LESŁAW MAZUR: – Moje wspomnienia o pierwszym turnusie na obozie harcerskim w Lubiatowie w lipcu w 1968

Przyjechałem razem z grupą kwatermistrzowską samochodem ciężarowym na sprzęcie obozowym pod plandeką. Jechaliśmy całą noc. Pierwsza grupa kwatermistrzowska rozbiła już część namiotów tuż za Ośrodkiem Badawczym Polskiej Akademii Nauk z Warszawy, w którym pracowało kilka osób. Na prawo od PAN-u, bo tak nazywaliśmy ośrodek, na wydmach stała wojskowa wieża radarowa z pracującym na okrągło radarem. Miało tam zawsze służbę 4 żołnierzy, z którymi się zaprzyjaźniłem – wpuścili mnie na górę wieży. Co za widoki! Niestety, nie pozwolili mi zrobić zdjęć, czego bardzo żałowałem. Zaczęli przychodzić do nas na obiady, a potem na pozostałe posiłki i wcale nie chcieli wracać do jednostki. Aż pewnego razu dowódca przyjechał do nas na obóz sprawdzić, co się dzieje.

Był też obóz z Łodzi, ale on był dalej za wieżą radarową i do morza chodził zejściem obok PAN-u. W lesie było pusto, czasami jakiś miejscowy przyszedł popatrzeć, jak się urządzamy. Na pierwszym turnusie nie mieliśmy prądu, energetyka postawiła linię, ale mieli problemy z uruchomieniem linii. U gospodarza w Kopalinie (wioska za Lubiatowem) postawiliśmy dwie małe lodówki i tam trzymaliśmy artykuły, które wymagały chłodzenia. Woziliśmy je obozowym samochodem, który na czas obozu użyczył nam Powiatowy Inspektorat PGR z Oławy. Pierwsze moje spotkanie w tym miejscu z morzem było miłym zaskoczeniem, plaża była olbrzymia, miała z 150 metrów szerokości o była idealnie czysta, prawie nie było śladów obecności człowieka. Do dziś uważam, że nad Bałtykiem mamy najpiękniejsze plaże. PAN miał wbite wówczas 3 pale, wysokie na kilka metrów, w głąb morza mniej więcej co 100 m. Na nich wisiały kable i robili badania ruchów dna Bałtyku.

Cały tekst przeczytasz TUTAJ

 

 

Kategoria artykułu: Historia

Tagi: , ,

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.