Każda kobieta musi to zrobić!

To już 10. edycja Marszu Różowej Wstążki. Wyjątkowa i zupełnie inna, bo bez Eli Wojdyły, organizatorki wydarzenia, od lat walczącej o to, aby każda kobieta zrozumiała, że badanie piersi to konieczność i szansa na ucieczkę przed przedwczesną śmiercią. Ona wiedziała najlepiej czym jest walka z rakiem i jak bardzo jest trudna. Bój toczyła przez wiele lat, chociaż często fizycznie brakowało jej sił, psychicznie nigdy się nie poddała i tą niezłomnością dzieliła się z innymi kobietami, które usłyszały diagnozę – nowotwór piersi. 11 października w południe na placu Zamkowym spotkali się przyjaciele Eli, członkinie Stowarzyszenia Zawsze Kobieta i młodzież, do której to wydarzenie powinno trafić najbardziej. Minutą ciszy uczczono pamięć Eli, po tym głos zabrała Anna Kaczmarek ze Stowarzyszenia Zawsze Kobieta. – Nie spotkalibyśmy się tutaj, gdyby nie Ela, która była nie tylko organizatorem wielu inicjatyw, ale przede wszystkim była olbrzymim wsparciem dla kobiet. To była przyjaciółka, która reagowała natychmiast, jeżeli którakolwiek z nas sygnalizowała, że ma ten problem. Ja jestem jedną z nich. Natychmiast pospieszyła mi z pomocą, za co do końca swojego życia będę jej szalenie wdzięczna. To był anioł opatrzności, nigdy nie pozostała obojętna. Ani na moment nie zaprzestała działalności, była niezwykle dzielna. Wiele razy mówiłyśmy, żeby zwolniła, zajęła się sobą, ale była oddana idei do końca. To było motorem jej życia. Nigdy nie usłyszałam od niej – nie dam rady, już nie mogę. Ostatnie chwile, kiedy już rzeczywiście nie mogła i była przykuta do łóżka, były dla niej bardzo ciężkie.
*
Anna Kaczmarek podkreśliła to, co zawsze mówiła Ela – jak ważne są samobadanie, badanie USG i mammografia. – Rak piersi to nie jest wyrok, to hasło towarzyszy nam od dawna, wiele z nas przeszło tę chorobę, udało nam się ją pokonać, bo jest to jeden z najbardziej uleczalnych nowotworów, ale oczywiście wcześnie wykryty… – dodała.
*
Agnieszka Sawczyńska, organizatorka akcji „Daję głowę”, rodzinnie związana z Elą zwróciła się do młodzieży, prosiła, aby podnieśli głowy znad smartfonów i uważnie słuchali. – Nie jest prawdą, że nastolatki nie mają raka piersi, że nie muszą robić badań usg! – mówiła. – Same badajcie piersi raz w miesiącu, bo to nie są żarty! Ani pieniądze, ani fajny dom, ani super ciuchy, nie uratują was przed tym. Jak przyjdzie choroba, to musicie być gotowe. Profilaktyka jest pierwszym najważniejszym celem dla dziewczyn. Nie włosy, nie tipsy, nie paznokcie, tylko własne piersi, własne ciało. To też dotyczy chłopaków! Mimo, że ta impreza jest powiązana z rakiem piersi, to chłopcy od 15 roku życia mają już duże prawdopodobieństwo zachorowania na raka jądra. Trzeba badać jądra! Nauczcie się tego z filmików z Youtuba, zapytajcie mądrych ludzi, lekarzy, nauczycieli, róbcie to sami, bo wy najlepiej znacie swoje ciała i macie największą siłę, aby się ratować. Gońcie swoje mamy na usg, do ginekologa i gońcie swoich ojców na badania prostaty. Tylko w was jest siła, nie w szkole, nie w ulotkach, nie w centrum onkologi i nie u lekarza. Tam wam nikt nie pomoże, jeśli sami nie zareagujecie w odpowiednim momencie. Jeżeli po dzisiejszym marszu chociaż jedno z was się zbada i będzie z tego efekt, bo powie znajomym, rodzinie, aby też to zrobili, to ja będę szczęśliwa, będę wiedziała, że działania fundacji „Daję Głowę” mają sens i o taki sens chodziło też Eli. Nie zgodzę się z tym, że przegrała walkę z chorobą, ona poszła tam, gdzie już ją nie boli. Jej misja musi być kontynuowana, bo przepracowała dużo dużo lat, aby pomagać ludziom.
*
Sawczyńska przypomniała, że pierwsza edycja akcji „Daję Głowę”, która od 2014 roku organizowana jest na placu Solnym we Wrocławiu – odbyła się specjalnie dla Eli Wojdyły. Podkreśliła, że nikt nie spodziewał się wtedy tak ogromnego odzewu (przyszło 987 osób). Wspominała, że trzymała kciuki, aby pojawiło się 100 lub 200 osób, które na znak solidarności z chorymi na raka ogolą głowę, a włosy przekażą na peruki. – Kolejny rok choroby pozbawił Elę włosów, była totalnie łysa i chyba dość bliska załamania – mówi Sawczyńska. – Tu nie chodziło o pieniądze, ani o to, aby zrobić zbiórkę i dać jej kasę na leczenie. Chodziło o to, aby postawić ją na nogi psychicznie i wraz z moją przyjaciółką i dziewczynami z Oławy, wpadłyśmy na pomysł, aby zrobić akcję „Daję głowę”, inspirowaną akcją ze Skandynawii, gdzie koleżanki widząc, że ich przyjaciółka jest bez włosów ogoliły się na łyso. Dla Eli ta akcja okazała się petardą, odzew był gigantyczny, zebraliśmy masę warkoczy i kitek na peruki.
***
W poprzednich edycjach marsz był wzbogacony o dodatkowe inicjatywy. Członkinie Stowarzyszenia Zawsze Kobieta mówiły, że tym razem jest skromniej, bo odeszła Ela, która czuwała od początku do końca nad wszystkim, dodały, że za rok liczą na wsparcie, bo misja Eli musi być kontynuowana.
Tekst i fot.: Agnieszka Herba
















































Kategoria artykułu: Aktualności

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

reklama

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Dodając komentarz akceptujesz regulamin portalu.