsc_0151 dsc_0161

 

Kategoria artykułu: Aktualności

Tagi: , , , ,

reklama

Komentarzy (10)

  1. Orlis wydał rozkaz zabicia Dunaja z własnych prywatnych pobudek, przy egzekucji nie wypaliły chyba 4 magazynki po 8 naboi każdy. Nawet Żelazny mówił ze to znak od Boga żeby go nie zabijać, lecz rozkaz to rozkaz. Wyklęci musieli podejmować trudne decyzje, mimo to Cześć Ich Pamięci za walkę do końca z czerwoną zarazą, a chyba mało kto, jak oni wiedział kto to jest sowiet. Niech Żyją Wyklęci !!!

    Zgłoś naruszenie regulaminu

    Komentarz

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.