Nie mieli szans!

Co roku na polskich drogach w wypadkach z udziałem tirów giną ludzie. Takie wypadki najczęściej kończą się tragicznie. Im mniej tirów na drogach, tym mniej wypadków. Wniosek wydaje się prosty. Od 1996 roku Instytut Spraw Obywatelskich prowadzi kampanię „Tiry na tory”, w której domaga się zmniejszenia liczby tirów na polskich drogach poprzez zwiększenie przewozu towarów koleją.

– Domagamy się przeniesienia tirów, które przejeżdżają przez nasz kraj w tzw. tranzycie. Jesteśmy za wdrożeniem w transporcie zasad: „użytkownik płaci” i „zanieczyszczający płaci”. Uważamy, że przenoszenie kosztów leczenia ofiar wypadków, hałasu i spalin na społeczeństwo jest niesprawiedliwe. „Tiry na tory” to mniej wypadków, mniej korków, mniej smogu. „Tiry na tory” to więcej bezpiecznych dróg, więcej zaoszczędzonego czasu, więcej czystego powietrza – wyjaśnia koordynator kampanii Piotr Skubisz z Instytutu Spraw Obywatelskich.

Spot kampanii „Nie mieli szans” pokazuje tragedię, która często ma miejsce na polskich drogach. Prezentując szczególny wycinek drogowej codzienności, spot ma zwrócić uwagę na szerszy problem: bezpieczeństwa i transportu drogowego w Polsce. – Chcemy przenieść dyskusje z forów internetowych – gdzie często internauci bardzo burzliwie dyskutują o wypadkach z udziałem tirów – na forum publiczne – dodaje Piotr Skubisz.

Kampania obywatelska „Tiry na tory” przynosi rezultaty. W 2019 roku rząd obiecał 2,5 miliarda złotych, by tiry wreszcie wjechały na tory. Centrum Unijnych Projektów Transportowych przeznaczy 1,3 mld zł unijnego dofinansowania na ponad 30 projektów intermodalnych. Pozostałą część zainwestują firmy, widząc perspektywy zysków z rozwoju tego rodzaju transportu.

– „Tiry na tory” to kampania, z której wyrósł Instytut Spraw Obywatelskich. 23 lata to dziesiątki tysięcy godzin pracy organicznej. Tysiące rozmów z obywatelami, urzędnikami i posłami. Setki spotkań, konferencji i debat. Dziesiątki raportów, ekspertyz i poradników – wylicza Rafał Górski, prezes Instytutu Spraw Obywatelskich.

Instytut Spraw Obywatelskich jest organizacją pozarządową niezależną od partii politycznych. Od 2004 roku walczy o dobro wspólne. Prowadzi kampanie obywatelskie, m.in. Tiry na tory, Wolne od GMO? Chcę wiedzieć!, Obywatele decydują.

Kategoria artykułu: Na sygnale

Tagi: , , , , , , ,

reklama

Komentarzy (5)

  1. takie są realia

    Przy bliższym zgłębieniu szybko dojdziemy do wniosku, że sama idea, podobnie jak chociażby komunizm, jest świetna. Tyle, że równie utopijna…

    Na papierze wszystko wygląda pięknie – kierowca wjeżdżając do Polski kieruje się na specjalny terminal, gdzie jego ciężarówka pakowana jest na platformy kolejowe. Następnie pociąg udaje się we wskazanym kierunku, a szoferzy, korzystając z czasu wolnego odpoczywają w luksusowych wagonach. Tyle teorii. A jak wyglądać miałaby praktyka?

    Pierwszy problem zaczyna się już w momencie wjechania na terytorium Polski. O ile skompletowanie składu ciężarówek udających się np. na Litwę (długość granicy 104 km) czy do Obwodu Kaliningradzkiego (długość granicy 210 km) nie powinno stanowić problemu, o tyle zapakowanie pociągu jadącego na zachód lub południe graniczyłoby z cudem. Nasza granica z Niemcami to całe 467 km, z Czechami sąsiadujemy na długości niemal 800 km. Powstaje teraz problem, na które przejście skierować nasz pociąg, by większość kierowców była zadowolona? Oczywiście z sytuacji wybrnąć można budując odpowiednią liczbę terminali. Pytanie tylko jak stworzyć od podstaw taką infrastrukturę, skoro przed Euro 2012 nie byliśmy w stanie wyremontować kilku istniejących już dworców PKP?
    Problem z dworcami i terminalami jest dużo bardziej skomplikowany, niż mogłoby się to wydawać. Trzeba pamiętać, że zestaw z naczepą to nie człowiek, który wskoczy do wagonu wprost z peronu. Niezbędna jest rozbudowana infrastruktura – place manewrowe, rampy najazdowe, dźwigi, suwnice. Zanim jednak przystąpimy do rozwiązywania tego problemu z tunelu wyłania się już kolejny. Do przewozu samochodów potrzebujemy przecież specjalnych wagonów-platform. Jeśli zależy nam na sprawnym załadunku najlepiej, by każdy z nich posiadał własną rampę najazdową (tzw. wagony roll on-roll off). Niestety, jednoczesny załadunek 30-40 zestawów na pociąg wymagałby koszmarnie długiego placu manewrowego i rampy, więc takie rozwiązanie raczej nie wchodzi w gre.
    …..

    Komentarz Zgłoś naruszenie regulaminu
  2. takie są realia

    …..
    Łatwiej byłoby zapewne zastosować wagony łączone w jeden „pas drogowy”, tak by ciężarówki wjeżdżały do składu jedna za drugą.

    Tutaj jednak dochodzimy do kolejnej ważnej kwestii. Zakładając, że na jedną dwudziestometrową platformę wchodzi jeden zestaw z naczepą, kierowca pierwszej wjeżdżającej na trzydziestowagonowy skład ciężarówki będzie miał do przejechania jakieś 600 metrów. Biorąc pod uwagę, że przeciętny wagon-platforma ma szerokość ok. 270 cm, a zestaw ciągnik+naczepa około 250 cm (większość nowych ciągników siodłowych mierzy tyle bez lusterek!) margines błędu wynosi po 10 cm z każdej ze stron. Procedura załadunku i odpowiedniego umocowania zestawów zajmie więc sporo czasu. Trzeba też pamiętać, że jeśli w rampy najazdowe wyposażone są jedynie pierwszy i ostatni wagon awaria jednej ciężarówki automatycznie „uziemia” wszystkie, znajdujące się za nią…

    Zakładając nawet, że polskim inżynierom szybko uda się opracować szersze platformy (w dziedzinie kolejnictwa mamy przecież chlubne tradycje) do rozwiązania pozostaje kolejna kwestia – wysokość składu.

    W transporcie szynowym zachodzi bowiem podobna zasada, co w motoryzacji. Im wyższe koło, tym pociąg „lepiej się prowadzi”. Krótko mówiąc – większe koło = wyższa prędkość. Mniejsze koło = mniejsza prędkość i większe ryzyko wykolejenia. Niestety, w tym wypadku, inżynierowie mają zdecydowanie mniejsze pole do popisu. Na większość polskiej sieci kolejowej przypada tor o rozstawie szyn wynoszącym 1435 mm. Oznacza to więc, że koła jezdne wózków muszą być schowane w podłodze platformy, jeśli ta służyć ma jako „droga” dla ciężarówek. Ponieważ przeciętny ciągnik siodłowy ma jakieś 3,5 metra wysokości (w zależności od rodzaju kabiny, zamontowanych dyfuzorów itd.) należy założyć, ze bezpieczną wysokością są w tym przypadku 4 metry (większość kierowców i tak narzekać będzie na konieczność zdejmowania „bata” od CB radia).
    ……

    Komentarz Zgłoś naruszenie regulaminu
  3. takie są realia

    ….. Oznacza to, że chcąc uniknąć kontaktu z tunelami kolejowymi, których wysokość rzadko kiedy przewyższa w Polsce 6 metrów, konstruktorom zostaje niewiele miejsca, na zabudowane w podłodze wagonu wózki jezdne. To z kolei oznacza, konieczność zastosowania mniejszych kół, co przełoży się na prędkość składu. Ta ostatnia – sama w sobie – będzie też ogromnym problemem. Stan torów kolejowych w Polsce śmiało porównać można bowiem ze stanem naszych dróg. Tempo modernizacji starych szlaków kolejowych znacząco odbiega od tempa remontowania dróg, które najlepiej określa w naszym przypadku słowo „anemiczne”.

    Ciężarówka poruszająca się po drodze z prędkością 50 km/h to „zawalidroga” i „norma”. Pociąg towarowy rozwijający 50 km/h to istny „Sokół Millenium”… Liczbę kilkunastokilometrowych odcinków sieci kolejowej, po której pociągi towarowe mogą poruszać się z prędkością 120 km/h policzyć można na palcach jednej ręki.

    Mało kto pamięta też o tym, że polski transport kolejowy należy do najdroższych w Europie. Biorąc pod uwagę fakt, że niemal połowa europejskich przewoźników samochodowych stanęła w kryzysie przed widmem bankructwa, żaden rozsądny menadżer nie odważyłby się tracić czasu i pieniędzy powierzając swoje zestawy polskiej kolei.

    Pozostaje też błaha z pozoru, kwestia zakwaterowania w pociągu kierowców. Biorąc pod uwagę fakt, że skład z Gdańska do Warszawy potrafi jechać kilkanaście godzin, należałoby wyposażyć wagony w kuszetki i restauracje. Problem z tym, że znaczna część kierowców zdecydowanie więcej czasu spędzałaby w tych drugich. Zakładając nawet optymistycznie, że alkohol łagodzi obyczaje i wśród podróżujących wspólnie przez kilkanaście godzin szoferów nie dojdzie do żadnych zatargów, łatwo wyobrazić sobie jak wyglądałyby precyzyjne manewry opuszczenia platform w wykonaniu „prawietrzeźwych” kierowców.

    p.s.
    Ciąg dalszy w necie – można sobie wyszukać.

    Komentarz Zgłoś naruszenie regulaminu
  4. Ciekawe spostrzeżenia, ale właśnie dlatego wymyślili kontenery na szybkozłącza.
    Wystarczy suwnica która przerzuci kontener z TIRa na platformę pociągu i jet git.
    Jedyny problem to logistyka kolei i jej biurokracja.
    Dobry system komputerowy automatycznie rozlokowałby pociągi i rozdział kontenerów, wystarczy tylko odrobina chęci.

    Komentarz Zgłoś naruszenie regulaminu
  5. takie są realia

    Zenek –

    Mało kto pamięta też o tym, że polski transport kolejowy należy do najdroższych w Europie.

    Biorąc pod uwagę fakt, że niemal połowa europejskich przewoźników samochodowych stanęła w kryzysie przed widmem bankructwa, żaden rozsądny menadżer nie odważyłby się tracić czasu i pieniędzy powierzając swoje zestawy polskiej kolei.

    Pozostaje też błaha z pozoru, kwestia zakwaterowania w pociągu kierowców. Biorąc pod uwagę fakt, że skład z Gdańska do Warszawy potrafi jechać kilkanaście godzin, należałoby wyposażyć wagony w kuszetki i restauracje. Problem z tym, że znaczna część kierowców zdecydowanie więcej czasu spędzałaby w tych drugich. Zakładając nawet optymistycznie, że alkohol łagodzi obyczaje i wśród podróżujących wspólnie przez kilkanaście godzin szoferów nie dojdzie do żadnych zatargów, łatwo wyobrazić sobie jak wyglądałyby precyzyjne manewry opuszczenia platform w wykonaniu „prawietrzeźwych” kierowców.

    Komentarz Zgłoś naruszenie regulaminu

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.