Znowu jest WIOSKA CUDÓW!

GMINA OŁAWA. Ten napis na jakiś czas zniknął. Kilka dni temu ktoś znowu nakleił „WIOSKA CUDÓW” na znaku Bystrzyca. Kiedyś próbowaliśmy rozwiązać tę zagadkę. Przeprowadziliśmy „metafizyczne śledztwo”. Napisaliśmy ciekawy artykuł na ten temat (publikujemy go poniżej). A może ktoś zna tajemnice tego miejsca? Dlaczego Bystrzyca to „WIOSKA CUDÓW”? Komu tak zależy, aby każdy o tym wiedział?

Dla jednych to wioska cudów, dla innych – wioska smutku. Wszystko jest kwestią wiary

Śledztwo metafizyczne

Ktoś, kto dwa tygodnie temu dokleił na tablicy przy wjeździe do miejscowości napis „wioska cudów”, musiał znać jakąś tajemnicę. Spędziliśmy w Bystrzycy piątkowe popołudnie 6 maja i niczego niezwykłego nie znaleźliśmy. Dzieciaki korzystały z majowego słońca, jeździły na rolkach i bawiły się nad rzeką. Młode mamy pchały przed sobą dziecięce wózki. Ludzie pracowali w ogródkach i na polach. Za sklepem, jak co dzień, huczało od męskich głosów. Ot, zwyczajny cud życia, który rozgrywa się tutaj od lat.

Nie żadne cuda, tylko mordobicie

Młodzi uśmiechają się znacząco na hasło „wioska cudów”. – Czego tu nie było! Melanże, imprezy, bijatyki… – wzdycha 17-letnia Paula Pawlaczek, która wybrała się z koleżanką na rolki. – Po prostu, wioska cudów.

– Dokładnie tak – wtóruje jej Gosia Mielnik. – Przyjeżdżają tu ludzie w dredach z Oławy, mają czapki w stylu „rasta”, robią ogniska i grają na gitarach.

– Nie wiem, kto wymyślił ten napis, ale w sumie miał rację – 19-letni Patryk Wójcik wybrał się na rower. – Różne cuda tu się dzieją, zabawy, rozróby… Patryk puka ręką po tablicy i komentuje: – Ale napis jest zrobiony fajnie, nie można powiedzieć.

25-letni Dawid tłumaczy, że powiedzenie „wioska cudów” jest o wiele starsze niż sam napis: – Śmialiśmy się z kolegami, że tak tu jest. Policja nie wie, czego się po Bystrzycy spodziewać, tu się dziwne interwencje zdarzały… W komisariacie chyba losy ciągną, który ma tu przyjechać.

– Już za moich lat tak się mówiło – potwierdza 30-letni Piotrek. – To taka tradycja. Duża wioska, młodzi nie mają co robić, to wymyślają różne wejścia. Kiedyś śpiącym pijaczkom robiło się odlotowe fryzury, a teraz to nie wiem, bo rzadko tu jestem.

Sława wioski cudów rozchodzi się po okolicy. 17-letni Jacek Babisz widział, jak kierowcy przejeżdżający przez Bystrzycę, zatrzymywali się i robili sobie zdjęcie przy tablicy. On też ma taką fotkę i zamierza wrzucić ją do netu.

Mąż będzie robił NATO

Starsi to materialiści. O cudach się nie wypowiadają, bo denerwują ich dziury w drodze i tłukące się bez przerwy ciężarówki.

– Jak w końcu zrobią chodniki na Słowackiego, to wtedy będzie cud – ucina Henryk Sienkiewicz. Podobnie myśli Wojtek Mączka: – Napisz, że tu są cudowne dziury i cudowny ruch ciężarówek, ale ludzie mają tych cudów po dziurki w nosie!

Na próżno spodziewałem się opowieści o cudzie od księdza Tadeusza Rogackiego. – Cuda? To nie do mnie – próbował się pozbyć kłopotliwego gościa.

– Jak to nie do księdza? A obrazu żadnego cudownego tu nie ma? Może chociaż jakiś grzesznik się nawrócił na rekolekcjach przed świętami? – nie traciłem nadziei. Ksiądz się zniecierpliwił: – Ktoś tak dla wygłupu napisał, a wy we wszystko wierzycie… Jeśli chodzi o aspekt religijny, niczego tu nie ma – oświadczył oficjalnie. – Myślę, że to ktoś na złość chciał zrobić, może nie tyle wiosce, co gminie, że tylko się dużo mówi, a mało robi. Ciężarówki nie dają spokojnie żyć, miał być objazd, ale jakoś ciągle nie możemy się tego doczekać.

Równie zaskoczony był naczelnik Ochotniczej Straży Pożarnej Piotr Boruń, kiedy wszedłem do jego mieszkania i zaproponowałem temat rozmowy. – W straży cudów nie ma. Ma być rygor, i to wszystko na ten temat – zamknął sprawę. Za to pokój ozdobiony był cudowną kolekcją modeli wozów strażackich, sztuk 44, od najstarszych, konnych, przez te z początku wieku, aż do lat powojennych. Syn pana Piotra, Damian, z dumą prezentował swoje zbiory.

Drobnych cudów jest tu więcej. Choćby przed domem Anny Szarlej, ozdobionym gipsowymi krasnalami, pieskami i ptaszkami. Natomiast u krótkofalowca Krzysztofa Adamczyka wypatrzyłem dwa wozy wojskowe. – Mąż będzie NATO robił, tarcze obronne – mówi bez zmrużenia oka Krystyna Adamczyk. Nie słyszała o wiosce cudów, ale o Chinach. Kiedyś tak się mówiło na Bystrzycę, ze względu na jej liczebność. – I jak się bilety w autobusie kupowało, wystarczyło powiedzieć „do Chin”, a kierowcy już wiedzieli, o jaką wioskę chodzi – wspomina.

Życie w Bagdadzie

– Chcesz cudów – idź za sklep. Napijesz się wina z chłopakami, to wszystko ci opowiedzą – podsuwa sposób Wojtek Mączka. Przez chwilę waham się, czy warto tak się poświęcać, ale w końcu pragnienie cudu zwycięża. Na koślawej ławce pod ogrodzeniem z siatki i przy dwóch stołach siedzą mężczyźni. Pan Sławek postanawia dać mi lekcję dobrego wychowania: – Dzień dobry! Co to, kolega języka nie ma? Po chwili przychodzi wysoki wąsacz w roboczych spodniach i kwiecistej koszuli. Zachowuje się przepisowo – robi kółeczko, podając wszystkim rękę. Młody brunet w czerwonej koszulce polo ma inny sposób powitania – na dzień dobry wymienia z towarzystwem złośliwe żarciki.

Dołączam do trzech kompanów. Szał, Wiśnia i Długopis mają około 25 lat, nie pracują, są kawalerami. Nie mogą się zdecydować, czy przyjąć reguły dorosłego życia, czy ciągle korzystać z beztroskiej młodości. – Mam iść do pracy na 12 godzin za 1.200 zł? – Wiśnia mruży oczy. Lepiej przeczekać to w Bagdadzie, jak nazywają ławeczki za sklepem. Wspominają wybryki sprzed kilku lat, niemiłosiernie koloryzując: – Szukasz cudu? Trzeba było przyjechać tu pięć lat temu. Co tutaj się działo, jak ludzie się napili. Jakby tornado przez wioskę przeszło, nieraz 14 radiowozów przyjeżdżało.

– Taa… – zamyśla się Długopis. – A teraz to już tylko wioska smutku. Dzieciaki siedzą w domach i grają przed komputerami.

– Tędy kostucha przechodzi! – mówi Wiśnia. – Nasz kolega niedawno się powiesił przez nieszczęśliwą miłość.

– Inny był u mnie pożyczyć 20 zł, a następnego dnia już nie żył – dodaje Długopis.

Wiśnia służył w marynarce. Po odbyciu służby chciał wrócić na zawodowego. Wylądował na rencie inwalidzkiej. Rok temu, żeby nie wpaść pod ciągnik z bronami, uderzył w płot. Noga trafiła na betonowy słupek. Trzymała się na ścięgnie Achillesa. – Ile się jedzie z Oławy do Bystrzycy? Parę minut? A karetka przyjechała po godzinie – mówi gorzko. Uratował nogę przed amputacją, ale rana do dzisiaj się nie wygoiła. Może dlatego częściej zachodzi do Bagdadu. Bo niby to obciach, ale można się pośmiać z kolegami i wyleczyć smutki.

– Tu jest wioska cudów i nigdy się nie dowiesz, co to znaczy, bo każdy ma je w swojej głowie – żegnają się w filozoficznym tonie ludzie z Bagdadu. A ja im nie wierzę. Na moment otworzyli przede mną swój świat.

Xawery Piśniak (Tekst był publikowany w 2011 roku)

Kategoria artykułu: Aktualności

Tagi: , , , , , , , , ,

reklama

Komentarzy (6)

  1. A ja znam jeden wielki cud mieszkający w Bystrzyca. Ma na imię Agnieszka i jest człowiekiem o wielkim sercu. Miało jej tu z nami dawni nie być ale jest, żyje, przeżyła piękne chwile będąc w śpiączce. Lekarzy nie dawali rodzinie nadziei na jej powrót, a ona zrobiła wszytkim psikusa, na szczęście bo gdyby na świecie było więcej takich ludzi jak Aga, świat byłby piękny. Pozdrawiam serdecznie

    Komentarz Zgłoś naruszenie regulaminu

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.