Historia jednej fotografii

Oława/Podbuż Wspomnienia kresowe Kwietniowy poranek 1940 roku. Osiemnastoletnia Anna szybkim krokiem zmierza w kierunku stojącego nad rzeką domu, w którym mieszka doktor Aleksander Ruczka z rodziną. Doktor leczy mieszkańców Podbuża już od dwudziestu czterech lat. Podbuż to mała miejscowość letniskowa koło Sambora, wszyscy się tu znają. Rano rozeszła się wieść, że rodzinę doktora wraz z kilku innymi w nocy wywieziono na Sybir. Doktora aresztowano już wcześniej

Anna, córka gajowego Franciszka Lechkiego z leśniczówki Zarębane, rok wcześniej wyszła za mąż za mieszkańca Podbuża, Tadeusza Notza. Teraz znowu mieszka z rodziną w leśniczówce, bo jej mąż nie wrócił z kampanii wrześniowej (został internowany na Węgrzech). Dochodzi do domu doktora – nie ma śladu po mieszkańcach. Cisza. Na ścieżce coś leży. Anna pochyla się i podnosi mały zdeptany kartonik, ze śladami odciśniętych ziaren piasku. To fotografia roześmianej kilkunastoletniej dziewczyny – córki doktora, Isi Ruczkówny. Na odwrocie napis “Isia na tle domu strzeleckiego. 2.V.937”.
                   *
Kończy się wojna, mieszkańcy Kresów Wschodnich rejestrują się do wyjazdu na Zachód. Muszą opuścić swoje domy, bo tu już nie będzie Polski. Anna szykuje się na wyjazd wraz z matką Anastazją i młodszym rodzeństwem. Mąż jest nadal za granicą (w tym czasie już chyba w Jugosławii), ojciec i starszy brat Józef zabrani w 1944 roku przez cofających się Niemców na roboty, nie ma z nimi kontaktu. Najstarszy brat, wraz ze świeżo poślubioną żoną i jej dwiema kuzynkami, w okrutny sposób zamordowani przez banderowców.
Oprócz mienia przesiedleńczego, Anna pakuje dokumenty, zdjęcia, książki – w tym sztuki teatralne, należące do męża Tadeusza, który udzielał się w zespole teatralnym, założonym przed laty przez doktora Ruczkę (obydwoje prowadzili teatr amatorski już na ziemiach zachodnich). Wśród zdjęć jest też mała fotografia uśmiechniętej Isi.
Zostawiają za sobą wspomnienia spokojnego życia w przedwojennym Podbużu, do którego będą tęsknić do końca, zabierają truciznę wojennych koszmarów, jak balast, którego nie da się pozbyć już nigdy.
                   *
Anna z matką i rodzeństwem po trzech dniach podróży docierają na ziemie zachodnie. Przez pierwsze lata Anna mieszka w Wójcicach, potem w Bystrzycy i w Sobótce, by wreszcie w 1951 roku osiąść na stałe w Oławie. Wcześniej, jesienią 1945, wrócił z wojny mąż Anny, Tadeusz Notz, wkrótce potem, dzięki niezwykłemu zbiegowi okoliczności, odnajdują rodzinę jej ojciec Franciszek i brat Józef.
Mijają lata. W rodzinie Notzów kolejno przychodzą na świat trzy córki. Anna często opowiada, jak to było w Podbużu przed wojną. Opisuje bujną przyrodę podbuskich gór i lasów, opowiada o jego mieszkańcach, pokazuje stare zdjęcia rodziny, znajomych. Wśród nich jest mała fotografia uśmiechniętej dziewczyny, ze śladami odciśniętych ziaren piasku.
– To Isia Ruczkówna, córka doktora Ruczki z Podbuża – opowiada. – Ich całą rodzinę wywieźli na Sybir. Nie wiadomo, czy ktoś z nich przeżył, a to zdjęcie to znalazłam na ziemi, przed ich domem, rano po wywózce. Pewnie wypadło z bagażu, takie podeptane leżało.
                   *
Mama często snuła opowieści z Podbuża, bardzo lubiłyśmy ich słuchać, bo barwnie opowiadała. To były dla nas trochę takie bajki – o życiu w leśniczówce, o wędrówce do szkoły przez las (około 2 km) – także zimą, gdy dzieci tylko świeczką oświetlały sobie drogę w ciemności. O Marysi, “co za krowami umarła” i dziadka Franka pies Flok go do niej zaprowadził. O nauczycielach w szkole i o sklepikarzach. O Domu Strzeleckim. O zmarłej przed wojną babci Filomenie Notzowej, która jako wdowa (dziadek Henryk zginął w czasie I wojny) wychowywała sama dwóch synów – naszego ojca Tadeusza i jego brata Bartłomieja – pracując jako urzędniczka w sądzie grodzkim; o tym jak ich krótko trzymała, ale nie była w stanie uchować przed nimi konfitur, bo je zawsze wynaleźli. O jej siostrze Joannie Dudównie, która będąc samotną osobą, utrzymywała się z wydawania “obiadów domowych” – znakomicie gotowała, zawsze pachniało u niej dobrą kawą, a stołowników miała spośród podbuskich urzędników i adwokatów. O Isi Ruczkównie, po której została tylko fotografia. Otwierała przed nami cały ten miniony świat, tak atrakcyjny, bo opowiadała o czasach, gdy była młoda.
                   *
Czas biegnie coraz szybciej i szybciej. Odchodzą kolejno mamy rodzice – babcia Anastazja i dziadek Franek, kilka lat później nasz ojciec Tadeusz Notz, potem mamy najmłodszy brat Aleksander. Coraz trudniej mamie przyjmować kolejne ciosy od losu, przychodzi depresja. Dopiero po latach okazuje się, że to było preludium do nieuleczalnej choroby Parkinsona. Odchodzi nasza siostra Bogusława po wieloletnich zmaganiach z ciężką chorobą. Cztery miesiące później, dwa dni po 85. urodzinach, umiera nasza mama – Anna.
                   *
Krótko po śmierci mamy odbył się zjazd rodziny Lechkich. Kilka pokoleń bardzo licznej rodziny miało okazję się spotkać, a także i poznać, powspominać dawne dzieje, obejrzeć stare fotografie, “policzyć się”. Niejako konsekwencją tego wydarzenia było utworzenie strony internetowej, poświęconej Podbużowi i okolicom. Na ten pomysł wpadł i go zrealizował wnuczek Wacława, brata naszej mamy – Tomek. Okoliczności, jakie tę decyzję poprzedziły, to też temat na kolejne opowiadanie.
Strona powstała. Na początek jej twórca zamieścił opowieść i zdjęcia z podróży sentymentalnej do obecnego Podbuża. Wkrótce strona “zaludniła się” zdjęciami Podbuża i podbużan z dawnych lat. Wspólnymi siłami jej uczestnicy starają się zidentyfikować osoby i miejsca, a o to już coraz trudniej, bo odchodzą ci, którzy jeszcze pamiętają.
                   *
Pod koniec października na stronie pojawia się parę zdjęć – przedstawiają doktora Aleksandra Ruczkę oraz jego żonę z córkami, do zdjęć dodanych jest kilka zdań komentarza – że doktor od 1916 roku do marca 1940 był lekarzem w Podbużu, że miał żonę Jadwigę, córki Olgę, Jarosławę i Irenę. Zdjęcie zamieściła Joanna.
Irenę? Isię? Odnalazłam starą fotografię Isi Ruczkówny. Podobna! Umieściłam zdjęcie na “podbuskiej” stronie z pytaniem, czy Irena to może Isia? I czy Joanna to może córka Isi?
Po dwóch dniach pojawił się na stronie wpis Joanny: ”Bardzo, bardzo dziękuję. Tak, Isia to moja mama. Po 6 latach spędzonych na zesłaniu w Kazachstanie wróciła do Polski. Kontynuowała przerwaną naukę i była lekarzem w Krakowie. Żyje jej 3 dzieci i 9 wnucząt. Aleksander Ruczka był więziony w Starobielsku i z zesłania już nie powrócił”. Jeszcze później, już w prywatnym liście, Joanna pisze: …“Bardzo jestem wdzięczna (…) Pani Mamie za ocalenie i przechowanie tej fotografii przez prawie 70 lat. Dla mnie to jak uśmiech z nieba, zwłaszcza przed świętem Wszystkich Świętych”.
                   *
Nie ma już naszej mamy, nie ma Isi. Jest pamięć. Są opowieści rodzeństwa naszej mamy (jeden z braci – Józef – chodził z Isią do jednej klasy, a siostra Olga dostała imię po Oldze Ruczkównie – siostrze Isi). Są wspomnienia opowiadane przez Isię jej dzieciom “na dobranoc” – wspomnienia dobrych czasów przedwojennych i koszmaru zesłania, trudów wojny i dorosłego życia po wojnie. Isia została lekarzem, jak jej ojciec i jedna z sióstr. Dr Aleksander Ruczka nie przeżył zesłania, po więzieniu najpierw w Drohobyczu, potem w Starobielsku cudem odnalazł rodzinę w Kazachstanie i tam zmarł. Jego żona zmarła w 1953, w Polsce. Więcej o historii rodziny Ruczków można się dowiedzieć w internecie, wpisując w wyszukiwarkę pobuz.pl – wystarczy się zalogować.
                   *
Tyle opowiedziała jedna mała, podniszczona fotografia, pieczołowicie przechowana przez 70 lat. Tym razem udało się tę historię dopełnić.
W starych albumach i szufladach zalega jeszcze wiele fotografii, listów, dokumentów. Czekają na swoją kolej i czas…

Grażyna Notz

Kategoria artykułu: Historia

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.