07 Kwietnia 2012

Nadzieja umiera ostatnia

Maria Cekała wspomina, że podczas choroby męża w najcięższych chwilach pomogło jej oławskie hospicjum

Na początku była druzgocząca diagnoza. Potem ból, cierpienie i walka. Maria i Mieczysław Cekałowie nie byli z tym wszystkim sami. - Nie wiem, co bym zrobiła, gdy nie pomoc oławskiego hospicjum, nie dałabym rady. Do końca wierzyłam, że jest jakaś nadzieja. Teraz wiem, że każdy wspólny dzień był na wagę złota


Oława Przejść przez chorobę

Mieczysław Cekała dowiedział się o raku prostaty podczas badań we wrocławskim Wojskowym Szpitalu Klinicznym. Choroba była już w zaawansowanym stadium. Bardzo szybko pojawiły się przerzuty na kości.

- Ból był ogromny - wspomina Maria Dąbrowska-Czekała. - Jak mąż miał atak, to był cały oblany potem, a łóżko mokre. Nie można było go dotknąć.

Maria nie zdawała sobie jednak sprawy, że najgorsze jeszcze przed nimi. Po roku od wykrycia choroby mężowi pękł kręgosłup. Został sparaliżowany. Miał także problem z jelitami. - Było mi bardzo ciężko - opowiada żona. - Jestem osobą wierzącą, modliłam się jak przychodziły momenty zwątpienia, to mnie uspakajało.

Nieoceniona pomoc

Dolegliwości były coraz większe. U swojego lekarza Maria Cekała dowiedziała się, że w Oławie jest hospicjum, które mogłoby pomóc jej mężowi. To były początki nowej instytucji - Oławskie Domowe Hospicjum rozpoczęło działalność w kwietniu 2006. Pierwszy kontrakt z NFZ podpisano na kilku pacjentów, liczba ta systematycznie się zwiększała. Obecnie mają pod opieką około 80 pacjentów.

Opieka jest bezpłatna, dotyczy przewlekłych schorzeń, nie poddających się przyczynowemu leczeniu. W takiej sytuacji był Mieczysław Cekała. Lekarze Adam Tomaszewski i Adam Dziadura, kierownik medyczny hospicjum, bardzo pomagali nie tylko jemu, ale całej rodzinie. - Kiedy miałam jakikolwiek problem, zawsze mogłam zadzwonić, skonsultować się, zawsze służyli poradą - opowiada Maria Dąbrowska-Czekała. - Jak był problem z lekami, to zaraz przywieźli.

Dzięki hospicjum Mieczysław Cekała był także regularnie rehabilitowany. Spał na osobnym, specjalnie do tego przystosowanym łóżku. - Z każdym dniem bóle były coraz większe, nie można było dotknąć męża, bo wtedy jeszcze bardziej cierpiał - relacjonuje żona. - Takie rozwiązanie, które podpowiedzieli nam właśnie w hospicjum, było najlepsze...

Pani Maria  bardzo ciepło wspomina pielęgniarki, które przychodziły doglądać chorego: - Ich pomoc była nieoceniona. Często także rozmawialiśmy nie tylko na tematy medyczne, ale tak po ludzku, o życiu. Bardzo mi to pomagało, mogłam choć na chwilę zapomnieć o rzeczywistości i problemach. Potrzebowałam osób, z którymi będę mogła po prostu porozmawiać.

Każdy dzień na wagę złota

Mija sześć lat od powstania hospicjum. Jego oferta się rozrosła. Pacjenci i ich rodziny mogą także skorzystać z pomocy psychologa i wolontariuszy. Pani Maria jest bardzo wdzięczna, że w tamtym, najtrudniejszym okresie w swoim życiu, spotkała tych ludzi na swojej drodze: - Nie wiem, co bym zrobiła, gdyby nie oni. Problemów wtedy nie brakowało, ale nie byłam z tym wszystkim sama. Czułam, że mogę liczyć na czyjąś pomoc!

Wie także, że aby pomóc danej osobie, ona sama musi tego chcieć. Rodziny i pacjenci różnie reagują na chorobę, czasami odrzucają czyjąś dłoń, choć tak naprawdę bardzo jej potrzebują: - Nie można wtedy zamykać się w sobie, ze swoimi problemami, bo to nie jest rozwiązanie. Prędzej czy później, człowiek i tak pęknie.

Maria Cekała nie ma żalu do losu. Mówi, że najwyraźniej tak miało być: - Każda śmierć ma swój sens. Z każdym dniem, kiedy choroba postępowała, zdawałam sobie sprawę, że ten proces jest nieunikniony, ale w głębi serca miałam nadzieję, że to jeszcze nie teraz, nie ta chwila. Tak naprawdę, każdy kolejny dzień spędzony wspólnie był na wagę złota, a nadzieja przecież umiera ostatnia.

Mieczysław Cekała umarł w październiku 2008. Jednak Maria nie zapomniała o ludziach, którzy jej pomogli w tych trudnych momentach. Do tej pory uczestniczy w działalności hospicjum oraz w wydarzeniach tam organizowanych.


Finał akcji "Pola nadziei"

Hospicjum Domowe w Oławie zaprasza od 20 do 22 kwietnia na finał akcji "Pola nadziei". Zainicjowała to w 1948 organizacja charytatywna w Irlandii. W Polsce po raz pierwszy zorganizowało ją krakowskie hospicjum św. Łazarza, w 1998. Oławskie hospicjum przyłączyło się w 2009. W ten sposób nie tylko zbierane są fundusze na działalność, jest także szerzona  idea hospicyjna oraz uwrażliwia się społeczeństwo na potrzeby chorych. Symbolem kampanii jest żonkil. To międzynarodowy znak nadziei i solidarności z ludźmi cierpiącymi na choroby nowotworowe...

Malwina Gadawa

mgadawa@gazeta.olawa.pl
 

Oceń artykuł:
Średnia ocen: 3.21 (14 głosów)

Komentarze

Avatar
k******k
pracowałem kiedyś z Panem Mietkiem(murarz) w ZRB Lorenz w Oławie fajny byl facet(*)
Dodano dnia: 03.06.2012 13:15:48
Odpowiedz
Avatar
xxx
A ja nie mam dobrych wspomień w kontakcie z prowadząca hospicjum, jak również z lekarką. Zderzenie opisów działalności
z rzeczywistością :(
Dodano dnia: 13.05.2012 22:14:00
Odpowiedz
Avatar
Maria
A mój mąż chorował na Altzchaimera , w czasie jego choroby byłam sama , nikt nie chciał mi pomóc a o hospicjum nie wiedziałam - wielka szkoda.
Dodano dnia: 17.04.2012 12:22:40
Odpowiedz

Dodaj komentarz

Dodajesz komentarz jako: Gość (zaloguj się lub załóż konto).

Treść komentarza *:
Wynik działania 2x9 *:
* - pola obowiązkowe

Sonda

Czy popierasz akcję "Ice Bucket Challenge" w naszym powiecie?

Nie
77.97%
Nie mam zdania
11.01%
Tak
11.01%

Pod kreską

Facebook