Trzy dni leżał w domu martwy

.

– Znałam bardzo dobrze pana Tadzia – on mimo ciężkiej choroby nowotworowej i samotności, niemal codziennie wychodził na krótkie spacery, najczęściej na zakupy do „Tesco” lub „Biedronki”, gdzie lubił też zostawać na dłużej i czytać wyłożone tam na półkach różne kolorowe i codzienne gazety, bo na ich zakup nie było go stać – opowiada sąsiadka. – Już we wtorek trochę się zaniepokoiłam, bo go nie widziałam ze dwa lub nawet trzy dni, ale tak naprawdę przestraszyłam się, gdy jedna z koleżanek w bloku powiedziała mi, że u pana Tadzia ciągle pali się światło….

Cały tekst Krzysztofa Trybulskiego przeczytasz w najnowszym wydaniu Gazety Powiatowej. Wydanie elektroniczne dostępne TUTAJ

Kategoria artykułu: Na sygnale

Tagi: , , , , , ,

reklama

Komentarzy (3)

  1. Nawet dzień to za długo. A wystarczy mieć prawdziwych przyjaciół i na wszelki wypadek dać im klucz. Na wszelki wypadek, czyli właśnie na taką okazję, jak ta opisana, bo to akurat jest pewne, taki koniec prędzej czy później. Może starszym osobom trzeba podpowiadać takie rozwiązania, skoro sami już nie dają rady się zabezpieczyć?

    Komentarz Zgłoś naruszenie regulaminu

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.