Czy to były fałszywe zeznania?

W „sprawie miłoszyckiej” dzisiaj po raz kolejny zeznawał Krzysztof K. z Miłoszyc. Ponownie, jak wcześniej, było wiele problemów z wiarygodnością jego słów.

– Jak rozpoznał pan Tomasza Komendę jako Irka?

– Ja go wtedy nie rozpoznałem.

– Ale wskazał pan, że to Irek.

– Nie wiem. Nie potrafię powiedzieć, dlaczego tak wskazałem. Wtedy na sali sądowej widziałem Komendę pierwszy raz w życiu.

W poprzednich dniach procesu Andrzej W. i jego matka zeznali, że po tamtej sylwestrowej zbrodni ludzie wcale nie odwrócili się od Krzysztofa K., choć on sam tak twierdzi.  Pełnomocnik mamy Małgosi chciał wytłumaczyć tę rozbieżność.

– Ale tak jest – przekonywał Krzysztof. – Mam tylko żonę i dzieci, nie mam kolegów, nawet nie mam do kogo zadzwonić.

Pełnomocnik pytał też, skąd w jego zeznaniach pojawiło się wołanie Małgosi „mamo, mamo”, skoro on tego nie słyszał, a z innych zeznań wiemy, że Małgosia faktycznie tak wołała.

– Nie wiem – odpowiadał świadek.

Obrońca Norberta Basiury zwróciła uwagę także na szczekanie psa, które pojawia się w zeznaniach Krzysztofa K., tymczasem dziś świadek mówił, że nie wie, skąd to wiedział.

Przypomnijmy, że zeznaniom akurat tego świadka przysłuchuje się biegły psychiatra, który za parę tygodni ma wydać opinię co do wiarygodności tych zeznań. Nie czekając na tę opinię oskarżony Ireneusz M. złożył wniosek o podejrzenie popełnienia przestępstwa przez Krzysztofa K., mającego polegać na składaniu fałszywych zeznań. Prokurator Sobieski potwierdził, że taki wniosek przekazał do Prokuratury Wrocław Stare Miasto.

Równie ostro ocenił zeznania Krzysztofa K. ojciec Małgosi: – Jeżeli Krzysztof K. nie zgwałcił i nie zamordował mojej Małgosi, to dlaczego jej nie pomógł? Czyżby kogoś się bał? Przecież wiedział, że Małgosia nie ma brata. Kilkadziesiąt osób widziało i wiedziało, co się działo pod stodołą. Może było tak, jak mówiła świadek K., że tam było z 7 osób. Odchodzili i dochodzili. Zostali tylko najwytrwalsi bandyci. Państwo K. nam domu nie otworzyli wtedy, gdy szukaliśmy córki. Pukaliśmy do okien, a oni nic. Już zaczęła działać wioskowa solidarność. Dobrze wiedzieli, że trzeba milczeć, a parasol ochronny policyjno-prokuratorsko-biznesowy znowu zadziałał. Świadek Krzysztof K. mógł pomóc, ale nie pomógł, bo obcym się nie pomaga. Czy przyczynił się do zbrodni? Tak, przyczynił się, bo ją wyprowadził. Oskarżam go. Może nie jest bezpośrednio winny śmierci, ale pośrednio na pewno. Świadek nie jest wrakiem człowieka, jak niektórzy próbowali wmówić mojej rodzinie, tylko normalnym człowiekiem, ojcem rodziny, mam prawo go oskarżyć przed sądem. Jeśli sąd nie wyciągnie z tego, co mówię, żadnych wniosków, ja się z tym pogodzę. Może to był błąd młodego wieku, ale ja tego nie potrafię wymazać z serca, ponieważ to we mnie tkwi. Raz mówi tak, potem zmienia zdanie, ja już tego nie mam siły słuchać.

Sędzia odczytał też nowe wnioski dowodowe, w których ojciec Małgosi wnioskował o powołanie na świadka Tomasza Komendę oraz sędziego, który wydawał wyrok skazujący w jego sprawie. O co chciałby zapytać Komendę, nie ujawnił. – Nie będę ujawniał pytań, aby nie przygotowywać na nie ewentualnego świadka – mówił. Jeżeli chodzi o sędziego, ojciec Małgosi chciałby go spytać o ewentualne naciski przy wydawaniu tamtego wyroku.

Prokurator wniósł o odrzucenie obu wniosków.

Obrona poparła ten pierwszy wniosek, przy czym dodała, że chciałaby spytać Komendę o sposób pobierania od niego materiałów DNA. – Komenda mógłby opowiedzieć, jak to się odbywało, co może mieć znaczenie dla mojego klienta – mówiła obrońca Norberta Basiury.

Obrońca Ireneusza M. przychylił się do tego wniosku.

Oba wnioski sąd jednak odrzucił. W przypadku sędziego uznał, że przesłuchanie go na okoliczność tego, dlaczego wydał wyrok skazujący Komendę, jest niedopuszczalne, bo to „wkraczałoby w tajemnicę narady”, ponadto przyczyny skazania są w pisemnym uzasadnieniu wyroku. W przypadku Tomasza Komendy sąd uznał, że okoliczności, na które miałby być przesłuchany, nie mają dla sprawy znaczenia, a wniosek „w sposób oczywisty zmierza do przedłużenia postępowania”.

 

Kategoria artykułu: Na sygnale

Tagi: , , , , , , , ,

reklama

Komentarzy (4)

  1. bo Pani która słyszała wołanie ,,Mamo” nie mieszka w Miloszycach. To z tym pukaniem to co niektórzy sobie po czole niech popukają… A jak sąsiedzi zeznawali co kto słyszał to policja mówiła ,,nie pasuje do reszty zeznań” i nawet tego co mówili nie zapisywala… Tragedii wspolczuje ale to że ktoś po imprezie z rana nie wpuszcza kogoś do drzwi to chyba nic dziwnego. Jak ktoś mi 1 stycznia nad ranem do drzwi będzie walił to też zapewne nie otworze bo najzwyczajniej nie będę miała ochoty na czyjeś odwiedziny o takiej porze. I jeszcze raz tragedii wspolczuje ale zamiast jakieś aluzje, że ktoś celowo drzwi nie otworzył… może czyjeś dzieci, które były pilnowane w nocy przez Rodziców odsypiały, a ktoś sobie nad ranem przypomina o dziecku i nagle urabia kogoś, że z kimś coś nie tak.

    Komentarz Zgłoś naruszenie regulaminu

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.