Orbitowski: – Nic nie zachowałem na potem

Z Łukaszem Orbitowskim, autorem książki „Kult”, której premiera odbędzie się w Oławie 16 maja, rozmawia Jerzy Kamiński

– Chciałeś opisać prowincjonalną Polskę lat 80. i trafił ci się Domański, czy odwrotnie – trafił ci się Domański, więc niejako przy okazji powstał świetny i sugestywny opis polskiej prowincji lat 80?

– Zdecydowanie bramka numer dwa. Chciałem po prostu napisać o polskich pątnikach, o pragnieniu cudu, o współczesnym Jezusie, o dobrym Judaszu. Odbiłem się od postaci Kazimierza Domańskiego. Aby te wątki, moi bohaterowie wypadli dobrze, musiałem zakorzenić ich w określonym miejscu, wrzucić w czas. Padło na schyłek komuny i pierwszą połowę lat dziewięćdziesiątych. Jedno i drugie jeszcze pamiętam. Ale obawiam się trochę odbioru mojej książki w Oławie. Pierwszy raz przyjechałem tutaj w 1996 roku. Zresztą wtedy piłem wódkę na działkach. Opisałem czasy wcześniejsze, kilkanaście lat z życia miasta, w którym wtedy nie żyłem. Przecież ty znasz jego historię i specyfikę dużo lepiej niż ja.

– Dlaczego akurat fryzjer? Dlaczego on jest narratorem, dzięki któremu poznajemy książkowy świat i jego bohaterów?

– Trochę z wygody. Potrzebowałem kogoś, kto jest uchem miasta, zna jego sekrety i różne wersje tych samych wydarzeń. Mój Zbychu jest nie tylko bratem wizjonera Heńka. To facet, do którego przychodzą strzyc się wszyscy, tak księża jak i esbecy, gadają, a on sobie słucha. Potem zassało mnie samo rzemiosło fryzjerskie. Zwróć uwagę, że Zbychu uwielbia swoją robotę i traktuje ją w kategoriach misji: chce, aby mężczyźni w Oławie dobrze wyglądali. W ten sposób mamy dwóch zaangażowanych społecznie braci. Jeden strzyże, drugi naucza o Bogu.

– Co cię najbardziej zaskoczyło przy poznawaniu realiów Oławy lat 80. i osoby naszego wizjonera?

– Chyba kluczowa była pierwsza wizyta w Nowym Otoku. Wtedy jeszcze nie miałem zdania o panu Domańskim. Zaskoczył mnie ogrom miłości włożonej w to miejsce: ten park ze strumieniem, Ogrojcem i drogą krzyżową, ci wszyscy gipsowi święci poupychani wszędzie gdzie tylko się da. Jakiś anioł w zbroi, Maksymilian Kolbe. Niby tanie, okropne figury, ale jeśli zbierzesz to wszystko razem, odsłoni się ogrom serca, jaki wszedł w Nowy Otok. Przecież to miejsce nie powstało w kwadrans i jest dziełem bardzo wielu ludzi, którym się chciało, którzy zostawili tam kawałek siebie. Strasznie się tym przejąłem i to przejmowanie się wpłynęło na książkę. Zresztą za każdym razem, kiedy jestem w Oławie, odwiedzam Nowy Otok. Jestem niewierzący. Ale lubię tam być, przez tę miłość, po prostu.

– Czego na przykładzie oławskich objawień dowiedziałeś się o Polakach i naszej religijności?

– Uderzyła mnie paląca potrzeba bliskości cudu. Przecież na tym właśnie polegała popularność Domańskiego i innych mirakulistów. Czasem mistyka mszy, eucharystia nie wystarcza. Chodzi o to, aby Bóg przemówił bezpośrednio do pielgrzymów, ustami wizjonera, żeby mógł tego wizjonera chwycić. Podczas pracy nad „Kultem” znalazłem świadectwo jakiegoś faceta, który znalazł się dosłownie w środku Jezusa. Jezus był w tłumie i facet w niego wniknął, jak w ducha. Przecież to coś niesamowitego – człowiek gnieżdżący się w Bogu. Scena oczywiście trafiła do książki. Dotąd myślałem, że ludzie potrzebują wiary. Teraz wiem, że są i tacy, którzy nie potrafią żyć bez cudów. Pragną zaczarowanego świata i idą w tę czarowność, porzucając rozsądek. Niekiedy godząc się na śmieszność.

– Napisałeś na swoim blogu, że być może po „Kulcie” bardzo długo nie będziesz potrafił napisać żadnej książki. Dlaczego?

– Po prostu w tę powieść włożyłem wszystko, co miałem jako pisarz. Nic nie zachowałem na potem.

Fot. Zuza Krajewska

Mistrzowska opowieść o nas samych.

1983, okres największej beznadziei Polski Ludowej. Po prowincjonalnych parafiach rozchodzi się wieść o Maryi ukazującej się na działkach w podwrocławskiej Oławie. Kościół odcina się od objawień, a generał Jaruzelski grzmi o religijnej ciemnocie. Mimo milicyjnych szykan dziesiątki tysięcy pątników nadciągają do małego miasteczka.
Prostoduszny rencista Heniek z nadludzką konsekwencją dąży do wybudowania wielkiego sanktuarium, które ma konsekrować papież Polak. Jego brat Zbyszek uporczywie lawiruje między poczuciem rodzinnej lojalności a oczekiwaniami przyjaciół, tworzących lokalną partyjno-kościelną elitę. Jego słabość do kobiet, równie silna jak miłość do żony i dzieci, to wymarzony materiał na esbecki szantaż.
Kult to najdojrzalsza powieść Łukasza Orbitowskiego, snuta z humorem i czułością. Zbeletryzowana, ale doskonale udokumentowana historia oławskich objawień jest tylko pretekstem do fascynującej opowieści o miłości i stracie, lojalności i próbie zrozumienia najbliższych. O potrzebie odkupienia win. O cudach i ich tajemnicy.

źródło opisu: Świat Książki

Kategoria artykułu: Aktualności

Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,

reklama

Komentarzy (6)

  1. Ten jakiś anioł w zbroi to nie jakiś anioł, tylko archanioł Michał. Oj dużo Pan się jeszcze musi nauczyć:-). A książkę zakupię, dla siebie i dla przyjaciół z drugiego końca Polski.Mam nadzieję, że warto. Swoją drogą ta premiera powinna się odbyć w oławskim Empiku w galerii tuż obok kościoła Domańskiego. Byłby większy zasięg.

    Komentarz Zgłoś naruszenie regulaminu
  2. Mól książkowy

    Kupiłam dzisiaj książkę i po przeczytaniu 10 kartek z przykrością stwierdzam, że tego się nie da czytać. Nie znam wcześniejszej twórczości tego pana, ale jeśli Kult to najlepsza jego książka, to strach pomyśleć jakiej jakości są te wcześniejsze. Jest napisana takim prostackim językiem, że nie ma się ochoty na więcej. Niestety, ani mnie nie wciągnęła, ani mnie nie porwała. To nie jest książka, od której człowiek nie potrafi się oderwać. No, chyba, że zdarzy się cud i po przeczytaniu kolejnych kartek pomyślę sobie – a jednak dobra. A póki co to tyle na tą chwilę.

    Komentarz Zgłoś naruszenie regulaminu
  3. Lukaszku, pisalem Ci juz o tym kilka razy: Kazia Domanskiego stworzyli SB-ecy. Kazio Domanski byl tylko figurantem. Komunistyczne wladze nie byly przeciwko Kaziowi, poniewaz one go stworzyly, robily reklame, organizowaly zbiorke pieniedzy nawet w Kanadzie, Angli, NRF…. . Kosciol wiedzial od poczatku tworzenia tak zwanych „cudow olawskich” po co SB-ecy to robia? ,dlaczego wybrali do tego Kazia itd. O tym co Ci znowu przypomninam nie jest zadna tajemnica, wie o tym bardzo, bardzo duzo ludzi. Ciekawe, czy Ciebie do tej sprawy nie wciagnely te same osoby?.

    Komentarz Zgłoś naruszenie regulaminu

Odpowiedz na: jesteś

Anuluj odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.