Kawa osobista (3)

To skoro już doszliśmy do miejsc, gdzie pijemy kawę, trzeba wiedzieć, że generalnie wszystkie kraje dzielą się (z grubsza) na te kawowe i te herbaciane. W tych pierwszych herbaty trzeba poszukać albo o nią poprosić (np. Włochy), w tych drugich na odwrót – wszyscy piją herbatę, a kawę trzeba zdobywać. I to zdobywanie bywa męczące, długie, a czasem bez sukcesu. Do końca życia będę miał w pamięci szukanie kawy w Duszanbe, gdzie owszem, można dostać w saszetkach jakieś chemiczne podróby kawowe, najlepiej dwa lub trzy w jednym (fuj!), ale prawdziwe espresso? Otóż można. Wyobraźcie sobie parę dni w upale, o jakim Polacy zwykle tylko marzą, ale tak naprawdę nie chcieliby go przeżywać, senne południe w stolicy Tadżykistanu, a tu kolejny dzień bez kawy. Prawdziwej kawy. Takiej jak ta z legendy o etiopskich kozach, które pasterz pasł na łące, gdy nagle zobaczył dziwne pobudzenie. Przez jakiś czas obserwował zwierzęta i próbował odgadnąć, co się stało, skąd ta nagła nadpobudliwość. Wtedy zobaczył, jak jedna z kóz podszczypuje jakiś krzaczek, z którego zjada owoce. Spróbował. I nic. Ale po paru minutach poczuł dziwne pobudzenie, nagle szerzej otworzyły mu się oczy, chciał działać.
Tak o początkach kawy mówi legenda. Tymczasem ja od początku mojego pobytu w Duszanbe przez długie godziny obchodziłem główne ulice w poszukiwaniu życiodajnego napoju. Oczywiście jakąś tam sypankę miałem, bo zawsze biorę ze sobą, a „kipiatok” jakoś się organizuje, ale po paru dniach zwykle brakuje, no i to jednak nie jest taka kawa, o jaką mi chodzi, czyli z ekspresu ciśnieniowego. I teraz wyobraźcie sobie, że przy ul.Rudakiego, czyli w samym centrum, natrafiam na kawiarnię ze znaczkiem… Segafredo.
Myślałem, że to jakiś żart, ale wchodzę, a tam po pierwsze działa klimatyzacja, co już samo w sobie było w tym kraju cudem, a po drugie – naprawdę pachnie prawdziwym espresso. I tak całkiem przypadkiem odkryłem to dziwne miejsce, gdzie w środku Azji zawsze można spotkać obcokrajowców, szukających wytchnienia i właśnie prawdziwej kawy.

Z zewnątrz wygląda tak – zwróćcie uwagę na kobiety

A w środku tak

To klasyczne dwa światy, oddzielone od siebie szybą, nazwą i cenami. Ale dobrze wiedzieć, gdzie ich szukać…

Była to wtedy, czyli parę lat temu, pierwsza i jedyna kawiarnia z ekspresem kawowym w stolicy, a zatem w całym Tadżykistanie, a być może w całym tym regionie. Właściwie trochę dla turystów, których jednak tutaj niewielu, a głównie dla pracowników ambasad, ludzi interesu i tych wszystkich, którzy po coś trafili do tej azjatyckiej stolicy.
Którymś razem spotkałem właściciela. Starszy pan opowiedział mi, jak to kiedyś udało mu się pojechać do Włoch i to tak się spodobało, że postanowił kawałek Italii przywieźć do Duszanbe. Udało się, ku mojej dzikiej radości. Teraz, gdy tylko tam jestem, zawsze wiem, gdzie ukoić te azjatyckie upały przy małej czarnej.
Co ciekawe, lokal w ogóle nie nawiązuje do lokalnej tradycji – jest jakby żywcem przeniesiony z Włoch. Oczywiście ceny też są europejskie, więc Tadżyków raczej tam nie spotkacie, częściej bogatych Rosjan, którzy robią to biznes. Gdy kiedyś zabraliśmy tam z żoną naszego miejscowego kierowcę Talika, kelnerzy (bo są!) patrzyli na niego bardzo podejrzliwe i musieliśmy wyraźnie dać do zrozumienia, że jest z nami, więc „stać go”, bo płacimy my…
cdn.

Napisane przez:

Zostaw komentarz

XHTML: Możesz użyc następujących znaczników: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>

Strony

Szukaj

Nieco o stronie

Umieszczam tu zapiski redaktora naczelnego tygodnika powiatowego - na różne tematy, często związane z gazetą, ale niekoniecznie