Się pojawili ambitni zapaleńcy, którzy w odpowiedzi na beatyfikację wzięli się za dekonstrukcję mitu Jana Pawła. Przedsięwzięcie to, realizowane w rytmie wyznaczonym przez tygodniki opinii, musiało się zakończyć spektakularnym fiaskiem. Mam tu na myśli artykuł Tomasza Stawiszyńskiego „Zdanie odrębne” z „Newsweeka” z 1. maja ’11. Ja rozumiem taką krytykę jak książka Tadeusza Bartosia „Jan Paweł II. Analiza krytyczna”. To głos insidera, który wie o czym pisze. W dodatku po burzliwym rozstaniu z Matką Kościołem, więc tajemnice, które pozyskał, może wykorzystać do słodkiej vendetty.
Ale wypociny publicysty Stawiszyńskiego? Chłopak w gorzkiej retrospekcji przywołuje dziecięce uwiedzenie przez watykańską Gwiazdę i przykrą świadomość dorosłości, że król jest nagi. I na czym miałaby polegać ta mizeria Wojtyły? Ano na tym, że jego publiczne wystąpienia opierały się na wystudiowanym aktorstwie, które przysłaniało kostyczny autorytaryzm i że on, szef instytucji wyspecjalizowanej, jak powszechnie wiadomo, w praktykowaniu pedofilii, ośmiela się zabraniać używania prezerwatyw zgnębionym Afrykańczykom.
Aha. Ani słowa o problemie teologii zbawienia i zduszeniu tego autentycznego ruchu przez Watykan. Bez wzmianki o konflikcie z niemieckim kościołem na tle dopuszczanie rozwiedzionych do komunii. Bez skutku doszukiwać się tu zarzutu, że papież sprawdzał się w roli gwiazdy przyciągającej miliony, ale zaniedbał kwestie organizacyjne Kościoła. O wypomnieniu modlitwy z animistami podczas ekumenicznego spotkania w Asyżu trzeba zapomnieć – w końcu to „Newsweek”. Jakieś śmieszne zbywanie papieskiej krytyki współczesnego świata („cywilizacji śmierci”) stwierdzeniem, że ta terminologia służyła wykluczeniu nieprawowiernie myślących.
No dobrze, ja rozumiem, że Tomek Stawiszyński odpowiedzialny był za wyrażenie odrębnego zdania w bloku tematów przed majowym wydarzeniem w Watykanie, ale, na miły Bóg, czemu zrobił to tak słabo? Że niby ten showman z masowych spotkań był skrajnie autorytarny? Ja widzę w tym umiejętność pogodzenia postawy otwarcia na każdego człowieka z wewnętrzna dyscypliną ascetyczna i wiernością wobec ortodoksji. Że nie aprobował rozdawania kondomów w dziesiątkowanej epidemią AIDS Afryce? Niestety, moralna nauka Kościoła nie podlega relatywizacji historycznej czy kulturowej. A jeśli katolik decyduje się na pozamałżeńskie współżycie to czy tak bardzo będzie go dręczyć fakt, że nie stosuje się do zakazu używania prezerwatyw?
kralle nie może się nadziwić, że Stawiszyński nie zająknął się o wpływie papieża na Polaków w momencie przełomowym: latach 80-ych. Kiedy zaraz po ciosie stanu wojennego w ’83 wzmacniał społeczne morale i w ’87, gdy Duch, zaklęty aktorskim tembrem górala z Wadowic, wiał mocno, wprawiając struktury PRL w potężne rozchwianie. kralle nie zapomni też niesamowitej nauki papieskiej z ’91, kiedy byliśmy zachłyśnięci odzyskaną wolnością, a on stawiał nam przed oczami dekalog.
Dla Stawiszyńskiego wpływ Wojtyły na polskie społeczeństwo przez pielgrzymki jest nieobecny. A oddziaływanie światowych dni młodzieży? To tez było pozbawione znaczenia showmeństwo? Takiej interpretacji przeczą zwykłe prawa socjologii. Ile osobistych biografii stoi za tymi masowymi wydarzeniami? Ilu młodych ludzi dokonywało wówczas życiowych wyborów dla Chrystusa? Publicysta „Newsweeka” odmawia również znaczenia papieskim encyklikom, jakby stwierdzenie z „Laborem exercens”, że praca ma służyć osobistemu rozwojowi człowieka nie zachowało aktualności w bezwzględnym, korporacyjnym świecie. No cóż, Stawiszyński nie okazał się żadnym Tomem Cruisem, podejmując misję nie do spełnienia.