Jeszcze jeden blog WordPress

Piotrek chodzi!

maj 19th, 2011 Posted in Bez kategorii | Brak komentarzy »

Moja córka zapisała tę datę w swoim kalendarzu “Hello Kitty” - 17 maja 2011 - pierwsze samodzielne kroki Piotrka.  

To było tak, jakby nagle coś się odblokowało. Postawiłam Piotrka na środku pokoju, a on poszedł. Tak po prostu. Zabawnie wyglądało to, jak sam był zdziwiony, że chodzi. Chodził tam i z powrotem, ciągle próbując. Machał rączkami, śmiejąc się w głos. Radość chodzenia.  Potem zaprezentował swoje nowe umiejętności babci i dziadkowi na podwórku. Był bardzo z siebie zadowolony.

Patrząc na moje najmłodsze dziecko, przypomniałam sobie, jaką radość daje nauka czegoś nowego. Gdy mój starszy syn nauczył się czytać, czytał wszystkie szyldy, napisy na sklepach, plakaty, ogłoszenia. Składał litery i z dumą oznajmiał, co jest napisane. Teraz cieszy się z samodzielnych kroków młodszego brata.  - Gdy zobaczyłem, jak Piotruś chodzi, to się wzruszyłem i prawie się popłakałem - powiedział mi wieczorem mój ośmiolatek. 

Ja też się cieszę, ale - jak wiadmomo - kij ma dwa końce. Teraz już nie mogę spokojnie wypić kawy na dworze, bo muszę biegać za Piotrkiem. W wózku posiedzi - ale nie za długo. Nie ma to jak na własnych nogach!

W tym roku raczej nie poleżę spokojnie na plaży…

Dziecko się boi

maj 13th, 2011 Posted in Bez kategorii | Brak komentarzy »

Jak widać, nawet wychowanie w bardzo religijnej, katolickiej rodzinie, nie ustrzeże dzieci przed stresem związanym z I Komunią. Panie Tomku, znam te strachy z własnego doświadczenia. Przeżyłam to rok temu. Mogę powiedzieć tylko - już niedługo będziecie to mieli za sobą, ale nie wiem, czy nie będzie to niestosowne.

Na pewno będzie to prawdziwe. Ja na przykład odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że moje wystraszone dziecko nie rozpłakało się przed przyjęciem Komunii, nie zemdlało, nie uciekło w panice z kościoła. A było ciężko. Szczególnie w dzień spowiedzi. Już myślałam, że nic z tego. Płacz, nerwy, stan podgorączkowy, pierwszy tak duży stres w życiu. Najbardziej bała się, że zapomni jakiejś formułki. Na nic się zdały tłumaczenia, że ksiądz pomoże, że przecież wie, że to pierwszy raz w życiu. Myślałam, że oszaleję, a jednocześnie tak bardzo było mi szkoda córki. Nie umiałam jej pomóc. Jakoś poszło z pomocą syropu na uspokojenie. W dzień Komunii było prawie to samo. Zapłakana pojechała do kościoła. Czego bała się tym razem, nie wiem, bo nie miałam czasu pytać.

Rozmawialiśmy o tym w redakcji i przypominaliśmy sobie swoje pierwszokomunijne nerwy. Kolega denerwował się zbyt eleganckim ubraniem i wizytą u fryzjera, koleżanka jeszcze czymś innym. Ja najbardziej bałam się, że niechcący przegryzę Ciało Chrystusa, poleci z niego krew i pójdę do piekła. Takie strachy 9-letniego dziecka, nie były bezzasadne. Wiejski ksiądz opowiadał nam o karach boskich, które spadały na ludzi, którzy sprofanowali święty opłatek. Jedna opowieść była szczegolnie drastyczna, ale chyba lepiej będzie, jeżeli nie będę jej przytaczała. Zawsze byłam niejadkiem, a przed Komunią tym bardziej nie chciałam jeść, bo uczono mnie, że nie wolno. Obawa, że zamdleję w kościele, była uzasadniona. Mimo tego, swoją Komunię wspominam dobrze i chciałabym, aby moje dzieci również ją tak wspominały.

Sztuka chodzenia

kwiecień 19th, 2011 Posted in Bez kategorii | 2 komentarzy »

Piotruś, jak przystało na prawie dwuletnie dziecko (jak to szybko zleciało), doskonali sztukę chodzenia.  Samodzielnego chodzenia, choć do doskonałości jeszcze daleko. W domu - przytrzymuje się mebli, ścian, pomaga sobie na kolanach. Jest bardzo ostrożny, czasem wydaje mi się, że nawet za bardzo. Zrobi samodzielnie trzy kroki i asekuracyjnie siada na podłodze. Wstaje, szuka podparcia. Nigdy się przewrócił, nie uderzyl, dokładnie sprawdza grunt, zanim zdecyduje się na samodzielny krok. - Powinien już dawno chodzić - mówią niektórzy. Łatwo powiedzieć! Co mam mu zrobić, żeby zadowolić innych? Zwłaszcza, że dziecko jest zdrowe i niczego mu nie brakuje. Argument, że inne dzieci już w tym wieku chodzą, jest słaby i doskonale mi znany. Nie jest to przecież moje pierwsze dziecko.

Piotek trzyma pion i równowagę, ale chyba jeszcze się boi. Dlatego zauważyliśmy, że warto zadziałać “psychologicznie”. Dajemy mu do rączki koniec kawałka wełny, drugi trzymamy i idziemy. Dziecko idzie, jak gdyby nigdy nic. Przyspiesza, równo stawia kroki. Czuje się bezpiecznie. Poczucie bezpieczeństwa jest ważne dla każdego, niezależnie od wieku.

Ponieważ Piotruś uwielbia przebywać na świeżym powietrzu, ćwiczymy chodzenie na dworze. Tam jest znacznie odważniejszy. Ciąga mnie po podwórku, po trawie, błocie, wszędzie, gdzie się da. Lubi pchać swój wózek, samodzielnie. Czasem łapie za przednie koło i idzie tyłem. Nie powiem, żeby to było wygodne, ale dziecko ma frajdę i próbuje czegoś nowego. Jazda w roli pasażera na dłuższą metę zaczyna go nudzić.

Niedługo czekają nas drugie urodzinki. Już jedna impreza urodzinowa - kwietniowa starszego syna - za nami. Teraz kolejno czerwiec i sierpień.

Kto się poświęca?

kwiecień 14th, 2011 Posted in Bez kategorii | 4 komentarzy »

Gdy byłam mała, często słyszałam stwierdzenie (głównie od Babci), że “trzeba nieść swój krzyż”. Rozumiałam to tak, że mamy godzić się  na to, co Bóg nam zsyła, w pokorze znosić wszystkie razy od życia, robić zawsze to, czego od nas wymaga obyczaj, tradycja, niepisane porozumienie społeczne, jasno określające sposób życia, zwłaszcza na wsiach.  Z wiekiem, było mi coraz ciaśniej w tym klimacie. Zaznaczam, że było to wiele lat temu, a od tego czasu zmieniły się i wieś i Polska i świat.

Abstrahując od kwestii religijnych, bo to sprawa osobista każdego, coraz mniej rozumiałam takie podejście do życia, zwłaszcza, że w wielu przypadkach krzywdziło kobiety.  Nie można się rozwieść z mężem-pijakiem, który niszczy życie żony, dzieci i wszystkich wokół, bo - po pierwsze - co ludzie powiedzą, po drugie - co powie ksiądz, jak przyjdzie po kolędzie (przysięgam, słyszałam taki argument), a po trzecie właśnie - “trzeba nieść swój krzyż”.

Czasy się zmieniły, ale coś w podświadomości każe analizowac każdy krok, czy aby nie chcemy zrobić sobie za dobrze, żyć za wygodnie, czerpać zbyt wiele radości z życia. Jechać do kina, czy nie jechać? A może lepiej zostać i sprzątać całą sobotę, jak nakazuje niepisana tradycja? Zostawić dzieci, zamiast poświęcić im swój czas? A po co mi ta książka, czy mężatki z dziećmi mają prawo czytać? (moja znajoma mówi, że jej mąż nie lubi, kiedy ona czyta). No jasne, lubi za to, kiedy lata ze ścierką i na kolanach pastuje podłogi!

Ciągle się zastanawiam, czy nie zrobiłam czegoś źle, niewystarczająco. Zwłaszcza, jak słyszę, że jak się ma  dzieci, to matka powinna się im poświęcić. No właśnie. W jakim sensie? Nie pracować i od rana do nocy sprzątać i zajmować się tylko lekcjami i problemami dzieci. A co zrobimy, jak dzieci wyjdą z domu? Jaki będzie wtedy sens naszego życia? Będziemy żyły ich życiem w roli upierdliwej mamusi, która wszystko wie i kontroluje? Mam wątpliwości.

Brzydkie kaczątko

marzec 31st, 2011 Posted in Bez kategorii | Brak komentarzy »

Warto przeglądać zeszyty szkolne naszych dzieci. Nie tylko dlatego, żeby zobaczyć punkty, które otrzymują.

Pod datą 14 marca w zeszycie do języka polskiego w klasie III dziesięcioletnie dzieci napisały po lekturze “Brzydkiego kaczątka”: Małe łabędziatko czuło się osamotnione, ponieważ nikt nie chciał się z nim bawić. Było ono przygnębione i smutne, gdy je wyśmiewano i wyszydzano. Czuło ból i strach, kiedy na podwórku inne ptaki dziobały, kopały je i poszturchiwały. Brzydkie kaczątko było zrozpaczone, więc postanowiło uciec z podwórka.  TOLERANCJA. Zwierzęta z podwórka nie były tolerancyjne. Ludzie także bywają nietolerancyjni.

Spodobało mi się to, co przeczytałam i dało do myślenia. Gdy córka pisała w domu, dlaczego ptaki nie lubiły brzydkiego kaczątka, dała jasną odpowiedź bo było inne od nich. Jakie to proste. Kaczątko uciekło z podwórka.

Tak to się często kończy. Ucieczki mogą być różne, także takie, z których się już nie wraca. Potem są marsze milczenia przeciwko przemocy, przygnębieni uczniowie, potrzebujący pomocy psychologa, zaniepokojone grono pedagogiczne, relacje we wszystkich mediach, ubolewanie, żal. “To był w sumie miły chłopak”, “Dobrze się uczyła”, “To straszne”, “Pewnie nieszczęśliwa miłość”, “Policja bada przyczyny”, ”System jest niewydolny”, “Potrzebne są zmiany”.

Bunt dwulatka. Czy to już?

marzec 17th, 2011 Posted in Bez kategorii | 3 komentarzy »

Kiedyś koleżanka, która ma małe dzieci, powiedziała mi o buncie dwulatka. Jakoś nie chciało mi się uwierzyć, że taki maluszek, słodkie baby może się buntować.

Dziś wiem, że to jest możliwe. Piotrek skończy dwa lata w czerwcu. Buntuje się coraz ciekawiej. Oczywiście, trudno to nazwać buntem, ale na pewno są to początki wyrażania swoich oczekiwań, swojego zdania i próba samodzielnych działań. Gdy nie chce jeść, odpycha łyżkę, odwraca się, próbuje uciec z krzesełka. Gdy chce na ręce, to trzeba go wziąć, chyba że chce się słuchać odgłosów “wymuszania”. To nie płacz, ale coś bardziej denerwującego, cos pośredniego - takie jęczenie (matki wiedzą o co chodzi). Dwulatek próbuje wszystko robić sam - ubiera buty, majtki na głowę, rękaw od swetra na nogę. Sam układa samochodziki w równym rzędzie i potrafi się nimi długo bawić, pod warunkiem, że nikt mu nie przeszkadza. Często się obraża. Kładzie się na brzuchu na podłodze, albo na kanapie, chowa głowę pod poduszkę, zamyka oczy. Wtedy najlepiej zostawić go w spokoju. Gdy dzieci go zdenerwują, okłada je swoimi małymi rączkami, zaciskając przy tym zęby. Wiem, czego chce, nie lubi długo siedzieć w wózku, uwielbia chodzic po schodach.

Specjaliści radzą, żeby nie złościć się na nasze zbuntowane dziecko, ignorować jakieś napady gniewu czy sceny sklepowe typu tupanie nogami, płacz, bo mama nie chce kupić misia. Na szczęście nigdy nie miałam z żadnym ze swoich dzieci problemów w sklepach. Tam po prostu decydują rodzice. I już.

Dzień Kobiet bez obciachu

marzec 8th, 2011 Posted in Bez kategorii | 3 komentarzy »

Z Dniem Kobiet jest trochę tak, jak z Walentynkami. Niby jest to święto, ale co to za święto… Wielu mówi, że nie nasze. Jedno amerykańskie, a drugie - Dzień Kobiet - jeszcze gorzej - “komunistyczne” (taki argument słyszę najczęściej).

 Amerykańskie kobiety zapoczątkowały to święto w 1909 roku dla upamiętnienia strajku pracownic przeciwko złym warunkom pracy. Właściciel fabryki, w której pracowały, zamknął strajkujące kobiety w budynku. Potem wybuch pożar, w którym zginęło ponad 100 kobiet.

To, że PRL ośmieszył Dzień Kobiet, poprzez rozdawanie rajstop trzeciego gatunku i nagradzanie przodowniczek pracy, nie musi oznaczać, że ten obciach trzeba kontynuować.  - Każdy pretekst jest dobry, żeby dostać prezent - mówi moja koleżanka i ja się z nią zgadzam. - Jeżeli faceci na co dzień prezentów nam nie robią, to może chociaż w ten jeden dzień.

Tak, tak, niektórzy nigdy nie zniżą się do poziomu kupowania tulipana czy pudełka czekoladek w ten dzień, bo to pachnie PRL-em. Są przecież w naszym kraju tacy, którzy choć mają 40+, nigdy w tamtych czasach nie żyli. Od razu wypadli z przestrzeni kosmiczej w IV RP. Nikt nie każde im kupować tulipanów czy goździków. Jest tyle nieobciachowych prezentów… Najnowsza perfuma Thierry Mugler, biografia Marqueza, błyszczyk Coco Chanel, bilet do teatru, a czasem nawet spacer bez dzieci i wspólny wieczór.

Choć święto kobiet bywa okazją do poruszania trudnych problemów i społecznych spraw, takich jak dostępność żłobków i przedszkoli, czasem warto spuścić z tonu. Jest 8.40 , a my w redakcji już dostałyśmy rafaello i czekoladę Milkę. Jest miło.

Kobiety dostają mniej

luty 18th, 2011 Posted in Bez kategorii | 2 komentarzy »

Myślałam, że mam jakieś deja vu, gdy to usłyszałam w redakcji, w mojej redakcji! Wcześniej  czytałam, że według najnowszych danych GUS, Polki zarabiają o jedną czwartą mniej niż Polacy. Uzasadnienia są różne, mniej lub bardziej absurdalne. Oczywiście, nie jest to jakiś palący problem społeczny, bo wiadomo, że kobiety mają inne zadania do spełnienia. Jakie, wszyscy wiedzą.

Gdy rozmawialiśmy w pracy o warunkach płacy nas, kobiet, jednemu koledze wyrwało się to, co wszyscy wiedzą i uznają za obowiązującą  normę społeczną: - Wy macie mężów!

Jasne. Mamy mężów, dlatego, możemy zarabiać mniej, bo to nas mężowie nas utrzymują, bo tak jest ten świat urządzony, bo z założenia zarabiają więcej ( ale, dlaczego do cholery, pracodawcę ma interesować to, czy mamy, czy nie mamy mężów?!) I wszyscy o tym wiedzą, i nikogo to nie dziwi, i wszyscy się na to zgadzają. My kobiety też. Błędne koło. Myślimy tak: zarobię chociaż na ratę kredytu hipotecznego, zarobię przynajmniej na rachunki, zawsze to parę złotych więcej i wspomoże rodzinny budżet.  Kwotę, którą “nie wypada” zapłacić mężczyźnie, kobieta często przyjmuje z “pocałowaniem w rękę”, cieszy się, że ma pracę, o którą wcale nie jest łatwo.

Ekonomiści tłumaczą to tak: różnice w wysokości płac kobiet i mężczyzn wynikają  z ekonomicznego przymusu. Polega on na tym, że kobieta musi pracować, bo z uwagi na tzw. “klin podatkowy”, czyli różnicę pomiędzy wynagrodzeniem netto a kosztem pracy brutto, młode małżeństwo z dziećmi, często nie poradzi sobie z jedną pensją. Kobieta musi iść do pracy i pracodawcy o tym wiedzą, w związku z tym proponują jej niższą pensję, wiedząc, że ona i tak ją przyjmie.

Inne tłumaczenia są stare jak świat - kobiety mają feler, a mianowicie - mogą urodzić dziecko, a nawet dzieci. Idą na urlop macierzyński (świadczenia płaci przez ZUS, a nie pracodawca, także przy dłuższych zwolnieniach lekarskich podczas ciąży), mogą się gorzej poczuć, czasem chcą spędzic weekend z dziećmi. Straszne! Tak, jakby to, że kobiety są systematyczne, obowiązkowe, że potrafią pracować z przeziębieniem, bólem głowy i po prostu - nie są gorsze od mężczyzn - nie miało żadnego znaczenia.

Nie mam pojęcia, jak to zmienić. Warto reagować na teksty w stylu - Pracujesz na waciki, bo przecież twój mąż dobrze zarabia. My w redakcji - reagujemy.

Zbieram patronów

luty 11th, 2011 Posted in Bez kategorii | 2 komentarzy »

Po moim wpisie o Irenie Sendlerowej dostałam propozycję innej patronki (znów kobieta!) dla oławskiej Szkoły Podstawowej nr 5. Nie napiszę o tym w gazecie, ponieważ osoba, która tego patrona zaproponowała, nie chce zrobić tego oficjalnie. Powiem tylko tyle, że to radny. Chyba się boi. Czego się boi? Może krytyki? Nie wiem, ale to szanuję.  

Jego zdaniem mój pomysł jest dobry i godny, ale znów - wojna, martyrologia i krew. To prawda, ale taka jest nasza historia. Moja propozycja rzuca akcent bardziej na los pojedynczego człowieka, choć w najstraszniejszym z możliwych kontekstów. Dość mam raczej martyrologii współczesnej, ale… zostawmy to, wróćmy do patronki.

Jest nią Christa McAuliffe - amerykańska nauczycielka i astronautka, która zginęła w katastrofie wahadłowca Challenger. Zdaniem Tego, Który Rzucił Propozycję, nie ma lepszego patrona, symbolizującego naukę, nowoczesność, szkołę, podróż do gwiazd. Młodzież z pewnością chętnie pojechałaby do centrum NASA. Podoba mi się.

Ten Który Rzucił Propozycję pisze, że jest wielkim fanem Christy. Warto o niej poczytać, bo nie sądzę, że jest znana szerszej publiczności. Tak więc dołączam astronautkę do grona potencjalnych patronów.

Podaję link, żeby przeczytać wiecej o Chriście:

http://en.wikipedia.org/wiki/File:Christa_McAuliffe.jpg

Sendlerowa dla Piątki

styczeń 31st, 2011 Posted in Bez kategorii | 1 komentarz »

Oławska Szkoła Podstawowa nr 5 szuka patrona. Nie wiem, kogo chce szkoła, jaki jest klucz wyboru. Nie znam się na tym, ale myślę, że patron podstawówki powinien w pewien sposob przemawiać do dzieci. Dzieci mają go rozumieć i wiedzieć, co zrobił i czym się zasłużył. Bo patron chyba powinien być wzorem dla uczniów, a przynajmniej pewnym punktem odniesienia.

Wiadomo, Jan Paweł II jest tylko jeden, a poza tym jest już patronem oławskiej Czwórki. Kto zostanie patronem Piątki? Może pisarz Kornel Makuszyński, ojciec nieśmiertelnego Koziołka Matołka, autor baśni Hans Christian Andersen, pisarka Astrid Lingren - któż nie zna “Dzieci z Bullerbyn?” marszałek Józef Piłsudski, Fryderyk Chopin, Maria Curie-Skłodowska (patronka mojej szkoły), a może Mikołaj Kopernik? A może bohater zbiorowy? Są już Orlęta Lwowskie (świetny wybór Gimnazjum nr 2!)

I gdy w sobotę ogladałam dokumentalny film “W imieniu Ich Matek” o Irenie Sendlerowej, która z grupą innych wspaniałych ludzi uratowała około 2500 dzieci z warszawskiego getta, pomyślałam - czy to nie jest dobry patron? Czyż ratowanie życia bezbronnych, malutkich dzieci nie jest godne najwyższej pochwały i uznania, szczególnie jeśli grozi za to kara śmierci? To wartość uznawana w każdym systemie politycznym i społecznym.

Irena Sendler zmarła niedawno, trzy lata temu. Była wspaniałą, ciepłą i skromną kobietą. Pielęgniarka, pracowniczka opieki społecznej została szefową oddziału dziecięcego rady Pomocy Żydom “Żegota”. Dzieci wynoszono z getta w walizkach, wywożono pod stertami śmieci. Dzięki odważnej decyzji Matyldy Gettner, naczelnej matki przełożonej prowincji warszawskiej Zgromadzenia Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi, która zobowiązała się przyjąć każde dziecko przemycone z getta, wiele z nich trafiło do sierocińców prowadzonych przez siostry franciszkanki m.in. w Warszawie i Aninie.

Irena Sendler za swoją działalność została aresztowana w 1943 przez Gestapo, była torturowana i skazana na śmierć. “Żegota” zdołała ją uratować, przekupując niemieckich strażników. P0 wojnie prześladowana przez UB i szykanowana przez antysemitów. W 1965 została uhonorowana przez izraelski instytut Yad Vashem medalem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata . Postanowieniami Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego została odznaczona: Orderem Orła Białego. Odznaczono ją również  Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski, Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski

Z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego, z pomocą stowarzyszenia “Dzieci Holokaustu” podjęto starania o zgłoszenie kandydatury Ireny Sendler do pokojowej nagrody Nobla w 2007. Na początku2008 roku akcja ta została z inicjatywy Prezydenta RP wznowiona.

I gdy oglądałam te dzieci, które uratowała, które jeszcze żyją, m.in.: pisarza i językoznawcę Michała Głowińskiego, to patrzyłam na moje dzieci i myślałam o Matkach, które powierzyły ich los Irenie Sendlerowej. Te dzieci pamiętają ostatni dotyk, pocałunek Matek. Nie chcę sobie wyobrażac tego bólu…