„Niech pan Matce Boskiej zapropnuje…”

Mieszkaniec Oławy znalazł na strychu i przyniósł do gazety stenogram rozmowy, jaką zastępca szefa Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Oławie Jan Roskosz przeprowadził z Kazimierzem Domańskim 27 stycznia 1984, czyli zaledwie parę miesięcy po tym, jak oławianin ogłosił, że objawiła mu się Matka Boska, a o Oławie zaczęło być głośno w całym kraju.

Zapis rozmowy to cenny dokument dla tych, którzy interesują się historią tzw. „oławskich objawień”i stosunkiem władz PRL do całej sprawy. Rozmowa pokazuje, że szef oławskiej „bezpieki” na potrzeby takiej rozmowy gotów był nawet… uwierzyć w Matkę Boską, byle tylko uniemożliwić wybudowanie nowej kaplicy, wyrzucić wiernych  z działek i zagnać Domańskiego do istniejącego kościoła. Bo przecież „porządek musi być!”

JAN ROSKOSZ: – Pan zdaje sobie sprawę, że to wszystko jest takie trochę dziwne, cała ta sytuacja, że objawiła się panu Matka Boska. Zjeżdża tutaj mnóstwo ludzi. Miejsce jest jakoś tak nieszczęśliwie wybrane, że zagraża niebezpieczeństwu – blisko tory…
KAZIMIERZ DOMAŃSKI: – Ja właśnie dlatego mówię ludziom, żeby uważali i ludzie mają zwrócić się do urzędu miasta.
– Ale proszę pana, tam nie ma ani ubikacji, ani szaletów żadnych, zanieczyszczają działki.
– Nie, na razie nie ma.            W dwóch miejscach pozwolono pójść do tego, do ubikacji, a ja zrobiłem ubikację drewnianą. Ja u siebie zrobił, ale teraz mają zrobić szambo takie na cztery przedziały.
– A pan nie może przenieść tych praktyk do kościoła?
– To bym musiał porozmawiać po prostu z księdzem bezpośrednio. On to musi do kurii zgłosić, żeby jakoś przenieść. Można by było przenieść, czemu nie. Na ten temat nie rozmawiałem.
– Mieliby dach nad głową, ławki, gdzie usiąść…
– No nie wiem, tam jest polecenie, że kaplica ma być na tym miejscu.
– Jak to ma być kaplica?
– Wybudowana.
– Ale kto o tym stanowił?
– Proszę?
– Kto o tym stanowił?
– Matka Boża dała polecenie takie.
– Komu dała polecenie?
– Mnie powiedziała. Na tym miejscu, powiedziała, ma być kaplica wybudowana.
– No, ale czy pan jest władny, żeby budować kaplicę. Jest pan fachowcem?
– Nie, ja nie.
– No a kto to ma budować?
– Po prostu zgłaszam do proboszcza, proboszcz do urzędu miasta i wtenczas, czy będzie pozwolenie, czy nie. To są takie sprawy…
– No bo jest decyzja władz o lokalizacji nowego kościoła i nie ma potrzeby budowy tam kaplicy. Księża twierdzą, że zagraża to bezpieczeństwu, to blisko torów, no miejsce nieszczęśliwie wybrane. (…) A jakby pan to przeniósł do kościoła, te praktyki?
– Dobrze, to od razu pójdę do proboszcza i powiem mu, żeby przenieść to do kościoła.
– Oczywiście. I tam będą mogli składać ofiary i ksiądz będzie zadowolony, bo tam są skarbonki.
– To już mnie nie obchodzi. Bo ja jestem na to nastawiony, że ja pieniędzy nie brałem i nie będę brał.
– Ale będą przynosić kwiaty, świece. Od razu będą tam zostawiać w kościele.
– Tak.
– I miejsce jest adekwatne. Jak już Matka Boska panu kazała…
– Bo tak jest.
– Ile razu się panu objawiła?
– Pięć razy. I tak po prostu za drugim i trzecim powiadała, że na tym miejscu powinna powstać kaplica.
– Ale może Matka Boska nie wie, że tam jest już lokalizacja wyznaczona. A pan nie może rozmawiać z Matką Boską i powiedzieć, żeby pozwoliła panu do kościoła iść i tam praktykować?
– Czemu nie. Można tak też porozmawiać.
– No to niech pan powie Matce Bożej…
– Teraz ma być objawienie. Nie powiedziała, którego dnia, bo nigdy nie mówi, ale w lutym ma być. Po prostu przekażę, żeby to było w kościele.
– Są parkingi wokół kościoła…
– Tak, tak, to nawet dobrze, że tu się znalazłem. Nieraz człowiek tak myśli, żeby żadnego wypadku nie było. Ja o tym cały czas myślę.
– Pan byłby moralnie odpowiedzialny za to…
– Tak.
– A proszę pana, jak się buduje kościół, to w bocznej nawie można zrobić kaplicę poświęconą właśnie temu wydarzeniu. I pan by miał tam swoją kaplicę w tym nowo wybudowanym kościele, a na razie mógłby pan przyjmować w jednym czy drugim.
(…)
– Ale widzi pan, to jest taka sprawa. Bo te objawienia miałem na działce. Matka Boska dała polecenie, że na tym miejscu ma być kaplica i ja to polecenie wykonuję.
– No to dała polecenie panu, a sąsiadom nie dała tego polecenia, i oni nie chcą zrezygnować            z tych działek.
– No nie. To przecież nie jest przymusowe.
– Ale czy pan by się lepiej nie czuł, gdyby takie miejsce przyjmowania pacjentów było w kościele? Jak pan jest tym wybrańcem Matki Boskiej, to niech pan przyjmuje w kościele. Niech ksiądz, jeśli uzna za słuszne, zezwala panu na takie coś. (…) To nawet nie jest eleganckie miejsce na działce w altance. Krzyż tam wisi. To jest profanacja dla tego znaku, dla wiernych, którzy wierzą w to w takim miejscu. No i jak pan sobie to wyobraża? Krzyż, altanka, tam ołtarz, a nasrane wkoło!
– No tak, ale na razie powiesiłem nie mój krzyż.
– Ale ludzie swoje potrzeby załatwiają…
– Dobrze, będę się starał.
– Czy pan widział, żeby koło kościoła było gdzieś nasrane, czy żeby ludzie sikali jak koło pijalni piwa? Przecież to Matka Boska może się obrazić na pana. Niech pan Matce Boskiej zasugeruje…
– Od razu powiem jak jest.
– No bo w końcu ktoś będzie miał pretensje do pana i zabroni panu dokonywania tych praktyk leczenia. No bo pan nie może być problemem dla miasta. Zdaje pan sobie sprawę z tego?
– Tak.
– Będzie pan przysparzał problem naczelnikowi miasta, w tym różnym służbom, potem milicji, bo będą złodzieje, kradzieże, spekulują tam już tymi miejscami, za odstępstwo biorą pieniądze, za wpuszczanie…
– Nie, nie. Jest tam porządek, od nikogo nie biorą pieniędzy.
(…)
– A pan wie, jak ludzie pana znienawidzą, zaciągną pana do sądu i będą pana okpiwać, i będą z pana szydzić?
– Ja nie chcę iść do sądu. Ja jeszcze nie byłem w sądzie i po prostu nie byłem jeszcze karany.
– Przecież nie wszyscy wierzą w to, co pan mówi.
– Tak, ja wiem, ale nieraz jak rozmawiamy, to ja mówię, jakie są sprawy. Po prostu z każdym chcę żyć dobrze.
– No, pan chyba nie wyczuwa żadnej złośliwości             z naszej strony, prawda?
– Nie.
– My pana nie atakujemy, tylko po prostu rozmawiamy, zwracamy uwagę na problemy…
– Ja się spodziewałem, że do urzędu będę wzywany, czy tutaj, na komendę. Władze muszą wiedzieć, co jest                 w mieście, tak.
– No i porządek musi być!
– No i porządek musi być, ja to wiem.
– Bo jak pan sobie wyobraża wypoczynek pańskich sąsiadów na działce? Bo będzie się chciał rozebrać, będzie chciał się opalać, umyć sobie plecy, no i inne tam sprawy, a tu nie będzie można, bo jest kupa ludzi, którzy stoją godzinami i patrzą na to. No, jak by się pan czuł na działce, jakby pana obserwowali jak małpę.
– Dobrze, zaraz pójdę do księdza. Muszę pójść na wieczór, bo oni dzisiaj po kolędzie chodzą. A wieczorem pójdę, porozmawiam, powiem, jaka jest sytuacja.
– Niech mu pan powie, że Matka Boska powiedziała, żeby pan się przeniósł do kościoła, a proboszcz, jak panu nie wyrazi zgody, to będzie w konflikcie z Matką Bożą, straci łaskę u niej.
– A to mnie może Matka Boża ukarać!
– Jak to? Jeśli pana wybrała, to pana nie będzie karać.
– Ale dlaczego? Może ukarać mnie jakąś chorobą.
– Jaką chorobą? Pan jest jej wybrańcem, to jaką panu da chorobę? Niech pan z Matką Boską rozmawia, powie, jakie są problemy             i niech Matka Boska panu tak każe, żeby pan budował tę kaplicę i miał ją w nowym kościele, bo to jest miejsce święte i tam to powinno być. A nie na takich działkach, gdzie naokoło nasrane będzie i wszyscy ludzie będą na pana tylko krzywo patrzeć, będą ginęli w wypadkach. Jeszcze do tego nie doszło.
– I lepiej, żeby nie doszło.
– Bo jak dojdzie, to wtedy zaczniemy coś robić.
– Lepiej, żeby tego nie było.
– Po to są szlabany na przejazdach, bo były wypadki. Jak nie było wypadków, nie było szlabanów.           A teraz pan będzie przenosił miejsce praktyk, jak będzie ludzka tragedia. No czeka pan na to?
– Nie czekam.
– Bo chyba nie jest intencją Matki Bożej, ani pana, by…
– Nie. Nie. Po prostu nikt nie czyha na czyjąś śmierć.
– I z jednej strony będzie pan uzdrawiał, a potem pan będzie przyczyną tego, że będą ginąć.
– Każdy chce żyć.
– A taki autokar potężny stanie na drodze, pociąg będzie pędził i huknie, i kupę tragedii, i sprzętu naniszczy.           I co wtedy będzie? I wtedy pana wezwą i zamkną.                O, taka będzie konsekwencja.
– Tak, wiem o tym.
– Bo jakby pana tam nie było, to nie byłoby tragedii. A do kościoła? Kościół jest bezpieczny, ludzie mają dach nad głową, wszystko jest rozwiązane, wokół można pójść do restauracji,               z ubikacji skorzystać.
– Ale to, co pan mówi, że już bułki chcieli sprzedawać, to nie.
– No tak, co pan myśli? Wszyscy ludzie chcą żerować na jakimś tam Domańskim, który, jak mówią, wygłupia się, ale mają okazję zarobić. Co pan myśli, że pana oceniają wszyscy jako normalnego człowieka?
– Nie, wiem, że są tacy ludzie, którzy powiedzą, że jestem nienormalny.
– No i tak mówią. (…) Ale czekaj pan, jak z tymi objawieniami?
– Po prostu przychodzi wtenczas Matka Boża. Od początku to ja się spodziewam tego objawienia.
– Ale ludzie są wtedy?
– Nie było ich wtedy. Znaki widzieli nad altanką. Promienie takie…
– Ludzie widzieli?
– Tak. Po prostu przychodzą ludzie i mówią, że widzieli. Po tym wszystkim. Ale jak jest objawienie, to nigdy nie ma w altance nikogo.
– No bo jak się drzwi otworzą, a się świeczki palą, to ta łuna zaświeca i nad altaną widać.
– Jak się dwie świeczki palą, to łuna nie pójdzie aż nad altanę.
– Czemu? Jak jest mgła, to zawsze widać. Widać to na cmentarzach, jak się świeczki palą, to jest łuna.
– Ale wtenczas, jak jest takie objawienie, to nawet mogą się świeczki nie palić. Bo nie zdążę po prostu. Jest wiele razy tak, że świeczek nie świecę. (…)
– A może panu ktoś kazał, żeby pan postawił krzyż i praktykował, żeby tam wybudowali kaplicę?
– Nie, to nie tak. Polecenie dała mi Matka Boża i ja to wykonywał, ale tak, żeby mnie ktoś narzucał, to nie. To ja nigdy bym się nie zgodził.
– Ile pan ma tych uzdrowień?
– 1660.
– Na jakie choroby?
– Tak jak mówiłem, na wszystkie choroby. Na kręgosłup, na wrzody, na raka, na egzemę. Na choroby padaczkowe, na lęki. Jedna z dzieckiem pięć lat do lekarza jeździła i dziecko normalnie, jak przyszło do altanki, to ja się sam nastraszyłem, bo nie wiedziałem, co jest. Po prostu uszy musiałem zatkać. Po drugim razie wyszła – koniec. Dziecko zdrowe, chodzi, nic nie ma. Ja sam mam matkę, ma 77 lat, też ma żylaki, to normalne. 10-15 lat ta kobita się leczyła na te rany. I lekarz mówił, co ja poradzę, to już tak będzie. Przyszła raz, tylko jej taka skórka zarosła i ani znaku nie ma.
– Ale są tacy, co byli u pana i nic nie pomagało.
– Tak.
– Czemu?<br /> – A Harris pomoże wszystkim?
– No, Harris nie jest natchniony przez Matkę Bożą.
– To nic. To trzeba mieć łaskę, żeby ktoś uzdrowiony był.
– Jakie łaski?
– Matka Boża powiedziała, że kto będzie silny w wiarę, będzie uzdrowiony. Każdy w coś wierzy. Po prostu jest skupiony na tym, że może być uzdrowiony. To siłę daje i uzdrowiony jest.
– No, ale panu nie jest głupio, jak się z pana śmieją?
– Ze mnie na pewno nie będą się śmiali.
– Ale śmieją się!
– No to niech się śmieją. Ale on się później przekona jeden z drugim.
– Jak się przekona?
– Był już taki jeden, że się śmiał. Ale później przyjdzie na próbę. Jak go dotknę, on cały jakiś taki wzruszony. I sam później przychodzi i mówi, że inni się śmieją. Ja nikogo nie posądzam. Śmiał się, niech się śmieje. Ale później wyjdzie na moje, że jednak on może nie miał racji.
– No to co, umawiamy się panie Domański, że pójdzie pan do proboszcza i…
– Pójdę, pójdę…
– Ale musi pan odstąpić od budowy tej kaplicy tam.
– No, to jest…
– Niech w kościele budują!
– Ale to dobrze…
– Niech pan  Matce Boskiej zaproponuje.
– Ja mówię, że teraz powiem, jak będzie objawienie. Jak będzie, to ja przyjdę i wam powiem, jak tam. Dobrze, umawiamy się.

Opracował: Jerzy Kamiński
[email protected]

Kategoria artykułu: Historia

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.