Widziałem ostatecznie upokorzonych

Na konferencji szefów rządów USA, Wielkiej Brytanii i ZSRR (Roosevelta, Churchilla i Stalina) w lutym 1945 w Jałcie uzgodniono wspólne kroki w celu ostatecznego pokonania Niemiec i przystąpienia potem ZSRR do wojny przeciwko Japonii. Podjęto też postanowienia dotyczące składu przyszłych rządów Polski i Jugosławii, jak również granic Polski

Wspomnienia sybiraka

Dobry szpieg Sorge

W latach 1933 – 1944 w Japonii, jako kierownik międzynarodowej grupy wywiadowczej “Ramsay”, działał niemiecki komunista Richard Sorge, który był szpiegiem radzieckim. Do centrali w Moskwie podał on m.in. datę napaści hitlerowskiej na ZSRR (co Stalin zlekceważył) i wiadomość, że Japonia, mimo paktu z Niemcami, nie napadnie na Związek Radziecki, lecz zaatakuje Stany Zjednoczone. W roku 1944 Sorge został aresztowany przez japońską policję i stracony, symbolicznie w dniu święta Rewolucji Październikowej, 7 listopada 1944. W roku 1964 Sorge otrzymał pośmiertnie tytuł Bohatera Związku Radzieckiego.
Dzięki informacji Sorgego, dowództwo radzieckie mogło w krytycznym dla siebie momencie walk o Stalingrad (17 lipca 1942 – 2 lutego 1943) w grudniu 1942 przerzucić na front stalingradzki najlepsze dywizje syberyjskie i rozgromić 300-tysięczną armię feldmarszałka von Paulusa, co stało się przełomem w wojnie z Niemcami, na korzyść ZSRR.

Klęska Japonii

8 maja 1945 w Europie zakończyła się II wojna światowa, hitlerowskie Niemcy i ich sojusznicy zostali pokonani. W rejonie Pacyfiku wojna USA i Wielkiej Brytanii z Japonią trwała nadal, przynosząc obu stronom olbrzymie straty w ludziach i w sprzęcie. Japończycy walczyli fanatycznie, do utraty tchu. Amerykanie byli przerażeni wizją strat, jakie przyniósłby im desant na wyspy japońskie. Związek Radziecki zwlekał z udzieleniem Ameryce pomocy wojskowej, do czego zobowiązał się w Jałcie.
W lipcu 1945 Amerykanie, jako pierwsi na świecie, skonstruowali bombę atomową i 6 sierpnia 1945 użyli jej przeciwko Japonii, zrzucając najpierw bombę na Hiroszimę – 78 tys. zabitych, ok. 60 tys. rannych i zaginionych, ponad połowa miasta zburzona i spalona. Po trzech dniach zrzucili drugą bombę, na Nagasaki – ok. 80 tys. zabitych i rannych, połowa miasta całkowicie zniszczona.
Dowiadując się o tych masakrach i o zamierzonym przez „boskiego cesarza” Japonii Hirohito zaprzestaniu walk i poddania się Amerykanom, ZSRR wypowiedział wojnę Japonii 8 sierpnia 1945.  Armia Czerwona w sojuszu z mongolską wkroczyła do okupowanej przez Japonię część Chin, zwanej Mandżurią, i do Korei, a w tych rejonach stacjonowała doborowa milionowa armia japońska, tzw. “Kwantuńska”.
Wkrótce po zapoznaniu się ze skutkami użycia bomb atomowych, cesarz Hirohito ogłosił przegraną Japonii, więc Sowieci i Mongołowie w zasadzie bez walki (opierali się tylko najbardziej fanatyczni Japończycy lub ci, do których nie dotarły rozkazy o zakończeniu wojny) wzięli do niewoli całą Armię Kwantuńską, w sierpniu 1945.

Głód i kolej w Kazachstanie

Od maja 1945 Polacy przebywający w Kazachstanie na zesłaniu, z utęsknieniem i z niecierpliwością  oczekiwali na pozwolenie powrotu do „wyzwolonej” Ojczyzny. Nie mogliśmy pojąć, dlaczego nas nie wypuszczają, skoro wojny w Europie już nie ma, a Polska jest sprzymierzona z ZSRR. Licząc jednak na rychły wyjazd do Polski pomyślałem, że dobrze będzie przygotować jakąś żywność na długą podróż, ale co, skoro dokoła nędza i głód? Na szczęście płynąca tam rzeka Czarka była bardzo rybna. Całymi dniami łowiłem ryby i suszyłem je. Dwa worki suszonych słonych ryb przygotowałem na drogę. Równocześnie pilnie obserwowałem tory kolejowe latem 1945 i zimą 1945-46. Zrozumiałem, że ZSRR ma pilniejsze potrzeby transportowe niż wożenie Polaków – chyba  nie było dla nas wagonów i parowozów. Latem na południe i wschód przetaczały się pociągi z wojskiem i zdobytymi w Niemczech trofeami, czyli z bydłem, końmi i maszynami fabrycznymi.
A zimą? Wolałbym tego nie widzieć i nie pisać teraz o tym, ale trzeba dać świadectwo prawdzie. Linią kolejową Turksib (kolej turkmeńsko-syberyjska) zaczęły się przetaczać z południa na północ eszelony z japońskimi jeńcami z doborowej Armii Kwantuńskiej. Grozą i strachem powiało od tych pociągów. Zima była bardzo mroźna, a jeńcy mieli na sobie letnie mundury – przecież wzięto  Japończyków do niewoli latem, w sierpniu!
W bydlęcych wagonach, którymi ich wieziono, nie było żadnych piecyków! Ba, nie było nawet dziur do załatwiania się, wyciętych w podłodze, takich jak w wagonach, którymi wywożono Polaków na zesłanie w roku 1940. W Czarsku, gdzie  wtedy przebywałem, była olbrzymia parowozownia (depo) i każdy pociąg towarowy zatrzymywał się na około 20 minut dla dokonania wymiany parowozów. Podczas takiego postoju konwojenci odryglowywali drzwi wagonów i wypuszczali jeńców do załatwiania się pod wagonami, na oczach obecnych na dworcu czy w pobliżu. Japończycy drżeli z zimna, pod letnimi spodniami nie mieli nawet kalesonów, tylko jakieś dokołabiodrowe owijacze. Po odjeździe pociągu tory były całkowicie zafajdane, ale fekalia szybko zamarzały. Zbierały to brygady sprzątaczy, więc było względnie czysto do przybycia następnego pociągu grozy. Jeńcy byli potwornie głodni, na migi błagali o jedzenie i miejscowa ludność litościwie (ale nie zawsze za darmo, często za japońskie drobiazgi – pióra, ołówki, pasy, guziki itp.) starała się pomóc jeńcom kromką chleba, paroma ziemniakami czy kiszonym ogórkiem. Na więcej nie było stać miejscowych, oni też głodowali. Konwojenci nie bardzo przeszkadzali w dokarmianiu jeńców – myślę, że była to żołnierska solidarność. Miałem dwa worki suszonych słonych ryb, które złowiłem w Czarce i ususzyłem, by mieć zapas jakiegokolwiek pożywienia na czas długiej podróży do Polski, gdy już nas z Kazachstanu wypuszczą. Tragiczny los Japończyków poruszył sumienie, więc rozdałem jeńcom wszystkie ryby z jednego worka, tykałem się przy tym palcem w pierś, mówiąc: “Porando”, co po japońsku znaczy “Polska”.
Najbardziej porażający i przerażający był jednak skład owych pociągów. Oprócz kilkudziesięciu bydlęcych wagonów z jeńcami i osobowego wagonu dla konwoju, tuż za parowozem jechały dwie kolejowe platformy, przykryte niedbale brezentowymi płachtami, spod których często wystawały po bokach ręce, nogi lub głowy martwych, nagich Japończyków. Spytałem jednego z konwojentów, dlaczego wiozą te trupy? Ten odpowiedział: „Szczot dołżen schoditsia, skolko my plennych pryniali, stolko i sdadim” („Rachunek musi się zgadzać – ilu więźniów przyjęliśmy, tylu zdamy”). 

Powrót do Ojczyzny

Dzień 3 maja 1946 był dla Polaków w Czarsku podwójnie radosny – jako nasze święto narodowe i jako oczekiwany przez sześć ponurych lat dzień naszego powrotu do Ojczyzny. W godzinach przedpołudniowych nadjechał od strony Semipałatyńska pociąg pełen radosnych i roześmianych rodaków, z kilkoma pustymi wagonami dla Polaków z Czarska. Załadowaliśmy się błyskawicznie, bo oprócz jednego lub dwóch małych tobołków z łachami do spania i z żywnością, w którą łaskawie zaopatrzono nas na drogę, niczego więcej nikt nie posiadał. Prawie wszyscy byli bosi i przyodziani w strzępy ubrań. Drzwi w bydlęcych wagonach szeroko otwarte, nie było krat w okienkach, ale była dziura w podłodze zamiast ubikacji. Żaden konwojent nas nie pilnował, ze strony sowieckiej jechała z nami tylko obsługa pielęgniarska.
Kiedy w roku 1940 jechaliśmy na zesłanie, wieziono nas przez północne obszary ZSRR. Przez zakratowane okienka, do których trudno było się dopchać, bo każdy chciał coś zobaczyć, widzieliśmy potężną Wołgę, posępne góry Uralu, ciągnące się setkami kilometrów karłowate lasy brzozowe, piękną i równocześnie przerażającą tajgę syberyjską, mroczny i zimny Kraj Ałtajski, w końcu stepy Kazachstanu. W roku 1946 wieziono nas do Polski, chyba dla odmiany trasą południową, z licznymi jedno- lub dwudniowymi postojami. Jadąc tą trasą, po raz pierwszy oglądałem takie widoki:
– w Ałma Acie dwie potężne góry o wysokości ponad 4 tys. metrów, przykryte wiecznie lodowymi czapami,- dwa ogromne jeziora Bałchasz i Issyk Kul,
– piaszczystą, ogromną pustynię Kyzył Kum,
– miasto Taszkient z dziwnymi dla nas ulicami, bo domy pokazywały ulicom wyłącznie swoje ślepe ściany, okna miały tylko od podwórza, a w mieście rosło dużo pięknych i wysokich palm,
– morze-jezioro Aralskie.
Dojechaliśmy znów, jak w roku 1940, do Wołgi, do miasta Saratow. Tam też mieliśmy dwudniowy postój, umożliwiono nam kąpiele w miejscowej łaźni, gdzie próbowano gorącą parą pozabijać wszy w naszych łachmanach.

Saratowskie widoki

W Saratowie po raz pierwszy zobaczyłem żywych żołnierzy niemieckich. W 1939 roku nie widziałem ich, bo moją “małą ojczyznę”, czyli Pokucie, okupowała wtedy Armia Czerwona. Będąc w Kazachstanie, oglądałem Wehrmacht tylko w radzieckich kronikach filmowych – do czerwca   1941 prezentowany jako armia niezawodnych przyjaciół, defilująca po zdobyciu Paryża,  czy w zwycięskich walkach w Norwegii, Libii itd. Potem, po napaści Niemiec na ZSRR, pokazywano żołnierzy Wehrmachtu  jako najgorszych na świecie okrutników. W mojej pamięci utrwalił się wówczas obraz niemieckiego żołnierza z paryskiej defilady – eleganckiego i butnego przedstawiciela “narodu panów” – Herrenvolku”.
Co zaś zobaczyłem w Saratowie? Zrujnowany dworzec kolejowy i mnóstwo jeńców niemieckich, pracujących przy odgruzowaniu. Wszyscy w podartych mundurach z poodrywanymi epoletami, nieogoleni i brudni, wychudzeni i głodni, upokorzeni i upodleni, o zszarzałych twarzach z wyrazem rezygnacji. Sowieccy konwojenci ćmili machorkowe skręty i prawie nie zwracali na nich uwagi, z rzadka tylko pokrzykując: “Dawaj, dawaj, skoriej arbeit!”. I butni dawniej “panowie świata” posłusznie nosili cegły na rękach, łopatami ładowali gruz do taczek itp. Z respektem podchodzili do naszych wagonów ze słowami “Ich bin hungrig, gib mir essen”. Wtedy chyba oszalałem. Ja wam pokażę! – pomyślałem – narodzie panów, teraz pokłonicie się przed szczepem Piastowym! Swoje  suszone ryby rzuciłem niemieckim jeńcom pod nogi, na ten gruz. A oni, skłaniając się przede mną, podnosili ryby z ziemi, otrzepywali je o spodnie i zjadali, a licząc na repetę nie zapominali o słowie „danke”.

Stanisław Szuwart

Kategoria artykułu: Historia

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.