To nie będzie skojarzenie z kolędą, chociaż karnawał w pełni i kolędować wciąż wypada. Przeciwnie, bezbożne mam skojarzenia. Nic a nic Oławian nie obeszło, co wymyślił starosta, a z końcem roku jednogłośnie przyklepnęli radni z wszystkich opcji. W związku z wejściem w życie nowej ustawy o wspieraniu rodziny i pieczy zastępczej, która miała zadbać o dzieci szczególnie sponiewierane przez los,w tym przez własne rodziny. Znam ją na wylot, powstawała kilka lat. Jej założenia były tematem niejednego odcinka mojego programu w Polsacie „Nasze dzieci”.
Św.p. prezydentowa Maria Kaczyńska zorganizowała ponadpartyjny, ponad środowiskowy panel, do pracy nad tą ustawą, do którego mnie zaprosiła. Od początku kilka rzeczy pozostawało w kolejnych projektach ustawy niezmiennych: dzieci, które nie mogą dla wlasnego bezpieczeństwa żyć pod jednym dachem z rodzicami, miały jak najkrócej przebywać w pieczy zastępczej. Jeśli tylko istnieje szansa na adopcję, należy je uwalniać z pęt rodzin biologicznych, jeśli nie, miały się uczyć życia w rodzinach zastępczych, aż do usamodzielnienia. Domy dziecka jako twory pod każdym względem niewydolne i wręcz szkodliwe, a przede wszystkim najdroższe z możliwych, miały iść w zapomnienie. Dla tych dzieci, którym już zwykła, a nawet bardzo wyspecjalizowana rodzina nie pomoże (bo są np. głęboko zdemoralizowane, dotknięte patologią i przestępczością, nie z ich winy, ale jednak) domy dziecka miały być przekształcone w ośrodki socjoterapeutyczne, mądrzejsze i skuteczniejsze niż poprawczaki, które przecież już są.
Z czasem ustawa stawała się coraz bardziej pokrętna (dopuszczająca różnorakie interpretacje każdego zapisu), aż prezydent podpisał, co podpisał (http://prawo.legeo.pl/prawo/ustawa-z-dnia-9-czerwca-2011-r-o-wspieraniu-rodziny-i-systemie-pieczy-zastepczej/). Przy dobrej woli i zrozumieniu zasadnicze postanowienia ustawy, nadal są dobre. Ale cóż, skoro czytanie ze zrozumieniem nie jest mocną stroną Polaków, jak się okazuje zwłaszcza oławskich samorządowców, mamy co mamy.
Zamiast powołać w drodze konkursu organizatora pieczy zastępczej w starostwie, który zepnie odpowiedzialność powiatu i gmin (w tym finansową), zajmie się pomnażaniem rodzin zastępczych (a nie liczby dzieci w tych rodzinach), zamiast wygaszać (lub wręcz zlikwidować z marszu) dom dziecka, zamiast podziękować za współpracę tym, którzy nic nie umieją, nic nie robią, a kasę publiczną biorą, na których się skarżą wszyscy (sąd, policja, rodziny) starosta nie zmienia niczego. Ba! Organizację opieki rodzinnej powierza… domowi dziecka. Wzmacnia pozycję, daję władzę na rodzinami tym, którzy są ich zaprzeczeniem, którzy powinni być postawieni w stan likwidacji. A radni podnoszą rękę na tak, bo nie mają pojęcia, co głosują. W sumie – niewiedza to nie grzech. Trzeba więc zapytać tych, którzy się znają. Ale konsultacje społeczne mogłyby władzy zamieszać w planach. Zamiast lepiej, będzie gorzej. A kogo to obchodzi? Osobiste losy dzieci i nasz wspólny los? Nie trzeba być chrześcijaninem. Można być kompletnie bezdusznym cynikiem, żeby wiedzieć, że to najgorsza i najgłupsza rzecz, jaka można było klepnąć. Konia z rzędem temu, kto równie głupią decyzję znajdzie w jakimkolwiek polskim powiecie.
I nie ma w tym krzty politykowania z mojej strony. Żal tylko mam większy do starosty pisowskiego, prawicowego, że jest bardziej … niż jego poprzednik (i może następca). Żal mam do radnego, z którym zanm sie dobrze wiele lad dłużej niż ze starostą, bo choć z PO, to mądry chłop. Żal, bo decyzja godna palikotowych napalonych, a nie ludzi przytomnych.
Przekleństwa cisną mi się na usta, a jest ich w języku polskim wiele. Najmocniejsze wiążą się z fizjonomią. Wielkość ma znaczenie, zarówno w mierze części ciała, jak i w charakterze. Tu mi się zgadza i jedno i drugie.
Oj, jak w tytule, w tytule…