Henryk Wasylik z okienkiem, przez które wyświetlano film
Prawdopodobnie pierwsze stacjonarne kino w Oławie powstało w 1914 roku, w sali gospody "Pod Czarnym Orłem" ("Zum Schwarzen Adler"), przy ulicy Wrocławskiej, i nosiło nazwę "Kino Centralne" ("Central-Lichtspiele"). Właścicielem był Walter Umpfenbach.
Kino przy ulicy Młyńskiej, dawniej Mühlstrasse, powstało w 1923, z przebudowanej sali balowej gospody "Ruciany Wianek" ("Rautenkranz"). Właścicielem był Hermann Woischnig, a kino nazywało się "Teatr pałacowy" ("Palast-Theater"). W późniejszym okresie obiekt przejął Walter Umpfenbach. Na reklamie z tego okresu można przeczytać, że "pokazy najnowszych filmów odbywają się codziennie, od poniedziałku do piątku, o godz. 6.00 i 8.15, w soboty i niedziele o godz. 4.00, 6.15 i 8.30".
W budynku znajdowały się bar i restauracja, z których korzystali goście przed seansem. Organizowano tam także zabawy oraz występy teatralne.
Po wojnie
Pierwsze większe grupy nowych mieszkańców zaczęły przybywać do Oławy w czerwcu 1945 roku. Większość z nich dotarła tutaj w bydlęcych wagonach, a podróż nierzadko trwała kilka tygodni. Niektórzy myśleli, że niebawem wrócą do swoich dawnych domów, inni od razu zaczęli organizować sobie nowe życie. Niemieccy mieszkańcy Ohlau pozostawili po sobie wiele sprzętu, który Polacy mogli wykorzystać. Szybko zaczęto odgruzowywać miasto, poniemieckie fabryki wznowiły pracę, a sklepy zapełniły się towarem. To sprawiło, iż miasto w kilka lat po wojnie na nowo ożyło. Z relacji pierwszych oławian wynika, że szybko też zaczęło funkcjonować kino. Dużym atutem była sala, w której organizowano różne imprezy. Tam np. 27 stycznia 1946 odbyła się uroczysta rocznica "wyzwolenia Oławy spod okupacji hitlerowskiej".

Fot (Ryszard Brzuchacz). Kino "Odra" tuż po zamknięciu
Największy fachowiec
Henryk Wasylik urodził się w 1935 roku, w Oławie mieszka od 1945. Jest człowiekiem, który prawdopodobnie najdłużej był związany z oławską "Odrą". Jego ojciec pełnił funkcję biletera, a on pracował jako operator, od początku lat pięćdziesiątych do 1985 roku. Zna wiele tajemnic oraz historii związanych z kinem.
- Kiedy rozpocząłem pracę, aparatura filmowa była już nowa - opowiada. - Korzystaliśmy ze sprzętu pozwalającego odtwarzać tzw. trzysetki, czyli szpule filmowe o średnicy 300 mm i szerokości 35 mm. Z boku, przy klatkach z obrazem, był zapisany dźwięk. Jeden film pełnometrażowy zazwyczaj mieścił się na sześciu takich szpulach. W latach pięćdziesiątych ceny biletów wynosiły 1,25 zł dla widowni blisko ekranu oraz 3,60 nieco dalej.
Przez większość czasu istnienia kina, seanse odbywały się codziennie, oprócz poniedziałku. Czasem organizowano nocne maratony filmowe. W niedzielne poranki puszczano produkcje dla dzieci, później przychodzili dorośli. W poniedziałki w sali kinowej odbywały się przedstawienia teatralne oraz występy śpiewaków. Gościli u nas np. Irena Santor, Jerzy Połomski, Maria Koterbska czy Zbigniew Kurtycz. Zdarzało się, że na widowni organizowano zabawy i sylwestra oraz obchody, związane ze świętami narodowymi.
Remont
Kino było centrum wydarzeń kulturalnych miasta. Nigdy nie brakowało widowni. W 1960 roku rozpoczęto remont budynku, który zakończył się dopiero w 1965. Wtedy projekcje odbywały się w tzw. "hutniku", czyli świetlicy należącej do Huty Marta, w budynku przy ulicy Browarnianej. - Tam było dosyć obskurnie, pod ekranem biegały szczury, ale ludzie i tak przychodzili - opowiada Wasylik. - W tym okresie odbyła się największa premiera, jaką pamiętam - wyświetlaliśmy western "Rio Bravo". Seanse odbywały się jeden po drugim, a kolejki nie malały. Każdy chciał przyjść i obejrzeć amerykański western, nawet kilka razy. Pierwotnie prace remontowe w "Odrze" miały się zakończyć przed Dniami Oławy, w 1964 roku. Terminu nie udało się dotrzymać, zrobiono więc prowizorkę - na szybko odlano podłogę i wyświetlono film "Krzyżacy". Zainteresowanie było ogromne, seanse trwały jeszcze jeden dzień, a potem kino zamknięto i kontynuowano remont. Na początku sala kinowa wyglądała nieco inaczej niż po 1965 roku. Z tyłu na górze znajdował się balkonik z 45 miejscami, skąd można było oglądać filmy. Pomiędzy nim a widownią, przed ekranem, był pokoik z projektorem. Pamiętam, że kiedyś jeden z widzów bardzo się upił przed seansem i chciał skoczyć z balkoniku na ludzi, siedzących na dole. Na szczęście ktoś w porę zareagował. Po remoncie pokój z projektorem był w miejscu widowni na piętrze. Zrobiono też pochyłą podłogę, tak aby ludziom z dalszych rzędów nie przeszkadzały osoby siedzące bliżej. Przy wejściu urządzono bufet, wynajęto też artystę, który wziął ogromne honorarium za ozdobienie kolorowymi płytkami ściany pod sufitem. W czasie remontu zaadaptowano też pobliską restaurację na budynek mieszkalny.

Na fot. Ostatnie klatki filmu "Filemon i przyjaciele". Taśma "trzysetka", ciemny pasek po lewej stronie zawiera ścieżkę dźwiękową
Pełna widownia
Na seanse przyjeżdżali nie tylko mieszkańcy ziemi oławskiej. Często w kinie można było spotkać żołnierzy Armii Radzieckiej z jednostek w Oławie i Strzelinie. Bywalcami byli milicjanci na służbie, szczególnie w zimie. Oglądali seanse w tajemnicy, z pokoju projekcyjnego. Czasem zdarzało się, że film nie trafił na czas do oławskiego kina. - Paczki z taśmami były ciężkie, a przewożono je pociągami - opowiada dawny operator. - Zdarzyło się, że nasz film trafił gdzie indziej i projekcję trzeba było odwoływać. Po seansach szpule zwijaliśmy, pakowaliśmy i wysyłaliśmy dalej. Tak to przez wiele lat działało. Czasem dostawaliśmy kroniki, które musieliśmy wyświetlać przed filmami, ale nie pamiętam, żeby komuś to się szczególnie nie podobało. Bywały też seanse obowiązkowe dla pracowników i uczniów. Ci pierwsi niechętnie na nie przychodzili, ale dzieci zawsze cieszyły się, że mogą iść do kina. Młodzież najczęściej oglądała ekranizacje lektur szkolnych.
Ekipa pracująca w kinie składała się przeważnie z operatora, zastępcy, pomocnika, dwóch, trzech bileterek, kasjerki oraz kierownika. Czasem pojawiały się inne stanowiska. Co miesiąc pracownikom przysługiwały 4 bezpłatne bilety oraz 10 zniżek. Kino ogrzewały dwa poniemieckie piece, które stały w piwnicy. Raz, już po remoncie, pękła rura i woda zalała całą salę. Pracownicy musieli suszyć dywany i krzesła, ale kino nie pozostało długo zamknięte.
Od lat pięćdziesiątych do osiemdziesiątych kinem kierowała Janina Kowalska, która przez wiele lat była oławską radną. To matka Heleny Wasylik, żony pana Henryka. - Pamiętam, że gdy brakowało biletów, to do mamy dzwonili ludzie dniami i nocami - opowiada Helena. - Wtedy wszyscy chodzili do kina. Mama tak to zorganizowała, że już miesiąc po premierze można było oglądać najnowsze filmy, a to kilkadziesiąt lat temu było bardzo dobrym wynikiem.

Na fot.: Besetzt czyli zajęte - widnieje na poniemieckich drzwiach w toalecie należącej obecnie do fili biblioteki
Muzeum
- Wiosną 2011 z dawnego wyposażenia kina, z myślą o przyszłej ekspozycji, przewieziono to, co było jeszcze do uratowania przed wejściem ekipy remontowej - mówi Marta Możejko z Izby Muzealnej Ziemi Oławskiej. - W ten sposób do naszych zbiorów trafiły m.in. filmy 32 mm i nieco mniejsze 16 mm. Niektóre czyste, inne z zapisem. Jest m.in. materiał o Lwowie z lat 70. oraz wiele bajek (jak głoszą naklejki na szpulach). Tajemnicą pozostaje, co zawierają pozostałe filmy. Trzeba będzie znaleźć odpowiedni sprzęt projekcyjny i obejrzeć je. Prócz tego na wystawę muzealną w ratuszu trafi stół do przewijania taśmy filmowej, kilka fotosów, zdobiących niegdyś hol kina, lampy ksenonowe z projektora wraz z lustrem oraz okienko, przez które wyświetlano obraz. W sali muzealnej staną trzy pochodzące z lat 60. krzesła kinowe.
Co dalej?

Na fot.: Tak ma wyglądać budynek dawnego kina po modernizacji
Kilka lat po ostatnim seansie budynek po kinie przejął Urząd Miejski. Na początku 2010 roku część pomieszczeń stała się siedzibą czytelni oraz filii nr 1 Biblioteki Powiatowej i Miejskiej. Są to wejście, hol, toalety oraz korytarz do sali, którą oddzielono murem. Wewnątrz nie trudno dopatrzyć się dawnych elementów, pozostałych po kinie. Są charakterystyczne drzwi oraz kolorowa ściana pod sufitem, stworzona przez artystę w latach sześćdziesiątych. Nad wejściem można zauważyć odbite w tynku litery po szyldzie.
W lipcu 2010 miasto podpisało umowę na dofinansowanie - ze środków Unii Europejskiej - projektu pt. "Modernizacja budynku na Ośrodek Współpracy Europejskiej w Oławie". Prace ruszyły na początku 2011. W budynku będzie m.in. wielofunkcyjna sala widowiskowa na około 400 osób, z zapleczem scenicznym, dwa studia nagrań oraz pomieszczenia biurowe. Pojawiły się też wizualizacje, przedstawiające budynek po remoncie. Inwestycja ma być zakończona w tym roku.
Minionego lata oławianie dowiedzieli się o tym, że w trzecim kwartale 2013 planowane jest otwarcie galerii handlowej "Promenada", na osiedlu Nowy Otok. Tam mają być cztery sale projekcyjne.
Dziękuję za pomoc przy napisaniu tego tekstu Marcie Możejko z Izby Muzealnej Ziemi Oławskiej.
Piotr Turek pturek@gazeta.olawa.pl

Wiatr: 11 km/h 


Pierwszy panoramiczny film po remoncie kina Odra jaki został wyświetlony to ,,Cartouche Zbójca". Trzeba też wspomnieć, że można było świetnie zarobić na biletach jako ,,Konik" kupowało się bilet w kasie za dychę i po obruceniu w prawo lub przed seansem sprzedawałosię z pokaźnym zyskiem. Zainteresowanie kinem było b.duże. Też mieszkalem na pl. Ztarozamkowych. Wielokrotnie
jako zaprzyjaźnione dzieciaki z kinooperatorami w zamian za ręczne przewijanie taśm filmowych oglądaliśmy filmy za darmo. Trzeba też tu wspomnieć o panu Wasilku pani Kaczorowej mamie Romka Kaczora no i naszej dziurze w murze za ekranem w kinie ,,Hutnik" gdzie oglądaliśmy filmy z głową zadartą do kóry z lewa na prawo ba Wasilku nas nie wpuścił, byliśmy za młodzi. Sentyment pozostał ogromny pozdrawiam znawców tematu. św.jerzy
ja też pamiętam kino Odra w latach 60-tych chodziłam do tego kina.mieszkałam wówczas na pl.starozamkowym więc do kina miałam b.blisko. Były organizowane różne imprezy a bilety otrzymywałam z zakładu pracy oczywiście rodziców. Jak jestem w Oławie i przechodzę obok chodnikiem to zawsze wpadam w zadumę lat minionych.Szkoda że nie odrestaurują tego kina.My tez się starzejemy.Pozdrawiam.
jednym z ostatnich filmów jakie widziałem w odrze był sztorm z bridgesem. Ech łezka w oku się kręci. A wczesniej poranki z ojcem, potem randki z dziewczyną gdzie na sali bylo pare osob:) Pamietam seans gdzie pzred kinem stalismy i prosilismy przechodniów zeby przyszli na film bo inaczej nie będzie seansu:)
"Gwiezdne Wojny" w "Odrze" to było to! Do dziś pamiętam te emocje, zapach, plakaty...
Doskonale pamiętam , gdy będąc dzieckiem w niedzielę po mszy obowiązkowo biegło się do kina na poranek. Moja mama często chodziła na wieczorne seanse, nawet po kilka razy na film z Gary Cooperem "Nagie Ostrze". Gdy podrosłam to kino było miejscem częstych spotkań z przyjaciółmi , chociaż o bilety trzeba było wcześnie się postarać. Odbywały się też różne imprezy okolicznościowe,.nawet miałam przyjemność czynnie uczestniczyć /tanczyłam w zespole,a najlepsza moja przyjaciółka śpiewała/ byłyśmy wtedy w podstawówce. Bardzo ciepło wspominam kino, chociaż nie mieszkam w Oławie od dawna,ale gdy przyjeżdzam i idę koło dawnego kina,robi mi się smutno.Trudno wszystko przemija. Pozdrawiam serdecznie.