Mały wielki mistrz

Jelcz-Laskowice. 18-letni Tomasz Zając jest niepełnosprawny, cierpi na niedobór wzrostu. Nie przeszkadza mu to w osiąganiu sportowych sukcesów. Od roku podnosi ciężary i jest wicemistrzem Polski

Wszystko zaczęło się na gminnych dożynkach w Piekarach.

– Trenujesz coś? – zapytał Tomka nieznajomy chłopiec na wózku.

– Nie, nigdy nie trenowałem – odpowiedział Tomek. I w taki sposób dowiedział się, że we Wrocławiu funkcjonuje klub sportowy „Start”, zrzeszający osoby niepełnosprawne.
Dyscyplin do wyboru jest sporo, ale młody mieszkaniec Jelcza-Laskowic uznał, że spróbuje sił w ciężarach. Początki były trudne.

– Pamiętam pierwszy trening – opowiada. – Gryf w dłoniach latał jak wiosło. Nie potrafiłem w ogóle utrzymać równowagi. Gdy w końcu to opanowałem, zacząłem od 60 kilogramów. Na pierwszych zawodach udało mi się wycisnąć 70. Spodobało mi się, więc zostałem.
Leszek Zając jest dumny z syna i podkreśla, że to jedyna niepełnosprawna osoba w gminie Jelcz-Laskowice, która podnosi ciężary i odnosi sukcesy. Jest się czym chwalić! Tomek ma już na koncie wicemistrzostwo Polski juniorów, puchar Polski w swojej kategorii oraz złoty medal na międzynarodowych zawodach na Słowacji: – To się bardzo rzadko zdarza, żeby ktoś po 9 miesiącach treningów podnosił 95 kilogramów. A mój syn to robi! Niektórzy ćwiczą w klubie wiele lat i nie mogą przekroczyć bariery 70 kilogramów. Nie bez znaczenia z pewnością jest fakt, że trenujemy codziennie w Bystrzycy pod okiem byłego strongmana Stanisława Szymańskiego. Trener powiedział nam, że jeśli dobrze pójdzie, to Tomek do końca roku podniesie 100 kg.
Dla Tomka to pierwsza aktywność sportowa w życiu. Ludzie z niedoborem wzrostu najczęściej nie trenują nic. Sportowiec przyznaje, że wcześnie nie wiedział o istnieniu takich klubów jak wrocławski „Start”. Dziś ma pasję, jeździ na zawody, poznaje nowych ludzi i w końcu odnalazł życiową drogę. Marzy o występie na paraolimpiadzie i założeniu własnego klubu, w którym mogliby trenować zarówno ludzie zdrowi, jak i niepełnosprawni: – Łatwo nie będzie, ale wierzę, że uda mi się zrealizować moje cele. Żeby zacząć myśleć o igrzyskach paraolimpijskich, musiałbym wyciskać 120-130 kilogramów. Krok po kroku chcę się rozwijać i wierzę, że jeszcze wszystko przede mną. Chciałbym też kiedyś wystąpić na zawodach z pełnosprawnymi. Żeby pokazać im, że tacy jak ja też mogą.

Tata Tomka nie ukrywa, że problemem są pieniądze. Z jego skromnej pensji i emerytury małżonki niełatwo jest zapewnić treningi czy wozić syna na zawody w całym kraju. A jest to niezbędne, by zapewnić mu stabilny rozwój. – Marzy nam się sponsor – mówi Leszek Zając. – Robimy co możemy, ale brakuje nam środków. Każda pomoc się przyda. Tomek jest świetnym przykładem, że w żadnej sytuacji nie można się załamywać. Takie osoby jak on też mogą mieć pasję i osiągać sukcesy. Zanim zaczął trenować, często czuł się odepchnięty i niepotrzebny. Dziś wszystko się zmieniło.

Kamil Tysa [email protected]

Kategoria artykułu: Sport

Tagi: , , , , , , , , ,

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.