19 Grudnia 2010

Bez (większych) emocji

Sławomir Kopek (przy piłce) otwierał podaniami drogę do bramki kolegom z drużyny

Mecz derbowy o mistrzostwo wrocławskiej klasy okręgowej nie dostarczył spodziewanych emocji. Kibice przybyli tego dnia na jelczański stadion mogli czuć lekki niedosyt z powodu braku goli

Naprzeciw siebie stanęły wicelider i trzecia drużyna ligowej tabeli, najlepszy atak i druga najlepsza obrona oraz był to pojedynek dwóch bramkostrzelnych napastników - Dawida Lipińskiego oraz Radosława Florka. Dodatkowo jelczanie byli zmobilizowani chęcią rewanżu za blamaż w poprzednim sezonie, kiedy przegrali na własnym stadionie z Foto-Higieną 1:5.

Mecz rozpoczął się bardzo spokojnie i żadna z drużyn nie zyskała widocznej przewagi. Groźnie było dopiero w 10 minucie, kiedy Dawid Lipiński strzelił, ale w ostatniej chwili obrońca wślizgiem zablokował jego uderzenie. Chwilę po tym odpowiedział Radosław Florek, ale Rafał Maliszewski interweniował bez problemu.
W 18 minucie z dobrej strony pokazał się Stefan Karnatowski, który dobrym podaniem obsłużył Michała Kamiekiewicza, ale strzał tego drugiego nie zaskoczył bramkarza.
Dwie minuty później zakotłowało się w polu karnym gości. Krzysztof Telatyński dośrodkował, ale Lipiński faulował interweniującego Marcina Mazura.
Gacianie odpowiedzieli dwukrotnie, a w obu sytuacjach nieskutecznie strzelał Karnatowski, najpierw po indywidualnej akcji, a następnie po szybkiej kontrze Tomasza Tarasewicza i dośrodkowaniu przed pole karne.
W 38 minucie piłka ląduje w siatce po strzale Lipińskiego, ale w momencie podania napastnik był na spalonym i sędzia gola nie uznał.
W końcówce pierwszej połowy goście kilka razy zagrozili bramce Maliszewskiego. Niewiele zabrakło, a Marek Bartosiewicz zaskoczyłby swojego bramkarza, ale po jego kiksie piłka minęła bramkę. Później dwukrotnie strzelał Bartłomiej Płomiński. Po dośrodkowaniu Karnatowskiego główkował niepilnowany przez obrońców, a po uderzeniu z rzutu wolnego piłka odbiła się od obrońcy i minimalnie minęła słupek.
W doliczonym czasie gry w dogodnej sytuacji znalazł się Lipiński, minął dwóch rywali, ale strzelił prosto w Mazura.
Obie drużyny wyszły na drugą połowę w tych samych składach, ale widzowie oczekiwali zmiany wyniku. Pierwsi zagrozili gospodarze. Kopek przyjął piłkę na dwudziestym metrze, podał idealnie do wychodzącego na czystą pozycję Lipińskiego, ale napastnika nieprzepisowo powstrzymywało dwóch obrońców. Sędzia nie wskazał na “wapno”, gdyż jak powiedział po meczu, Lipiński sam wcześniej faulował.
W 53 minucie Telatyński przebiegł pół boiska z piłką przy nodze, mijając po drodze kilku rywali, ale przy dośrodkowaniu zabrakło precyzji. 10 minut później odpowiedzieli goście. Karnatowski uderzył mocno, ale niecelnie.
W 68 minucie Radosław Florek zmarnował najlepszą sytuację. Po prostopadłym podaniu Stefana, wyprzedził obrońców i znalazł się oko w oko z Maliszewskim Strzelił jednak nad poprzeczką i wynik nie uległ zmianie. W kolejnej akcji Radek uderzył celnie, ale zbyt lekko, aby zaskoczyć golkipera.
W samej końcówce jelczanie dwa razy strzelali na bramkę gości. Kapitan Czarnych Marek Bartosiewicz główkował niecelnie, po dośrodkowaniu Mateusz Kasprzyckiego z rzutu rożnego, a Sławomirowi Kopkowi zabrakło siły przy uderzeniu zza pola karnego.
 
Po meczu powiedzieli:
 
Sebastian Sobczak - trener Czarnych Jelcz-Laskowice
 
- Czuję lekki niedosyt, bo graliśmy przecież na własnym stadionie i przed swoją publicznością. Obie drużyny nie chciały przede wszystkim stracić gola. To był typowy mecz do pierwszej bramki - kto by ją strzelił, ten pewnie by wygrał. Z przebiegu gry minimalnie byliśmy lepsi. Moi podopieczni stworzyli sobie trzy sytuacje, a Foto-Higiena tylko jedną. Szczególnie żałuję tej z końcówki pierwszej połowy, kiedy Dawid Lipiński minął dwóch rywali, ale strzelił prosto w bramkarza. Nie funkcjonowały również skrzydła, które w poprzednich spotkaniach były naszą mocną stroną, a w drugiej części gry brakowało tego ostatniego, decydującego podania…
 
Krystian Pikaus - trener Foto-Higieny Gać
 
- Uważam, że mecz był bardzo wyrównany, a wynik całkowicie odzwierciedla to, co działo się na boisku. Obie drużyny stworzyły sobie po jednej dogodnej sytuacji i ich nie wykorzystały. Jestem częściowo zadowolony, bo to zawsze jest jeden punkt, wywalczony na wyjeździe i na bardzo trudnym terenie. Potrafimy lepiej grać w piłkę, ale wymagający przeciwnik nie pozwolił nam dzisiaj rozwinąć skrzydeł. Mecz nie był piękny dla oka, ale w pojedynkach o wysoką stawkę to rzecz normalna.
 
Czarni Jelcz-Laskowice - Foto-Higiena Gać 0:0
 
Jelcz-Laskowice. Widzów ok. 400. Sędziowali: Jarosław Grobelny jako główny oraz Konrad Zawadzki i Andrzej Malec - asystenci liniowi (Wrocław).
 
Żółte kartki: Domino oraz Karnatowski, Kucyniak i M.Przytuła - wszyscy za faul.
 
Czarni: Maliszewski - Mróz, Bartosiewicz, Zakliński, Kiełbasa - Telatyński, Domino, Kopek, Kasprzycki - Lipiński, Misztal (46 Bury).
 
Foto: Mazur - Płomiński, Żelasko, P.Przytuła, Bartocha (70 Budny) - Karnatowski, M.Przytuła, Kucyniak, Tarasewicz - Florek, Kamiekiewicz (89 Chochorowski).
 
Tekst i fot:
Mateusz E. Czajka
sport@gazeta.olawa.pl
 
 
 
 
 
Oceń artykuł:
Średnia ocen: 5 (1 głosów)

Komentarze

Ten artykuł nie zawiera komentarzy, bądź pierwszy i dodaj swoją opinię.

Dodaj komentarz

Dodajesz komentarz jako: Gość (zaloguj się lub załóż konto).

Treść komentarza *:
Wynik działania 2x9 *:
* - pola obowiązkowe

Sonda

Czy popierasz akcję "Ice Bucket Challenge" w naszym powiecie?

Nie
78.82%
Tak
11.37%
Nie mam zdania
9.8%

Pod kreską

Facebook