Oławskie ślady księdza Jerzego

W niedzielę 6 czerwca w centralnym miejscu Warszawy, na placu Marszałka Piłsudskiego, odbędą się uroczystości beatyfikacyjne księdza Jerzego Popiełuszki. W Oławie, na placu św. Maksymiliana Marii Kolbego, prawie od sześciu lat stoi pomnik, poświęcony trzem Męczennikom, w tym tragicznie zmarłemu kapelanowi „Solidarności”, który ma być wkrótce wyniesiony na ołtarze

Oława  
Wspomnienia Andrzeja Mikosiaka  

Z inicjatywą budowy pomnika obok sanktuarium Matki Boskiej Pocieszenia wystąpili latem 2004 roku byli działacze oławskich struktur związku “Solidarność” – Bogusław Kiczaty i Andrzej Mikosiak, znani wcześniej z niekonwencjonalnych działań. Np. co roku w grudniu, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, wystawiali na oławskim Rynku tablicę-plakat z malowidłem i napisami, przedstawiającymi tragiczne momenty ze współczesnej historii naszego kraju. – Ten nasz coroczny happening miał w założeniu poruszać sumienie oławian oraz lokalnych władz, zmusić je do prospołecznych i uczciwych działań – mówi Andrzej Mikosiak. – Z podobną myślą zainicjowaliśmy budowę Pomnika Męczenników, z okazji dwudziestej rocznicy śmierci księdza Jerzego Popiełuszki, bestialsko zamordowanego przez funkcjonariuszy komunistycznej Służby Bezpieczeństwa.

Dwie wizje, jedna realizacja 

Mikosiak wspomina, że zgodnie z jego pomysłem początkowo pomnik miał być poświęcony tylko księdzu Jerzemu. Jednak Kiczaty, który jako były związkowiec, a teraz prywatny przedsiębiorca, prowadzący firmę budowlaną, wziął się za zmaterializowanie idei kolegi, zaproponował nieco szerszą formułę obelisku: – Ksiądz Jerzy Popiełuszko był kapelanem związku “Solidarność”, a teraz jest jego patronem – mówił na naszych łamach w 2004 roku. – Postać tego kapłana umieściliśmy na sztandarze oławskiej “Solidarności”, wykonany i poświęcony kilka lat temu. 
Kiczaty wyjaśnia, dlaczego zmodyfikował pomysł Mikosiaka: – Postać księdza Jerzego, przypominająca trochę wyniesione z grobu ciało Jezusa Chrystusa, dominuje na pomniku. Chciałem jednak, aby znalazły się tam także oławskie akcenty, dlatego postanowiłem „przyłączyć” do głównego bohatera dwóch innych męczenników, z okresu II wojny światowej. Ona wciąż jest obecna w świadomości milionów Polaków, także oławian. Jednym z nich jest błogosławiony Bernard Lichtenberg, zamordowany przez hitlerowców za umiłowanie wiary i wolności, bardzo mocno związany z Oławą, bo się w niej urodził i mieszkał. Druga osoba to święty Maksymilian Maria Kolbe, który zginął męczeńską śmiercią w oświęcimskim obozie koncentracyjnym, a od lat patronuje placowi obok oławskiego sanktuarium MBP. Na tym placu stoi drewniany krzyż, wokół którego przez wiele ciemnych lat stanu wojennego zbieraliśmy się na różne, zakazane wtedy uroczystości patriotyczne. Ten krzyż uwzględniłem jako istotną część pomnika.
Realizacja pomysłu budowy pomnika nie była jednak taka prosta. Andrzej Mikosiak zasugerował wykorzystanie dużego głazu, który od pewnego czasu leżał przed oławskim starostwem. Postawił go tam kilka lat wcześniej ówczesny wicestarosta Przemysław Pawłowicz. Okazało się jednak, że mimo zgody kierującej wtedy starostwem Marii Bożeny Polakowskiej, głazu nie można było zabrać, bo potrzebny był do tego potężny dźwig, który nie mógł wjechać na plac, gdzie niedawno położono nawierzchnię z kostki. Według ekspertów z Powiatowego Zarządu Drogowego, nie wytrzymałaby ona nacisku dźwigu,  ważącego kilkanaście ton.            

Finansowe schody

Mikosiak i Kiczaty jednak nie odpuszczali. Udało się załatwić inny głaz w strzelińskich kamieniołomach, za który musieli dość słono zapłacić. Cały koszt budowy pomnika, wraz z towarzysząca mu infrastrukturą (wybrukowany chodnik, nowe oświetlenie fragmentu placu Kolbego) wyniósł około 10 tysięcy złotych. Kiczaty uważał, że wystarczy pieniędzy bez problemu, jeśli tylko każdy z członków „Solidarności”, których w naszym powiecie było wtedy około tysiąca, da po 10 zł. – Rzeczywistość była jednak smutna – wspomina Andrzej Mikosiak. – Ksiądz proboszcz Andrzej Szafulski pożyczył nam na długi termin 3 tysiące złotych, trochę grosza dorzucił potem poseł Waldemar Wiązowski, ale najwięcej pieniędzy wyłożył Boguś Kiczaty.

Biurokracja i uroczysta odsłona

Wykonania płaskorzeźby na pomniku, według artystycznej wizji Kiczatego, podjął się Leszek Pliniewicz, artysta-rzeźbiarz, który przez pewien czas mieszkał w Oławie i wspólnie z żoną Gabą Prucnal prowadził galerię „Pod Kokotem”. Przy okazji dodajmy, że to właśnie Pliniewiczowie wymyślili trwającą do dziś w naszym mieście coroczną imprezę pod hasłem „Oławski plener malarski”.
Pomnik Męczenników uroczyście odsłonięto w niedzielę 24 października 2004, po zakończeniu mszy świętej w sanktuarium Matki Boskiej Pocieszenia. Nie obyło się przy tym bez pewnych emocji. Mimo usilnych starań i administracyjnych zabiegów, Społecznemu Komitetowi Budowy Pomnika Męczenników, utworzonemu dużo wcześniej przez Mikosiaka i Kiczatego, nie udało się na czas załatwić wszystkich formalnych pozwoleń. Główną przeszkodą był wojewódzki konserwator zabytków, który nie zaopiniował projektu w wyznaczonym terminie. Lokalizację pomnika powinna była także zaakceptować stosowną uchwałą Rada Miejska. Na to też zabrakło czasu. Zrobiono to dopiero późną jesienią 2006, gdy dokonywano zmian w szczegółowym planie zagospodarowania centrum Oławy. Wtedy także zalegalizowano stojący od lat na placu Zamkowym pomnik papieża Jana Pawła II.               
Mimo tych formalno-prawnych problemów, w uroczystym odsłonięciu Pomnika Męczenników tłumnie uczestniczyli przedstawiciele władz miejskich i powiatowych, a także związków zawodowych, organizacji politycznych i pozarządowych. Poprzedzającą to wydarzenie mszę świętą celebrował ks. dziekan Stanisław Bijak, a okolicznościowe kazanie wygłosił proboszcz Andrzej Szafulski. – Na krzyżu widnieją trzy daty, to dni śmierci męczenników: Maksymiliana Marii Kolbego, który oddał życie za współwięźnia, Bernarda Lichtenberga, który zmarł w drodze do obozu koncentracyjnego i Jerzego Popiełuszki – wyjaśnił podczas kazania kustosz sanktuarium MBP. – Dwie stojące na pomniku postacie to św. Maksymilian i błogosławiony Bernard. Postać leżąca, w sutannie, ze skrępowanymi nogami, którą podtrzymuje orzeł w koronie, to ks. Jerzy Popiełuszko. Nam dorosłym, pomnik niech przypomina tamte lata, za które oni poświęcili życie. Natomiast kolejnym pokoleniom powinien przypominać o ich przodkach, którzy byli gotowi poświęcić się dla tego, co wielkie.
Po zakończeniu mszy świętej wierni zgromadzili się pod pomnikiem. Przed poświęceniem głos zabrali m.in.: Renata Kordysz z oławskiej „Solidarności”, która wspominała Jerzego Popiełuszkę, oraz Waldemar Wiązowski, który opowiadał o dziejach związku „Solidarność” w powiecie oławskim. Poświęcił obelisk ks. Andrzej Szafulski, a uroczyście odsłonili przedstawiciele władz samorządowych i organizacji społecznych.

Policyjny bokser

Na koniec uroczystości podziękował inicjatorom budowy pomnika za pomysł i realizację burmistrz Oławy Franciszek Październik.
– Przyjąłem to sobie wtedy mocno do serca – wspomina dziś Andrzej Mikosiak. – Tak jak główny bohater pomnika, ksiądz Jerzy, postanowiłem zło dobrem zwyciężać.
Kapelana „Solidarności” brutalnie zamordowali funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Gdy po 1989 roku nastała wolna Polska, wydawało się, że już żaden przedstawiciel demokratycznego państwa nie będzie łamał prawa i krzywdził bezbronnych obywateli. Andrzej Mikosiak szybko się przekonał, że w wielu zakątkach „Polski powiatowej” to wciąż jest pobożne życzenie. Był styczeń 1992 roku. Wracał do domu z przepompowni ścieków na ulicy Żeromskiego w Oławie, gdzie pracował. Po drodze miał zabrać córkę ze szkoły. Nie udało się, bo gdy na chwilę zatrzymał się przy odrzańskim moście, podjechała stara wysłużona „nyska”, kiedyś milicyjna, teraz policyjna. – Pan pojedzie z nami na komendę! –  usłyszał od funkcjonariusza. To, co się potem działo na komendzie przy ulicy Kopernika, do dziś nie jest dokładnie wyjaśnione. Późnym popołudniem zabrała Andrzeja Mikosiaka stamtąd żona. Jeszcze tego samego dnia wylądował w szpitalu. Lekarze zawiadomili prokuraturę, bo pacjent miał wyraźne ślady pobicia. – Bili mnie fachowo, by tych śladów praktycznie nie było, ale lekarze nie dali się nabrać – wspomina Mikosiak.
Potem, po wielomiesięcznym śledztwie, które prowadził prokurator Henryk Pieńkowski, okazało się, że powodem zatrzymania Mikosiaka przez policjantów było sąsiedzkie pomówienie o kradzież roweru. Gdy Mikosiak wydobrzał i podczas konfrontacji w prokuraturze wskazał konkretnego policjanta odpowiedzialnego za pobicie, ten próbował zastraszyć pokrzywdzonego. – To było 1 czerwca, w Dniu Dziecka, przyszedł pod mój dom i bezczelnie w biały dzień, przy wielu świadkach, także przy dzieciach, zaczął mnie wyzywać, a potem bić – wspomina z wypiekami na twarzy i z drżącymi rękami Mikosiak.
To nie uszło policjantowi na sucho. Po kilkuletnim śledztwie i procesie, w czerwcu 1995 roku Alfred G. został prawomocnie skazany i wydalony z policji. – Tego, co mi zrobił wcześniej na komendzie, nie zdołaliśmy mu prawomocnie udowodnić, chociaż sąd pierwszej instancji przyznał rację mnie i prokuratorowi – wyjaśnia Mikosiak. – Potem policjant wziął sobie mecenasa z najwyższej wrocławskiej półki i ten go wybronił z części zarzutów.

Sumienie Oławy

Te dramatyczne wydarzenia z 1992 roku całkowicie zmieniły życie Andrzeja Mikosiaka, ale to już temat na inne i długie opowiadanie. Nasi czytelnicy znają je we fragmentach, bo Andrzej Mikosiak często gości na naszych łamach. Działając w komisji alkoholowej i mieszkaniowej, pomagał wielu biednym i skrzywdzonym przez los oławianom. Interesował się losem rannego łabędzia, wiercił dziury w brzuchu miejskim i powiatowym urzędnikom, którzy nie mogli sobie poradzić z padniętym dzikiem, znalezionym przez dzieci w Oławce. Nie mógł patrzeć na śmieci, gromadzone w pobliżu tej rzeki. W ubiegłym roku zasłynął z tego, że w ciągu kilku godzin rozwiązał problem bezdomnej pani Wiesi, z którym nie mogli sobie poradzić ani urzędnicy, ani komendant policji, ani nawet ksiądz proboszcz.
Andrzej Mikosiak mocno przeżył niedawną katastrofę smoleńską, a szczególnie śmierć prezydenta Lecha Kaczyńskiego, do którego wcześniej pisał listy, przedstawiając swoje życiowe losy i problemy. – Dostałem życzliwą odpowiedź z prezydenckiej kancelarii – mówi oławianin. – Czekałem na tę zapowiadaną drugą i dłuższą wizytę prezydenta w naszym mieście. Miałbym wtedy na pewno szansę na bezpośrednią rozmowę z Lechem Kaczyńskim. Chciałem także pokazać Panu Prezydentowi nasz Pomnik Męczenników. Nie przypuszczałem wtedy, że On do nich tak szybko dołączy…

Krzysztof A. Trybulski 
[email protected]
fot.: arch. GP-WO

Kategoria artykułu: Historia

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.