reklama

Córki oraz synowie Rozalii i Piotra

Było takie spotkanie

Listopadowy wieczór, dźwięk telefonu, dzwoni kolega z liceum Michał Mazur. Po wstępnych uprzejmościach mówi, iż oławskie Stowarzyszenie Miłośników Kresów Wschodnich dla celów dokumentacyjnych zbiera przy pomocy ankiet informacje o żyjących, a także zmarłych mieszkańcach Oławy, przybyłych do niej w latach czterdziestych minionego wieku wskutek ekspatriacji. Pozytywnie odpowiedziałem na pytanie, czy zechcę taką ankietę wypełnić. Po dziesięciu dniach odesłałem wypełniony arkusz z pytaniami

Telefon od Michała i wypełnienie formularza przypomniały mi o dwóch faktach. Jednym bardzo odległym, sprzed 60 lat, i drugim – bliższym. Ten odległy to rozmowa z moją o rok młodszą koleżanką ze Zwierzyńca – Józefą, która zwierzyła mi się kiedyś, że bardzo podoba się jej mój kolega z klasy – Michał. Nigdy mu o tym nie powiedziałem i mam głębokie przekonanie, że zrobiłem dobrze.

Fakt drugi to spotkanie kołomyjan-oławian z rodziny Karg w 1979 roku. Pisałem o nim w Biuletynie Informacyjnym Wrocławskiego Oddziału Miłośników Kołomyi „Pokucie” nr 37 z kwietnia 2011 r. Pozwolę sobie przytoczyć fragmenty wspomnień:

Reklama

*
Śledząc z oddali prężne działania środowiska kołomyjan we Wrocławiu, skupionego w Oddziale Miłośników Kołomyi „Pokucie”, a także widoczne u jego członków dążenie do utrzymywania kontaktów, spotykania się, wspólnego odwiedzania Kołomyi – sądzę, że źródło tego ze wszech miar pozytywnego i pożądanego zjawiska socjologiczno-psychologicznego tkwi między innymi w bardzo silnych więzach rodzinnych i środowiskowych kresowian.

Do tej oceny skłania mnie m.in. przykład mojej rodziny ze strony matki – Marii Piskozub z domu Karg. To potomkowie: dzieci, wnuki i prawnuki Rozalii i Piotra Kargów (w Kołomyi zamieszkiwali przy ul. Legionów 176) postanowili w 1979 roku zorganizować zjazd rodzinny.

Rodzina była liczna, dziadkowie mieli pięciu synów i siedem córek. Odmiennie potoczyły się ich losy w 1945 r., bo każdego z braci rzuciły w inne strony Polski, zaś siostry, lgnące do mamy, wraz z nią przybyły do Oławy, która od początku była centrum pobytowym rodziny Kargów. To tutaj w miarę regularnie przyjeżdżali bracia z rodzinami, by odwiedzić matkę i siostry.

W mieszkaniu babci przy ul. Krótkiej, tuż obok Rynku i ratusza, w każde święta Bożego Narodzenia, a także Wielkiej Nocy, spotykali się wszyscy kołomyjscy Kargowie, zarówno ci z Oławy, jak i przyjezdni. Tu dzieliliśmy się opłatkiem lub jajkiem, jedliśmy kutię lub szynkę (jeśli udało się ją kupić), kolędowaliśmy lub śpiewaliśmy pieśni wielkanocne.

Z Oławy wyjechałem w roku 1958, ale odwiedzałem rodzinę i miasto po kilka razy w roku. Niestety, w miarę upływu lat robię to coraz rzadziej, ale do tej pory jestem tu raz lub dwa w roku. Najczęściej zatrzymuję się u brata ciotecznego Floriana Karga i siłą rzeczy z nim najczęściej i najdłużej przebywam. W czasie jednego ze spotkań i wspominek zrodziła się myśl zorganizowania spotkania członków rodziny, wszystkich potomków Rozalii i Piotra.

Początkowo sądziłem, że choćby ze względów logistycznych pomysł nie ma szans realizacji, ale muszę przyznać, że nie doceniłem talentów organizacyjnych ciotecznego brata. Florian to dusza naszego licznego rodzeństwa, to on umacnia rodzinne więzy, zażyłości, organizuje pomoc w najróżniejszych sprawach, a przy tym, co nie jest bez znaczenia, jest przystojniakiem podobającym się płci pięknej.

Florian zabrał się energicznie do dzieła, ustalono datę zjazdu na maj 1979 r. dokonano podziału ról, każdy z Kargów-oławian opiekował się jednym z Kargów przyjezdnych. Wydrukowano zaproszenia, rozesłano je i czekaliśmy na ustaloną datę.

W maju frekwencja dopisała, spotkały się trzy pokolenia kołomyjan i ich potomków z Oławy, a także Wrocławia, Ząbkowic Śląskich, Drezdenka, Procynia, Szczecina, Łodzi i Warszawy, w sumie około 55 osób.

Spotkanie rozpoczęło się w godzinach popołudniowych mszą świętą w intencji dziadków Piotra i Rozalii oraz pozostałych zmarłych członków rodziny. Mszę odprawiał proboszcz ks. Franciszek Kutrowski, również Kresowianin, wielce zasłużony dla mieszkańców i miasta Oławy.

Po mszy świętej uczestnicy udali się do restauracji Ratuszowa, gdzie zaplanowano uroczysty bankiet. Początkowo atmosfera była poważna, wszyscy mieli jeszcze w pamięci nabożeństwo, jednak w miarę upływu czasu, a także, nie ma co ukrywać, ubytku trunków, atmosfera stawała się coraz bardziej biesiadna, ale o przekroczeniu norm kulturalnego i godnego zachowania nie było mowy.

Od spotkania kołomyjan z rodziny Kargów i ich potomków minęło ponad 30 lat. W tym czasie odeszło do Pana 20 osób, naszych krewnych, uczestników zjazdu. Ich świętej pamięci te wspomnienia dedykuję. Jest wśród nich też moja mama – Maria Piskozub.

Mamo, zawsze o Tobie pamiętam i o tych kołomyjskich przykazaniach, których mnie uczyłaś. Zawsze byłaś najukochańsza, nadal Cię kocham i bardzo mi Ciebie brakuje.

*

Tak pisałem prawie 6 lat temu. Od owego czasu odeszli od nas kolejni bliscy. W tej chwili cieszy się życiem sześcioro Kresowian, w tym dwoje oławian. Pięć pań i jeden pan (właśnie ja). Czworo z nich to kałuszanie, a dwoje – kołomyjanie.

Kolejnego spotkania nie będzie, minęło zbyt wiele lat i ubyło sporo sił.

Prawnukowie i praprawnukowie Rozalii i Piotra zajęci pracą, troską o rodzinę i codziennymi kłopotami, a nad to już znacznie mniej związani emocjonalnie z Kresami nie podejmą trudu organizacyjnego, o co absolutnie nie wolno ich winić.

Przywołana na wstępie rozmowa z Michałem miała jeden istotny walor, bowiem wspomniał o tym, iż oławscy Kresowianie i ich potomkowie zbiorą się w styczniu na spotkaniu opłatkowym. Zapytałem, czy czynią to również wiosną na spotkaniu przy jajku. Odpowiedź zasmuciła mnie, brzmiała: „Nie”, a chciałem się na nie wprosić. Drodzy oławianie-Kresowianie, a może zmienicie zdanie. Oława to przecież miasto ludzi otwartych, przyjaznych, serdecznych i uczynnych. Wiem o tym nie tylko z lat mojej młodości, ale także z doświadczeń aktualnych. Dowody czy przykłady można mnożyć: mój były sąsiad, a obecny bliski znajomy Waldemar ze Zwierzyńca, dzięki któremu mogę odwiedzać „stare kąty”, profesor Eugeniusz – przyjazny i otwarty dla swoich uczniów sprzed dziesięcioleci, pani Małgorzata, która znacząco pomogła mi przy pisaniu wspomnienia o mojej wychowawczyni, pan Jerzy –  prekursor pojednania dwóch społeczności oławskich: polskiej i niemieckiej, które doświadczyły tej samej traumy przymusowego wysiedlenia, doktor Bożena, która nadzwyczaj skutecznie i trwale uzdrowiła mnie z dolegliwości, a wizytę u niej do dziś mile wspominam, czy wreszcie moja rodzina, moje koleżanki i moi koledzy ze szkoły podstawowej i liceum.

Takie wielkanocne spotkanie to byłaby okazja zobaczyć i uściskać moich kolegów z klasy licealnej – Kresowian z urodzenia: Michała Mazura rodem z Podhajców nad rzeką Kropiec, miejsca znanego z dwu zwycięskich batalii stoczonych przez hetmanów Jana Sobieskiego i Feliksa Potockiego z siłami tatarsko-kozackimi. Podhajce to też miejsce urodzenia wybitnego polskiego aktora Tadeusza Łomnickiego. Liczyłbym też na spotkanie z Ryszardem Olejnikiem – rodem ze Stanisławowa, miasta powszechnie znanego, bo wojewódzkiego, choć chyba nie wszyscy wiedzą, że to właśnie w nim w 1907 r. powstało pierwsze na ziemiach polskich kino i to na 200 miejsc. Ryszard zaś to prawdopodobnie jedyny po 1955 r. junak „Służby Polsce”, uczeń naszego liceum, odbywający służbę w czasie wakacji w Strzelcach Krajeńskich. Do tej pory nie wiem, jak to się stało, że jako jedyny miał „okazję” założyć mundur junaka. Pytany przeze mnie, czy nie czuł się skrzywdzony, ku mojemu niemałemu zaskoczeniu odpowiedział, że jego życiową dewizą była i jest zasada: „Kiedykolwiek, cokolwiek w życiu robiłem lub robię, wyznaczam sobie cel mojego działania i ma on służyć ludziom”. Fakt pozostaje faktem, iż to nasz najstarszy „mundurowy”.

Piszę o „jajku”, gdyż byłym oławianom-Kresowianom znacznie łatwiej przybyć do Oławy w kwietniu, niż w styczniu.

Być może oczekuję zbyt wiele, ale przecież próbować zawsze można, wszak to próby napędzają rozwój cywilizacji, kultury i świata.

z kresowym pozdrowieniem

„To daj Wam Boziu zdrowi”

Zygmunt Piskozub

Ryszard Olejnik z okresu służby w SP

Kategorie: Historia

Tagi: ,,,,,,,,

Komentarzy (1)

  1. Fajnie taj sie zobaczyc z miloscia z podstawowki.
    Gdzie sluzy zycia otworzyly gardla zycia i sie posypalo.
    Start i gonitwa do celu.
    Kiedy kurz opadl i sie czlowiek zadumie,to milo sie zobaczyc i pidyskutowac o bledach w zyciu.
    Dobry artykul

    Komentarz

Napisz komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.