Dajmy im kawałek Polski!

Akcja gazety i firmy „Wena” na 100-lecie odzyskania niepodległości przez Polskę
***
Po siedemdziesięciu latach w Prnjavorze dzieci potomków Polaków znów mogą uczyć się języka polskiego. Chcemy im w tym pomóc w setną rocznicę odzyskania niepodległości przez Polskę. To, co zbierzemy, planujemy zawieźć im tuż przed 11 listopada. Niech to będzie także ich święto
*
Był najmłodszy w rodzinie. Jego dwaj starsi bracia poszli na wojnę. Gdy ta się skończyła, choć bardzo chciał, nie odważył się opuścić domu w Bośni i wrócić do Polski. Czekał na braci. Postanowił odłożyć wyjazd do ich powrotu. Ale oni nigdy nie wrócili, więc nigdy razem nie pojechali do Polski. I tak dziadek Igora został w Bośni. Takich historii i powodów, dla których część Polaków nie decydowała się wrócić do kraju, było wiele. Dla jednych to oczekiwanie na braci, dla innych miłość, dzieci, przywiązanie do ziemi.
*
Kolejny pomnik, tablica, msza, akademia? Tak też można, tak też trzeba. A może setną rocznicę odzyskania niepodległości świętować pomagając tym Polakom, o których istnieniu do tej pory nie wiedziałeś? Bo że są na Wschodzie, to wiedzą wszyscy, a wielu pomaga. Ale Polacy szukający polskości są też na południu Europy, m.in. w Bośni i Hercegowinie
*
Najnowsze dzieje Polaków na terenie dzisiejszej Bośni i Hercegowiny sięgają co najmniej końca XIX wieku, kiedy Austro-Węgry zaczęły okupować te ziemie. W poszukiwaniu lepszych warunków do życia Polacy z Galicji przyjechali w te okolice, m.in. obecnej Banja Luki i Sarajewa. Początkowo miejscowym nie bardzo się to podobało, ale z czasem nastawienie do polskiej mniejszości bardzo się zmieniło, a Polacy zaczęli stanowić ważny element w życiu lokalnej społeczności. Rozwijali swoją kulturę, zwyczaje i religię. Wszystko skończyło się w trakcie i tuż po II wojnie światowej. Ze względu na prześladowania w 1946 bardzo duża część Polaków wróciła do kraju. Ale nie wszyscy – jak dziadek Igora. Przez długie lata wielu z nich musiało nawet zapomnieć o swoim pochodzeniu albo mocno je ukrywać. Odwilż przyszła po zakończeniu wojny na Bałkanach w 1995. A Polacy w Bośni i Hercegowinie znów mogli być Polakami. Teraz chcą tego także ich dzieci i wnukowie.
*
Kilkanaście lat temu Igor i kilka innych osób założyli stowarzyszenie, które ratuje bośniacką polskość od zapomnienia. Wykarczowali, odnowili i posprzątali m.in. polski cmentarz w Devetinie. – Bardzo zależy nam, aby jak najbardziej zbliżyć się do Polski – mówi Igor Kanjski, prezes stowarzyszenia bośniackich Polaków. – Kultywujemy polskie święta, uczymy dzieci języka, mamy szkołę, do której uczęszcza ok. 30 uczniów. Wielu z nas bardzo chciałoby uzyskać polskie obywatelstwo.
Stowarzyszenie działa non-profit, co oznacza, że funkcjonuje dzięki wsparciu, które otrzymuje m.in. z Urzędu Gminy Prnjavor czy Ambasady Republiki Polskiej w Sarajewie.
*
Dokładnie w ubiegłoroczne święto niepodległości Polski, czyli 11 listopada 2017 roku, w siedzibie stowarzyszenia Polaków z Prnjavoru ponownie otwarto szkołę języka polskiego
– Pomoc jest nam potrzebna, aby jeszcze lepiej funkcjonować, a wiemy, że o to zawsze jest najtrudniej prosić, tym bardziej otrzymać – mówi Igor. – Dwa lata temu dostaliśmy pomieszczenia na siedzibę stowarzyszenia, ale z powodu braku finansów nie mogliśmy tego miejsca wyposażyć. Brak przyborów szkolnych, podręczników oraz programów do nauczania języka utrudnia organizowanie kursów językowych. Bardzo pomocny byłby też rzutnik z ekranem, sprzęt informatyczny, przede wszystkim tablety. Dzieci mogłyby łatwiej i lepiej nauczyć się języka, także dzięki dostępowi do internetu.
Co jest potrzebne?
Tablety, meble biurowe, laptopy, podręczniki do nauki języka polskiego dla dzieci i młodzieży, ale też po prostu nowe książki w języku polskim (ale współczesnym, nic chodzi o klasykę), które mogę się przydać w nauczaniu, przybory szkolne. Książki można przynosić do redakcji w godzinach pracy. Na resztę potrzebne są pieniądze.
Do włączenia się w naszą akcję zachęcamy firmy, samorządy, ale także szkoły i stowarzyszenia. O wszystkich napiszemy.
Jeśli chcesz i możesz pomóc, prosimy o kontakt z Jerzym Kamińskim: [email protected], tel.605 996 556.

Dzieci czasem uczą się w kurtkach, bo jako ogrzewanie służy im wewnętrzny piecyk, tzw. koza

(ck)

Kategoria artykułu: Aktualności

Tagi: , , , , , , , , ,

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.