Kawa osobista (5)

A co jeśli kawy naprawdę nie ma, nawet jeśli dobrze poszukać, nawet jeśli dobry nos nie ma gdzie poprowadzić, bo znikąd nie wydostaje się charakterystyczny aromat? Kiedyś cierpiałem z tego powodu, jakoś radząc sobie z plujką, która jednak nie jest dobrą protezą kawy – brak aromatu i te fusy między zębami… Fuj! Na szczęście dziś technika przychodzi z pomocą takim jak ja. Dziś bez problemu można się napić aromatycznej kawy wprost z ekspresu ciśnieniowego nawet w środku gór Pamiru:

I życie bywa znośne. Można? Można!

Tylko jak to zrobić, skoro tam po pierwsze nikt nie ma porządnej kawy, po drugie – nikt nie wie, co to przygotowywanie prawdziwej kawy, po trzecie (i najważniejsze) – w promieniu kilkuset kilometrów nie ma ani jednego ekspresu do kawy. Otóż już jest!

Ładniutki, prawda?

Może nie całkiem prawdziwy, ale tym razem to jednak mocna proteza. I ten ekspres masz TY! Wiem, brzmi jak kiepska kryptoreklama, ale wciąż tak się cieszę tym urządzeniem, że gratisowo reklamuję i polecam, bo czasem naprawdę ratuje życie – a przynajmniej jego jakość. Bo co to za życie, gdy się nie dobudzić, gdy nie bardzo wiesz, co się dzieje, gdy niewiele zauważasz, gdy nie docierają do ciebie bodźce, choć jesteś w przecudnym miejscu i to zapewne tylko raz w życiu.
Na szczęście możesz zabrać ze sobą tzw. mobilny lub mini- lub podręczny ekspres do kawy, w którym wystarczą kawa i wrzątek, a właściwe ciśnienie wytwarzasz sam, własnymi „ręcami”:

To działa! Trzeba tylko trochę napompować…

Ot i całe „ustrojstwo” po rozebraniu na części

Owszem, są pewne niedogodności, bo po każdym zrobieniu espresso urządzenie trzeba myć, robi niewiele kawy, jednorazowo jakieś 30-50 ml, czyli to tylko espresso, ale to naprawdę prawdziwa kawa z pianką – i to w miejscu, gdzie kiedyś nigdy byś się nie spodziewał. A teraz to Ty decydujesz, gdzie chcesz dobrej kawy! Jasne, zgoda, może nie jest to najlepsza europejska kawiarnia, ale Twoja własna i – musicie uwierzyć na słowo albo zapraszam do siebie – całkiem smaczna. Od jakiegoś czasu nigdzie się bez tego „ustrojstwa” nie ruszam. Od razu lepiej!
W lesie? Proszę bardzo. Na brzegu morza? Nie ma sprawy. Na pustyni. Ok!
Wiem, wiem, ktoś powie, że przecież trzeba mieć wrzątek. No, akurat to można otrzymać niemal wszędzie na świecie, a gdyby jednak były jakieś problemy, zawsze można wodę zagotować. Zresztą są podobne mini-ekspresy do samochodu z opcją gotowania wody, ale… nie przesadzajmy już z tą kryptoreklamą.
Choć kiedyś sobie na pewno taki kupię, a wtedy każdy parking na świecie będzie nam oferował smaczną kawę. O, taką:

Pianka autentyczna

Ja najczęściej robię tym urządzeniem takie podwójne espresso, które prawidłowo powinno się nazywać lungo – co znaczy po włosku „długo”, a robi się to jak espresso, ale gdy uzyskasz 25-30 ml kawy nie przerywamy zaparzania, tylko robimy dalej, aż do uzyskania 50-60 ml. Dzięki temu zabiegowi lungo jest delikatniejsza niż klasyczne espresso (nie mylić z kawą americano, bo ją robi się poprzez dodawanie wrzątku do gotowego espresso).

Cdn.

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie