Bądź na bierząco - RSS

XIX OGÓLNOPOLSKIE SPOTKANIA TRZEŹWOŚCIOWE W LICHENIU „Od izolacji do realizacji”

Listopad 27th, 2011 | Brak Komentarzy | Kategoria: Bez kategorii

30 Lipca 2011 Sanktuarium Maryjne w Licheniu.

Już po raz który, wyjechałem na  te spotkania w raz z najbliższymi i przyjaciółmi z naszego Stowarzyszenia Abstynenckiego i grup AA. Wyjazd z pod dworca PKS w Oławie o godzinie 8.00 zawsze w ostatnią sobotę lipca.

Był pełen autobus co bardzo mnie cieszy, taka frekwencja jest za każdym razem. Zapakowaliśmy grila i niezbędny sprzęt do jego rozpalenia, NIE ZAPOMINAJĄC O DOBRYM HUMORZE I POGODZIE DUCHA.  Widać ,że ludzie chcą się cieszyć nowo odkrytym życiem. Do Lichenia przyjechaliśmy około południa. Z autobusu ruszyliśmy do bazyliki  przed obraz Matki Bożej Licheńskiej, aby podziękować Jej za łaski doznane  i prosić o trzeźwość dla nas i naszych rodzin.Ja i moi przyjaciele  weszliśmy na wieże widokową, aby oglądać panoramę ( piękne widoki). Następnie udaliśmy się na koncert Piotra Nagla. Super muzyka i słowa (dają do myślenia) Chodząc po całym obiekcje czułem się jak  w rodzinie , widziałem uśmiechnięte i radością tryskające twarze.. Poczucie bezpieczeństwa , bez obaw przed różnością nie miłą. Ja sam przeżywam tam niesamowite momenty, a przede wszystkim obecność Boga – wielką energie jaką jest Miłość. Tę Miłość  przywożę do domu i dziele się nią ze wszystkimi napotkanymi ludźmi, a im więcej jej rozdaje, tym więcej jej przybywa. Dzięki niej utrzymuję trzeźwość i czerpię radość z życia. Tam odbywają sie mitingi AA , AN, AH, Al-anon, DDA, AŻ, spotykają się też ludzie którzy są uzależnieni o sexu i Anonimowi Palacze. Na tych spotkaniach wspierając się dodają sobie  otuchy i nadzieje na lepsze jutro.  Tam wymieniają się doświadczeniem w jaki sposób radzić sobie z tymi nałogami. Można też uczestniczyć w rożnych konferencjach i prelekcjach na te tematy oraz konsultować się z psychologami i zakupić ciekawa literaturę. Najważniejszym punktem tego dnia była Msza św o godz 19.00 podczas , której można było usłyszeć bardzo interesujące kazanie, następnie  świadectwa trzeźwości ludzi na których spadła łaska zdrowienia z uzależnień oraz podziękowania. Potem wieczorny spacer po obiekcie i o koło godz. 23.00 zbiórka przy autobusie i powrót do domu.

Następny tego rodzaju wyjazd będzie w pierwszą sobotę miesiąca czerwca 2012 r. do Częstochowy, a do Lichenia w ostatnią sobotę lipca.

Do zobaczenia na szlaku trzeźwości!!!

Współuzależnienie – List Gabrieli

Lipiec 16th, 2011 | 2 Komentarze/y | Kategoria: Bez kategorii

Byłam żoną alkoholika przez 27 lat. Mam dwoje dzieci, które rosły
W tej atmosferze. Mąż wynosił różne rzeczy z domu i sprzedawał je za alkohol. Potem przychodził do domu i nie dawał spać mnie i naszym dzieciom. Wszczynał awantury, które kończyły się nad ranem.
Byłam przez niego bita, oskarżana o zdradę, każdy spotkany mężczyzna na ulicy to według niego to mój kochanek.Ciągle szukał pretekstu, aby się upić wywołać awanturę i mnie zbić.
Nie pozwalał mi pracować zawodowo, mimo, że sam nigdzie nie pracował. W domu czasami nie było, co do garnka włożyć.
Przez jakiś czas utrzymywali nas teściowie.
Po 10 latach wyjechałam wraz z dziećmi do swoich rodziców.
Mąż obiecywał poprawę, chęć podjęcia pracy i leczenie.
Uwierzyłam znowu, ale spokój był przez pół roku. Potem zaczęło się piekło –pijaństwo, bicie mnie, poniżanie, poniewieranie, strach, lęk i płacz dzieci, które na to patrzyły.
Jaką ja pracę podjęłam, w każdej mi mąż szkodził. Wyzywał przełożonych, rzucał się do bicia z nimi. Zostałam zwolniona z powodu męża. Nie było dnia, żeby nie wypił i spokoju w domu.
Izolował mnie od otoczenia, nie pozwalał chodzić mi do sklepu i kościoła. Znęcał się fizycznie i psychicznie nad dziećmi i nade mną. Nabawiliśmy się nadciśnienia i nerwicy.
Po kolejnych awanturach i pobiciu mnie, już dorosłe dzieci zabrały mnie z tego piekła do moich rodziców. Po ostatnim pobiciu zrobiłam obdukcję, założyłam1) sprawę rozwodową, którą wygrałam.
Od dwóch lat jestem daleko od męża. Jestem spokojniejsza. Dzieci układają sobie życie.
Podjęłam pracę. Pomocną dłoń otrzymałam w klubie Stowarzyszenia Abstynenckiego
„ Świeży Oddech”, który to klub mieści się w Oławie przy ul. Żołnierzy A.K 9.
Dowiedziałam się wówczas o spotkaniach takich kobiet, które mają podobne problemy jak ja. Od roku uczęszczam na grupę Alanom . Spotykam się tam ciepłym przyjęciem kobiet,
również skrzywdzonych przez mężów alkoholików. Dzięki tym spotkaniom uwierzyłam w siebie, w to, że też mam pewne prawa i możliwości, jako kobieta.
W klubie dowiedziałam się o możliwości skorzystania z bezpłatnych porad i różnych specjalistów. Pomaga mi to czuć się pełnowartościowym człowiekiem.
Znajomi i przyjaciele porównując mnie sprzed dwóch lat teraz widzą ogromną zmianę na lepsze. Jestem uśmiechnięta, radosna, potrawie pomóc innym kobietom, które są w podobnej sytuacji jak ja kiedyś….
Teraz chce mi się żyć, mogę decydować o swoim życiu, mam poczucie bezpieczeństwa, jestem spokojna o dzieci. JESTEM SOBĄ!!!
- Gabriela –
W dniach 16-17 oraz 30-31 maja 2009 w Klubie Abstynenta przy ul.Żołnierzy A.K 9 odbyły się warsztaty zachowań asertywnych dla osób z rodzin dotkniętych chorobą alkoholowa.
Na prośbę Stowarzyszenia Trzeźwościowego „Świeży Oddech” Oławy oraz grupy Al.-anon warsztaty te zorganizował Wydział Profilaktyki Uzależnień Urzędu Miejskiego w Oławie.
W zajęciach, które prowadziła psycholog Małgorzata Osipczuk uczestniczyło 14 osób.
Warsztaty miały na celu przekazanie wiedzy dotyczącej zachowań w sytuacjach trudnych.
Spotkanie przebiegało w miłej atmosferze. Uczestniczki wyraziły chęć uczestniczenia w kolejnych tego typu spotkaniach. Zapewniły , ze wiedza zdobyta pomoże im w trudnym życiu osoba uzależnioną .

_ Bardzo lubie czwartkowe spotkania z ludźmi z grupy Al.-anon. Spotkania są anonimowe, więc nie muszę się obawiać, że ktoś wykorzysta mają wypowiedz. Wszyscy są życzliwi, Mają ten sam problem, więc mnie rozumieją. Jeżeli mam jakiś kłopot, to zawsze znajdzie się ktoś, kto miał podobnie i może mi dać wskazówkę, co mogę co mogę zrobić by temu zaradzić.
Te warsztaty pozwoliły mi uwierzyć w siebie. Teraz wiem, że mam możliwości, żeby zmienić swoje życie i czuć się wartościowym człowiekiem.
Grupy rodzinne Al – anon  dzielą się doświadczeniem, siłą i nadzieją. Spotykają się w celu niesienia sobie nawzajem pomocy. Spotkania odbywają się we czwartki  18: 30  w siedzibie Stowarzyszenia Abstynenckiego
„Świeży Oddech” w Oławie przy ul. Żołnierzy A.K. 9

„A jednak jest wyjście”- Częśc II

Czerwiec 7th, 2011 | 7 Komentarze/y | Kategoria: Bez kategorii

W sądzie usłyszałem po raz pierwszy o leczeniu przymusowym choroby alkoholowej. Ale w tedy nie byłem przekonany, kto jest chory ja czy oni.Dostałem termin, aby stanąć  we Wrocławiu przed lekarzem, który miał mnie zbadać i orzec, czy jestem uzależniony od alkoholu, ale i tym razem zlekceważyłem nakaz sądowy. po upływie roku-znowu wezwanie do sądu w tej samej sprawie. Kiedy sąd spytał, czy chcę się leczyć, wtedy powiedziałem – Tak ! ,Proszę sądu. Były to słowa człowieka przegranego. Poddałem się, nie mogłem znosić swojego losu, ciągłego poniżania, poniewierania, łażenia po melinach, śmierdzącego potu i ubrania. Nie mogłem patrzeć jak moja matka przeze mnie sie wyniszcza. Myślałem o tym,jak mój syn kiedyś podrośnie i zapyta kim j był jego  ojciec, to powiedzą mu , że ojciec twój był alkoholikiem  nałogowym, pijaczyną i ochlaptusem, że wóda go wykończyła.Na tę myśl powiedziałem _NIE! -To musi się skończyć! Tak dalej nie może być. Pojechałem, a właściwie zawiozła mnie policja , bo było to przymusowe leczenie w szpitalu, trwające trzy miesiące. Leczenie rozpocząłem z początkiem wiosny, kiedy przyroda budzi się do życia po śnie zimowym. Ja budziłem  się po dłuższym śnie, koszmarnym śnie pełnym lęków, telepawek i padaczek alkoholowych… . Wiosna dodawała mi sił, odczuwałem obecność BOGA , którego nie czułem w czasie pijaństwa wtedy utraciłem wiarę w NIEGO . Nawet myślałem- gdyby przyszedł diabeł i zaproponował mi morze wódki to podpisałbym cyrograf własną krwią. Wtedy tamtej wiosny zacząłem na nowo odzyskiwać wiarę, ale już inaczej ,bardziej dojrzale. Czułem ,że jest i czuwa na de mną.   Teraz BOGA przeżywam w sobie i widzę we wszystkich i we wszystkim co mnie otacza. Uczę się życia na trzeźwo, bez alkoholu. Odzyskuję godność i  zaufanie. Widzę uśmiechnięte twarze moich bliskich. To co kochałem i straciłem _ odzyskuję. Z synem utrzymuję kontakt, odwiedzamy i się kochamy. Byłą żonę darzę szacunkiem. Kontynuuję swoja prace w moim ulubionym zawodzie. Staram się zadośćuczynić wszystkim tym, których kiedyś obraziłem. A tym którym nie moge przeprosić z wielu powodów, przepraszam swoim obecnym zachowaniem i moją trzeźwością.  I dziś dziękuje BOGU za to, że daje mi siły wytrwania w trzeźwości i  podejmowania trzeźwych decyzji w życiu codziennym.

” Teraz ja dziękuję  Panie,  że mnie nosiłeś na swych ramionach wtedy gdy było mi tak ciężko”

ANTEK  alkoholik – trzeźwy 20 lat

„A jednak jest wyjście” część I

Kwiecień 17th, 2011 | 3 Komentarze/y | Kategoria: Bez kategorii

Dla tych co stracili nadzieje!
Opowiem Wam historie mojego przyjaciela Antka wspomnianego we wcześniejszym wpisie. Poznałem go 1994 r0ku.Miał wtedy 33 lata w tym 3 lata życia w trzeźwości. Opowieść swoją zaczął od pięknego tekstu. o to on:
„Ślady na piasku”
We śnie szedłem brzegiem morza z Panem
oglądając na ekranie nieba całą przeszłość mego życia.
Po każdym z minionych dni zostawały na piasku dwa ślady mój i Pana.
Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad
odciśnięty w najcięższych dniach mego życia.
I rzekłem:
„Panie postanowiłem iść zawsze z Tobą
przyrzekłeś być zawsze ze mną;
czemu zatem zostawiłeś mnie samego
w tedy, gdy było mi tak ciężko?”
Odrzekł Pan:
„Wiesz synu, że Cię kocham
i nigdy Cię nie opuściłem.
W te dni, gdy widziałeś jeden ślad
ja niosłem Ciebie w moich ramionach.”
Piękne prawda? Zaciekawił mnie ten człowiek. Poprosiłem, aby opowiedział mi więcej o sobie. Zaśmiał się mówiąc – tym człowiekiem, który szedł brzegiem morza, to ja sam, że ten tekst to o mnie. Usiedliśmy wygodnie na fotelach i zaczął opowiadać, a ja oglądałem na ekranie nieba całą przeszłość jego życia i …

UPADEK
Okres mojego pijaństwa nazywam tchórzostwem, ucieczką przed rzeczywistością, realnym życiem pójściem na łatwiznę, a także oszukiwaniem samego siebie. Zamiast rozwiązywać problemy życiowe na trzeźwo – zalewałem je alkoholem, aby o nich zapomnieć. Alkohol pomagał mi nawiązywać kontakty z innymi ludźmi. Po nim stawałem się bardziej odważny, aż to picie przeobraziło się w długie ciągi trwające tygodnie, miesiące, a potem lata. Żeby rozpocząć dzień, wypijałem pół szklanki wódki, aby zasnąć- też był jakiś alkohol. Z biegiem czasu, ilość wypitego alkoholu zwiększała się ponieważ mój organizm upominał się o niego. Objawy upominania, czyli kac, był nie do zniesienia. Na początku trzęsące się ręce, duża potliwość ciała, nie pokój, a potem padaczka alkoholowa. Wspomnę tez o kacu moralnym, który miał nieznośne i dokuczliwe objawy typu wyrzuty sumienia, myśli o tym, co ja nawywijałem dnia poprzedniego, sprawy, których nie załatwiłem itp. Ataki padaczki dopadały mnie coraz częściej. W tej sprawie poszedłem do lekarza, który mi powiedział, że mam się leczyć. Rodzina tez mówiła, że powinienem się leczyć, lecz ja ich wyśmiewałem mówiąc, że ja jestem zdrów to wy powinniście się leczyć. Straty materialnych nie można porównywać do strat moralnych, zdrowotnych i duchowych. Alkoholik najpierw traci rodzinę, potem pracę, a potem choruje na marskość wątroby i nie tylko… U mnie było podobnie. Najpierw straciłem to co najbardziej kochałem. Żonę, która odeszła wraz z dzieckiem. Po pewnym czasie widząc, że nie przestaję pić i nic z tym problemem nie robię podała mnie o rozwód. Później musiałem się zwolnić z pracy, bo nie mogłem wykonywać swojego ulubionego zawodu między innymi z powodu trzęsących się rąk. Straciłem wiarę w Boga i w samego siebie. Przestałem chodzić do kościoła, wolałem pod budkę z piwem. Czułem, że ginę, że jest coraz gorzej z moim zdrowiem. Nie jeden raz widziałem zapłakane oczy mojej matki, która modliła się przed obrazem MB Częstochowskiej. Mama mnie kochała! Gotowała i prała moje brudy czasem przemoczone moczem. Płaciła za mnie alimenty. Wierzyła, że kiedyś przestanę pić i z nów będę dobrym człowiekiem. Patrząc na moich bliskich, dalej brnąłem w to bagno. Obchodziło mnie tylko picie- wykombinować coś na wódkę, pośmiać się z towarzystwem, z którym piłem. Pożyczałem, a właściwie to żebrałem na przysłowiowy kieliszek chleba. Jeżeli nikt nie chciał pożyczyć i nie było co sprzedać, podejmowałem się ciężkiej pracy, a pieniądze przepijałem. Miałem coraz częściej konflikty z prawem. Listonosz przynosił coraz częściej wezwania na komendę milicji (lata 80-te) i do Urzędu Miasta , bym się stawił przed komisją ds. przeciwdziałania alkoholizmowi i do sądu.    cdn…

Podróż pełna doświadczeń

Marzec 31st, 2011 | 8 Komentarze/y | Kategoria: Bez kategorii

Na początek parę słów o mnie: jestem mieszkańcem Oławy. Mój wiek? To zależy, z której strony patrzeć, w każdym razie czuje się na 35 lat, doświadczeń mam na 60,a tak poważnie to już pół wieku za mną.
Wykształcenie? Jest ważne, ale jeszcze bardziej liczy się doświadczenie. Bo życie to wielka i piękna podróż, pełna kształtujących nas doświadczeń. Ważne są nie tylko wzniosłe i oczekiwane momenty, ale też małe chwilki. Aby je przeżywać w sposób pełny należy zachować trzeźwy umysł i być otwarty, na to co dzieje się wokół nas.
Jestem zegarmistrzem, pracuje w tym zawodzie już 35 lat i muszę wyznać, że kocham to co robię. Specyfika mojego zawodu pozwala mi na nawiązanie kontaktu z klientami. Widzę, że ludzie przychodzą do mnie chętnie. Starsze osoby opowiadają o swoich przeżyciach, koledzy wpadają na chwilę, żeby zapytać co nowego, z tymi których nie znam wystarczy zażartować, żeby stworzyc podstawy znajomości.
Jestem dumny z tego, że od 15 lat opiekuje się oławskim zegarem na ratuszowej wieży. Atmosfery tego miejsca nie da się oddac w słowach – trzeba tam być.
Moje środowisko to trzeźwiejący alkoholicy. Dzielimy ze sobą swoje troski i radości. Niejeden powiedział o naszych potańcówkach w Białym Kościele, że do tej pory nie widział osób, które tak potrafią się bawić bez alkoholu. Z doświadczeń zdrowienia w AA wyrosło Stowarzyszenie Abstynenckie „ŚWIEŻY ODDECH”, którego jestem prezesem. Trzeźwy styl życia, staram się promować na wszelkie sposoby. Dlaczego blog nie mógłby być do tego wykorzystany?
Na spotkania stowarzyszenia przybiegam czasem wprost z próby Orkiestry Dętej. Gra na trąbce pod okiem doświadczonego Tadeusza Mroczka to dla mnie prawdziwa frajda.

Chcę w tym miejscu przedstawić doświadczenia życiowe trzeźwiejących alkoholików. Czasami będę odnosił się do przeżyć mojego bliskiego przyjaciela Antka, który pozwolił mi opisać niektóre wydarzenia ze swojego życia.

Wracajcie na ten blog, aby nauczyc się tolerancji, wzbogacić o wiedzę, zaczerpnąć siły i nadziei.