Filmem w czasy wojny

To miało być zwykłe zadanie, wykonywane w drużynie harcerskiej. Okazało się jednak wyjątkowe. Dzięki przypadkowi stworzony przez nich film pozwala zrozumieć, jak dzisiejsze młode pokolenie odbiera rzeczywistość, którą przeżywali rówieśnicy niemal dokładnie 70 lat temu. – Po przygotowaniu tego filmu inaczej patrzymy na II wojnę światową – przyznają harcerze z 18. drużyny

Oława 
Harcerze z ZHP

Pomysł zrobienia filmu narodził się prawie rok temu. Wtedy zaplanowali, że przygotują na obóz do Lubiatowa film, opowiadający o czasach wojny. O wszystkim przesądziła gra terenowa, podczas której pytano spotkanych ludzi o ich opinię dotyczącą harcerstwa. – Pozostało nam jeszcze siedem minut, a byliśmy w okolicach dworca kolejowego – opowiada Michał Dębiński. – Podeszliśmy do jednego ze starszych ludzi. Uraczył nas opowieścią o swoich wojennych losach. To nas zainspirowało do stworzenia “Z życia dnia wczorajszego”.
Przygotowano scenariusz. Młodzi filmowcy przyznają, że w ich domowej produkcji jest wiele elementów fikcyjnych. Sam opis był wielokrotnie modyfikowany. W filmie połączono losy kilku bohaterów, a także dodano fikcyjne fragmenty. Główny wątek nawiązuje do historii spotkanego na dworcu mieszkańca Wołynia, który odziedziczył po swojej matce dar pisania. Jako młody chłopak, mieszkający we Lwowie, przeżył okupację niemiecką i sowiecką. – Usłyszeliśmy o niezwykłej historii dwóch przyjaciół, których rozdzieliła śmierć – opowiada reżyserująca film Anna Kamińska. – Ten wątek postanowiliśmy wykorzystać w naszej produkcji. Łapanka, która kończy się postrzeleniem dwojga przyjaciół, opowiadana przez świadka tej historii, zrobiła na nas ogromne wrażenie. Niestety, pomoc, którą przynieśli rannym, pozwoliła przeżyć tylko głównemu bohaterowi, tak rzeczywiście było.

W skórze babci

Małgosia Kuźniarska odgrywała w tej produkcji fragment wojennych wspomnień swojej babci: – Troszkę przeżywałam tę scenę, jednak było mi dużo łatwiej, gdyż oswoiłam się z tą smutną historią – mówi.
– Moja babcia została aresztowana tuż po wyjściu                 z urzędu, gdzie odbierała okupacyjny dokument tożsamości – kenkartę. Została aresztowana i wywieziona na roboty do Niemiec.
Do filmowej opowieści wpleciono także fikcyjny wątek zakochanej pary.             – W ten sposób chcieliśmy połączyć losy różnych postaci – opowiada Ola Prusak. – W finałowej scenie umierają wszyscy, poza głównym bohaterem. Zakochani – we własnych ramionach. W ten sposób chcieliśmy ukazać, że okrutne oblicze wojny dosięgało wszystkich.
Przygotowania nie były łatwe. Bardzo ciężko zgrać całą ekipę, liczącą prawie piętnaście osób. Zdarzało się tak, że zaplanowane wcześniej zdjęcia odwoływano, bo jeden z głównych aktorów nie mógł się pojawić. W trakcie zmieniał się również scenariusz. Początkowo miało się zaczynać sceną na dworcu kolejowym. – Podczas ostatnich dni zdjęć zmieniliśmy scenę otwierającą – opowiada Basia Brezdeń. – Pojawiła się scena w piwnicy, gdzie spotykają się młodzi. Później film traci swoje barwy i razem z miejscem przenosimy się w czasie o 70 lat, dzięki odnalezionemu przez nas pamiętnikowi. Ten zabieg miał pomóc widzowi w łatwiejszym zrozumieniu wojennej historii. Samo kręcenie filmu przebiegało bardzo różnie. Każdą scenę powtarzaliśmy po kilka razy.
– Najbardziej obawialiśmy się finałowej sceny  z łapanką i strzelaniną – dodaje reżyser Ania Kamińska. – Dużo aktorów, istotna scena z symbolicznym przekazem była dla nas nie lada wyzwaniem. Okazało się jednak, że całej ekipie zależało na tym tak bardzo, że przygotowaliśmy ją najszybciej. Nasza produkcja jest w większości niema i przygotowywana zwyczajną kamerą. Wbrew pozorom to dodaje powagi i podkreśla tragizm wojennych chwil. Czasami sprzyjało nam szczęście. Gdy kręciliśmy scenę, odtwarzającą wojenną przeszłość na opuszczonych koszarach radzieckich, właśnie drogą przejechał woźnica z koniem, co także uwieczniliśmy na filmie. Generalnie, przechodnie, których spotkaliśmy, z życzliwością odnosili się do naszych działań i z zaciekawieniem przyglądali się naszej próbie rekonstrukcji.

Należy się szacunek

Film przygotowywali specjalnie na obóz, a jego montaż, prowadzony na domowym komputerze, skończył się kilka godzin przed wyjazdem. Premierę miał       1 sierpnia, w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Wtedy w wielkim namiocie było ponad sto osób. – Po projekcji zapadło milczenie – opowiada Martyna Palczyńska. – Potem usłyszeliśmy gromkie i długie oklaski. To była dla nas niezwykła nagroda…
Po wykonaniu tego filmu patrzą inaczej na smutne losy Polski w czasie okupacji. Wiele dowiedzieli się o tych czasach, poświęcając godziny na przygotowania, dobieranie garderoby przypominającej dawne czasy, przeszukiwanie strony internetowej, aby jak najlepiej oddać wojenną codzienność. Zgodnie przyznają, że taki film jako szkolne zadanie domowe nie spełniłby swojej roli. – Byłby tylko jednym z wielu zadań, przygotowanym z mniejszą lub większą dokładnością, a przecież historii i ludziom ją tworzącym należy się szacunek – mówią harcerze z 18. DH.

Adam Piwek
[email protected]

 

Kategoria artykułu: Historia

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.