Zwyczajny urząd (2)

Druga część tekstu Tomasza Gałwiaczka jest kontynuacją historii oławskiego Urzędu Bezpieczeństwa i zatrudnionych tam funkcjonariuszy

Historia 

Od końca lat czterdziestych wymagano od kandydatów do pracy w resorcie bezpieczeństwa wewnętrznego, aby deklarowali swój ateizm i „dobrowolnie” rezygnowali z odbywania praktyk religijnych. W opiniach służbowych zwracano m.in. uwagę na prezentowane przez funkcjonariuszy poglądy religijne i społeczne.

Partyjne śluby

Według referenta personalnego, przyjęty w 1953 roku do służby Marian Kwećko „odmówił przekonań religijnych i stwierdził, że od dłuższego czasu w Boga nie wierzy”. Z powodu wzięcia ślubu kościelnego zmuszono do odejścia ze służby Stefana Skrzypeckiego. W raporcie dotyczącym tej sprawy napisano, iż 27 października 1953 Skrzypecki „był na rozmowie u naczelnika wydziału kadr Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego we Wrocławiu, towarzysza Olejnika, któremu kategorycznie oświadczył, że ślub kościelny weźmie z obywatelką W.A., która nie jest sprawdzona przez tutejszy urząd”. Uznano więc, że tego funkcjonariusza należy potraktować jako „element przypadkowy”, który dla organów bezpieczeństwa publicznego „nie przedstawia żadnej wartości”.
W 1948 roku za prenumerowanie „Rycerza Niepokalanej” zwolniono z pracy wartownika Stanisława Mendla, uznając go za „politycznie niepewnego”. Jednocześnie kierownictwo urzędu dostrzegało wśród pracowników wierność komunistycznym ideałom. O lekarzu Ludwiku Wasilkowskim napisano, iż jest „bezwzględnie pewny politycznie, należał do Związku Wolnomyślicieli jeszcze przed wojną i do dziś żywo interesuje się ateizmem, dużo czyta klasyków marksizmu”.
Bardzo silną pozycję w UB miały organizacje partyjne – PPR, a potem PZPR – mocno ingerujące w życie zawodowe i prywatne funkcjonariuszy. Na zebraniach aktywu partyjnego analizowano sytuację rodzinną, materialną, interesowano się kontaktami towarzyskimi, otoczeniem, rodzinami funkcjonariuszy MBP. Zgody kierownictwa wymagało np. zawarcie małżeństwa. W tej kwestii także zabierała głos komórka partyjna.
W 1951 roku referent powiatowy Bronisław Stachowiak odszedł ze służby, gdy władze nie zgodziły się na ślub z kobietą, której krewny był żołnierzem Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. W ramach kontroli specjalnej wystawiano świadectwa moralności, orzekano o pewności politycznej, pochodzeniu społecznym, zapatrywaniach, poglądach funkcjonariuszy oraz członków ich rodzin. W pewnych przypadkach także partia udzielała wydatnego poparcia krewnym swoich członków, np. przy zatrudnieniu na niektóre stanowiska lub uzyskaniu innych korzyści – wyjazdów zagranicznych, wczasów, sanatoriów itp.

Alkoholowa „dyscyplina”

Stałym elementem służby były problemy dyscyplinarne.  Bez wątpienia najczęściej spotykanym zjawiskiem był alkoholizm, który w wielu przypadkach stawał się przyczyną zwolnień dyscyplinarnych.
W 1945 roku wskutek nadużywania alkoholu zwolniono młodszego referenta Franciszka Górę. W raporcie z 29 grudnia 1945 kierownik urzędu stwierdził, iż „pracownik biura przepustek Franciszek Góra był już trzykrotnie upominany, a nawet karany aresztem w czasie służby, jednak to mu nie pomogło. Taki człowiek do pracy w bezpieczeństwie nie nadaje się oraz podrywa autorytet całemu urzędowi”.
W 1946 roku wskutek problemów dyscyplinarnych zwolniono wartownika Piotra Germka, w 1947 Mariana Mosora, a w 1948 Mieczysława Wdowczyka. Problemy alkoholowe sprawiły, że w trybie dyscyplinarnym rozstał się ze służbą Zdzisław Ostrowski. W grudniu 1947, po libacji alkoholowej w Owczarach, pozostawił służbowy pistolet, który znalazł się w rękach osób niepowołanych. Trzy miesiące później w lutym 1948 samowolnie opuścił urząd na trzy dni, nie pojawiając się w pracy. Gdy sytuacja powtórzyła się w kwietniu, a Ostrowskiego nie było w pracy przez kolejnych siedem dni, interweniował sam szef urzędu. Odnalazł Ostrowskiego i odstawił do aresztu WUBP we Wrocławiu. Ponadto w czasie swojej nieobecności Ostrowski pozaciągał długi w wysokości 9 tysięcy złotych, które wierzyciele starali się odzyskać, nachodząc w tej sprawie kierownika urzędu. Funkcjonariusza ukarano 14-dniowym aresztem i potrąceniem poborów za okres odbywania kary oraz dyscyplinarnym zwolnieniem ze służby.
Przywilej noszenia broni i poczucie bezkarności powodowały, że będący pod wpływem alkoholu funkcjonariusze demonstrowali swoją władzę wobec osób cywilnych i słabszych. Odmawiali regulowania rachunków w restauracjach, ponoszenia opłat za przejazdy (np. bilety kolejowe). W maju 1947 jeden z funkcjonariuszy PUBP w Oławie udał się do Ratowic na zabawę. Zamówił napoje alkoholowe na sumę 835 zł, a następnie, gdy restaurator domagał się zapłacenia rachunku, już pod wpływem alkoholu przedstawił swoją legitymację służbową, po czym oświadczył, że żądanej sumy nie zapłaci.
Poważne problemy miało kierownictwo urzędu z Eugeniuszem Tomczakiem. W październiku 1947 przeniesiono go dyscyplinarnie ze Środy Śląskiej do Oławy. W trakcie przeprowadzki, będąc już w stanie nietrzeźwym, Tomczak wywołał w Środzie Śląskiej awanturę i powybijał kamieniami szyby w mieszkaniu właściciela miejscowej cukierni. Kiedy wreszcie przybył do Oławy, najpierw przez trzy dni nie pojawiał się w pracy, tłumacząc swoją nieobecność chorobą (w tym czasie przebywał na libacji alkoholowej), a następnie bez zgody szefa urzędu i służbowego polecenia samowolnie wyjechał do rodziny, zamieszkałej w Zgierzu. Gdy wrócił po czterech dniach, udał się w stanie nietrzeźwym do WUBP we Wrocławiu i w rozmowie z naczelnikiem wydziału ds. funkcjonariuszy cynicznie oświadczył, że do pracy w organach bezpieczeństwa się nie zgłosi. Ostatecznie kierownictwo uznało, że Tomczak „celowo podrywa autorytet urzędu”, ponieważ „chce się zwolnić z pracy w organach bezpieczeństwa publicznego”.
Kłopoty z naużywaniem alkoholu miało wielu funkcjonariuszy, nie wyłączając kierownictwa. Na tym tle pokaźnym zbiorem postępowań dyscyplinarnych mógł się wykazać młodszy referent Zenon Głowiński. W 1950 za zakłócanie spokoju publicznego ukarano go pięciodniowym aresztem. Pomimo raportów, kierowanych do WUBP we Wrocławiu, postępowania swego nie zmienił. Pewnego dnia udał się wieczorem do Bystrzycy Oławskiej, gdzie odszukał dom, w którym mieszkała sekretarka nadleśnictwa. Około godziny drugiej w nocy zaczął się dobijać do drzwi jej domu, a gdy mu nie otwierano, wyjął służbowy pistolet i zaczął strzelać. Kiedy przestraszona kobieta otworzyła drzwi i wpuściła awanturującego się Głowińskiego do domu, ten usiłował zmusić ją do wspólnego picia wódki, po czym oświadczył, że jej obecny narzeczony wkrótce zaprzestanie odwiedzin, gdyż w najbliższym czasie zostanie aresztowany przez UB.
W lipcu tego samego roku miał miejsce kolejny incydent, który zakończył się dla Głowińskiego fatalnie. W trakcie odbywającej się zabawy tanecznej w Oleśnicy Małej, będąc pod wpływem alkoholu postrzelił dwukrotnie kierowcę, zatrudnionego w Państwowym Gospodarstwie Rolnym w Jakubowicach, raniąc go w nogi. Powtarzające się incydenty z udziałem Głowińskiego zwróciły uwagę Wydziału Personalnego WUBP, który nakazał w lipcu 1951 dyscyplinarne zwolnienie go z służby. Decyzja ta zbiegła się z jednoczesnym wykluczeniem Głowińskiego z partii. Ponadto za postrzelenie kierowcy Wojskowy Sąd Rejonowy we Wrocławiu skazał go na dwa lata więzienia.
Alkohol wywoływał w sposób pośredni inne patologie: uliczne awantury, strzelanie w miejscach publicznych (niekiedy do przypadkowych przechodniów), pobicia, zasypianie wartowników na służbie, spóźnianie się do pracy, niesubordynację lub lekceważenie poleceń i kłamstwa wobec przełożonych. W kwietniu 1951 ukarano naganą intendenta urzędu, który będąc pod wpływem alkoholu, wywołał awanturę i pobił funkcjonariusza MO, a następnie ubliżał sekretarzowi Komitetu Powiatowego PZPR. Wskutek incydentu organizacja partyjna postanowiła przesunąć go z funkcji członka na kandydata.
W lutym 1951 kierowca PUBP w Oławie w trakcie zabawy odbywającej się w oławskiej fabryce papieru, będąc w stanie nietrzeźwym, wyszedł przed budynek, gdzie odbywała się zabawa i kilkakrotnie strzelił w tym kierunku.
Powtarzające się incydenty z piciem alkoholu oraz skutkami nadużywania  powodowały, że kierownictwo często sięgało do ostrzejszych środków dyscyplinujących. Oprócz nagany, udzielanej przez kierownika urzędu, sprawami służbowymi zajmował się Wydział ds. Funkcjonariuszy WUBP we Wrocławiu, który mógł nałożyć karę aresztu domowego lub koszarowego z jednoczesnym potrąceniem poborów za czas odbywania kary.

Defraudanci i nieroby

Oprócz problemów alkoholowych, funkcjonariusze UB dopuszczali się przywłaszczeń i defraudacji mienia. W kwietniu 1951 szef PUBP w Oławie delegował intendenta na odprawę służbową do WUBP we Wrocławiu. Miał on przy sobie 1.300 złotych. Były to pieniądze z kasy zapomogowo-pożyczkowej oraz miesięczne składki członkowskie organizacji partyjnej przy PUBP w Oławie. Intendenta nie wpuszczono do gmachu WUBP, gdyż zapomniał legitymację służbową. Ruszył więc na miasto, gdzie upił się i w efekcie zgubił gdzieś wszystkie służbowe pieniądze. Z raportu dyscyplinarnego możemy się dowiedzieć, że ten sam intendent bezprawnie zarekwirował pewnej kobiecie w Ratowicach maszynę do szycia. Wkrótce po tym przeniesiono go do PUBP w Środzie Śląskiej, lecz i tam postępowania swego nie zmienił. Zdefraudował około dwóch tysięcy złotych, uzyskanych ze sprzedaży makulatury, które miały być przeznaczone na zakup materiałów biurowych dla PUBP w Środzie Śląskiej, oraz sprzedał służbowy rower i płaszcz wartownikowi Gajosowi. Powtarzające się wybryki intendenta sprawiły, że 30 listopada 1951 zwolniono go dyscyplinarnie ze służby, a sprawę malwersacji skierowano na drogę sądową.
W 1955 roku z Powiatowej Delegatury ds. Bezpieczeństwa Publicznego w Oławie zwolniono starszego referenta gospodarczego Mieczysława Andruszkiewicza. Zanim trafił do Oławy, był pracownikiem PUBP w Lubinie, gdzie niejakiemu Michałowi Sieniucie bez wiedzy kierownictwa urzędu sprzedał piec centralnego ogrzewania, będący na wyposażeniu urzędu. Po sfinalizowaniu transakcji okazało się, że piec nie nadaje się do użytku, a Andruszkiewiczowi nakazano zwrot pieniędzy wyłudzonych od Sieniuty.
W Oławie Andruszkiewicz nie doczekał się pozytywnej oceny. Szef urzędu stwierdził, iż z pracy zawodowej „wywiązuje się nie należycie, bo jest to pijak i nierób”. Zaniedbywanie obowiązków starszego referenta gospodarczego tłumaczył… „niskim wykształceniem”.

Bumelanci i ignoranci

Problemem często występującym wśród pracowników urzędu były zaniedbania w trakcie pełnionej służby. Funkcjonariusze spóźniali się do pracy, bądź w ogóle do niej nie przychodzili, zasypiali, nie wykazywali dostatecznej dbałości o prowadzoną dokumentację. Niefrasobliwość funkcjonariuszy była zdumiewająca. W kwietniu 1946 oficer śledczy Zygmunt Lipiec bez poinformowania szefa PUBP w Oławie „wziął sobie konia dla swoich prywatnych celów i pojechał na przejażdżkę – w drodze został napadnięty, rozbrojony przez sowietów i odebrano mu dokumenty wraz z koniem, a jego puszczono”.
Krytycznie oceniano nie tylko funkcjonariuszy operacyjnych, lecz także pracowników odpowiedzialnych za zaplecze techniczne. W charakterystyce służbowej kierowcy urzędu napisano, iż „jest on niezdyscyplinowany i na niskim poziomie intelektualnym, w pracy społecznej mimo posiadanych możliwości nie bierze żadnego udziału, a służbę swą traktuje jako zło konieczne”. W dodatku nie wykonuje poleceń kierownictwa, „za co został już ukarany”. Nie przejawia też „należytej troski o wygląd samochodu”, a jeżeli to robi, to dopiero po zwróceniu mu uwagi. Lubi też „nadużywać grzeczności kierownictwa, wyrażającej się w tym, że jeżeli otrzyma zwolnienie z pracy na 3-4 godziny, to samowolnie dokłada sobie jeszcze parę godzin, czym niejednokrotnie utrudnia planowe wyjazdy”.
Podobnych przykładów było znacznie więcej…

Epilog

W celu poprawienia stanu dyscypliny kierownictwo oławskiego PUBP podejmowało zdecydowane kroki. Oprócz udzielenia nagany i stosowania kar finansowych w postaci obniżenia wynagrodzenia do 50% poborów, jedną z form dyscyplinowania funkcjonariuszy było przeniesienie na teren innego powiatu. Celem miało być „oderwanie funkcjonariusza od dotychczasowego środowiska, które wpływało na niego destruktywnie”. Zabieg ten nie zawsze okazywał się skuteczny. Zdarzało się, że funkcjonariusze nie zmieniali swego postępowania i w nowym miejscu pracy szybko wchodzili w konflikt z prawem i dyscypliną.

Tomasz Gałwiaczek

* Autor jest pracownikiem naukowym Biura Edukacji Publicznej wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Fot.: archiwum IPN Wrocław

Opracowanie redakcyjne, w tym tytuł i śródtytuły – Krzysztof Andrzej Trybulski

 

 

Kategoria artykułu: Historia

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.