Gazeta.olawa.pl
  • USTRZEL KACZKĘ DZIENNIKARSKĄ

    USTRZEL KACZKĘ DZIENNIKARSKĄ

    To już druga edycja turnieju strzeleckiego dla dziennikarzy z Dolnego Śląska. Rok temu strzelało ok.20 przedstawicieli kilkunastu dolnośląskich redakcji. Przegapiłeś? Nie szkodzi... więcej...

Sonda
Kreską...
Najnowsze ogłoszenie
Użytkownik

My z "brukowca"

- Gadzinówka, szmatławiec, brukowiec - to tylko niektóre "grzecznościowe" zwroty, którymi czasem raczą nas Czytelnicy. Za wszystkie słowa na nasz temat oczywiście dziękujemy, choć nie zawsze nadają się do druku. Dziś jest okazja, by do nich sięgnąć i... opublikować

Napisaliśmy kiedyś o kimś. Więc odpisał: - Na szczekanie jednego burka nie warto odszczekiwać, bo być może rozszczekają się wszystkie kundle w okolicy - odpisał bohater tekstu, a jednocześnie pewnego aktu oskarżenia. - Trzeba brać z życia co się chce, możliwe że taka okazja trafi mi się nieprędko, choć z innej strony "publikowanie się" w waszym brukowcu uwłacza mojej osobie. Walką z wiatrakami określiłbym odpisywanie ci dziennikarzyno - masz mentalność psa bądź rury, wytłumacz to sobie, jak ci się rzewnie podoba. Zbyt nisko mnie cenisz, jeśli sądzisz, że dla marnych kilkudziesięciu lub set milionów mógłbym parać się tak zawiłym przekrętem natury gospodarczej. Podnieś nieco poprzeczkę - również sobie - a kto wie, może zdradzę ci sekret...

 

Ale nie wszystkie listy są aż tak "sympatyczne". Czasem nawet ktoś dziękuje, co wciąż wywołuje wyrazy zdziwienia: - Dziękuję Panu za wszystkie Pańskie artykuły "Na języku" - dla mnie mądre i rzeczowe. Życzę Panu dużo zdrowia i - rób Pan swoje! Bywa nawet tak, że Czytelnicy autentycznie wierzą w moc sprawczą gazety, bez względu na temat: - Przekonawszy się, że często Wasze uwagi na temat wyglądu naszego miasta odnoszą skutek, postanowiliśmy i my zwrócić się do Was, a nuż pomoże. Sprawa dotyczy kanału ściekowego... Czasem stosunek do gazety zmienia się co parę lat. - Jestem urzędnikiem - pisze kolejny Anonim. - Piszę do was, choć do niedawna nawet nie czytałem gazety. Powód był taki, jak u innych, a mianowicie nie znajdowałem w tej gazecie nic dla siebie. Każdy miał już dość tych waszych pseudosensacji. Byliście po prostu brukowcem. Jakiś czas temu dotarła do mnie wiadomość, że wreszcie zaczęliście pisać o normalnych ludziach i szczególnie dla kobiet. Postanowiłam kupić waszą gazetę. Kupuję ją już miesiąc... Jednak nie wszyscy: - Gazeciarze z "GP-WO" w dalszym ciągu kłamią, stosując metodę terrorystyczno-plotkarską - przeczytaliśmy w jakiejś ulotce. - Jako monopoliści na rynku ogłupiają społeczeństwo. Obecnie szkalują tych, co chcą coś pozytywnego zrobić dla społeczeństwa i to jednakowo z prawej, jak i z lewej strony politycznej, co może świadczyć o ich woli zdobycia władzy metodami faszyzującymi.

 

Gdy kilka lat temu prześmiewczo opisywałem moją wizytę u prezydenta Kwaśniewskiego, jedną z fotografii podpisałem: "Ten mały, który patrzy prosto w mój obiektyw, to Wasz (Nasz) prezydent". Odpowiedź czytelniczki: - Z tego artykułu wynika, że jego autor na pewno ma mniejsze wykształcenie aniżeli Pan Aleksander Kwaśniewski, bo i gdzie to wykształcenie w Oławie miał zrobić? Na "małego" to się mówi "ch...", a Pan Prezydent taki nie jest i nie muszę się wstydzić jego zachowania ani wykształcenia. Sam sobie radzi z obcymi językami nie gorzej od Papieża". l Kilka lat temu, gdy w naszej gazecie głośna była sprawa jednego z oławskich księży proboszczów, oburzona parafianka ostro wzięła się do ratowania jego publicznego wizerunku: "Dostojny Panie redaktorze! Każdy grzech i bliźnierstwo będą odpuszczone ludziom, ale bluźnierstwo przeciw Duchowi nie będzie odpuszczone...".

 

Skoro już jesteśmy przy tematach religijnych, nie sposób nie wspomnieć licznych reakcji na teksty dotyczące Kazimierza Domańskiego: "Panie redaktorze X, szkoda wielka, że nie był pan w Lourdes, w Fatimie czy w La Salette. Wielka strata. Jak wielka, to wynika z Pańskiego artykułu. A podróże kształcą. Mam nadzieję, że w wieku emerytalnym znajdzie Pan czas, żeby uzupełnić te zaległości. Lepiej późno, niż wcale!"

 

Innym razem temat wiary wrócił, gdy wydrukowaliśmy tekst o pewnej parze, która leczy niekonwencjonalnymi metodami. - Jakiego jest Pan wyznania? - pisała oburzona Czytelniczka. - Przepraszam, że pytam tak osobiście, ale skoro pisze Pan na osobiste tematy ludzkie, więc chyba nie uważa Pan tego pytania za obraźliwe. Fifty, fifty, powiedział kiedyś pewien Polak murzyńskiego pochodzenia. Ponieważ nie stać mnie na procesowanie się z panem X, wybaczcie, że pisząc te słowa prawdy, nie podam swojego nazwiska...

 

Inne powody niepodpisania się pod listem miał Czytelnik, podpisujący się mianem Michał Toporny: - Nie mam zaufania do rodzaju wolności ani do "państwa prawa", którego, jak sądzę, jesteście byłymi już gloryfikatorami - ocenia nas, a jednocześnie otaczającą go rzeczywistość. - Uważam, że nie ma gorszej niewoli jak świadomość, że jeden telefon wystarczy, aby pozbawić człowieka pracy i skazać go na nędzę i upodlenie. Tak mogłoby stać się w moim przypadku. I choć do strachliwych nie należę, tego jednak się boję, gdyż mam bezrobotną żonę i dzieci, których z ogromnym trudem muszę utrzymać.

 

Niektóre anonimy docierają do nas w formie ulotek, są więc być może jeszcze gdzieś kolportowane. Tak było na przykład z ulotką"Zamienił stryjek siekierkę na kijek", -zapisano 10 pytań, "na które burmistrz powinien odpowiedzieć publicznie". Autorem ich był "pluton sanitarny miasta Oławy", który zakończył ulotkę stwierdzeniem: "Tego nie będzie w gazecie". I nie było. Czasem spełniamy życzenia naszych Czytelników.

 

Piszą o wszystkim. Skarżą się, donoszą, sugerują. Najczęściej nie podpisują się. Dlaczego? - Chwyciłem za pióro, bo mnie trochę poniosło - pisze Czytelnik. - Oczywiście może Pan, Panie Redaktorze, to całe moje pisanie wyrzucić, nie czytając, prosto do kosza. Przecież to anonim. A wy takowych nie czytujecie, a tym bardziej nie drukujecie. Trele-morele. Jak mogę napisać coś na burmistrza i jeszcze się pod tym podpisać?! To tak, jakbym się ustawił na linii strzału. Do odstrzału. I niech mi Pan nie mówi o tajemnicy, o zachowaniu nazwiska do wiadomości redakcji. Bzdura. Napisałem prawdę, albo tak, jak to czuję. A co Pan z tym zrobi, obojętne. Musiałem to komuś napisać.

 

Gdy kilka tygodni temu ośmieszyliśmy oficjalną stronę Urzędu Miejskiego, gdzie internauci mogli wypisywać co im się tylko podobało, również na granicy prawa, odzew był natychmiastowy. - Nie będzie nam Gazeta Powiatowa pluła w nasze forum - pisał jeden z rozeźlonych Czytelników, i to nawet pod własnym nazwiskiem. - Z pełnym szacunkiem dla naszej Gazety stwierdzam, że powinna ona powrócić do dwukrotnej lub jednokrotnej edycji w miesiącu. Strony redakcyjne kuleją pod względem treści, nie ma o czym pisać i dlatego wynajduje się czasem na siłę jakieś problemy, które zamiast wzmianki prasowej rozrastają się do sporego artykułu. Nie sprzyja to popularności gazety, która choć utrzymuje, czy nawet powiększa, nakład (niejednokrotnie dzięki wkładce telewizyjnej), coraz częściej określana jest mianem brukowca, a jej pracownicy przekształcają się z dziennikarzy w pismaków. Jako dwutygodnik lub miesięcznik gazeta byłaby ciekawsza, nie trzeba byłoby drukować bzdetów do zapchania numeru, chyba że ktoś rzeczywiście pasjonuje się sportem na poziomie klasy C i treści sportowo-rolnicze- zabierające lwią część tygodnika - rajcują go (ciekawe, gdzie spostrzegawczy autor tego wpisu widział u nas treści rolnicze! No, ale to internauta, oni rzadko czytają, częściej przeglądają). Reklamy i strona motoryzacyjna to temat na oddzielną dyskuję. Faktem jest jednak, że pomimo "zwapnienia" gazety i coraz bardziej widocznego skomercjalizowania jej kosztem treści - nadal pozostaje ona najlepszym oławskim tytułem. I tak od 15 lat. Raz ganią, raz chwalą... Jerzy Kamiński

 

(tekst pochodzi z "Gazety Jubileuszowej" - listopad 2005) rys.: G. Pepaś

drukujwróć