Historia i literatura

2010-04-19 13:41:04

Zagadkowa śmierć Hilarego Żygadły

Był uczestnikiem wojny obronnej w 1939 roku, dostał się do niemieckiej niewoli. W obozie dla jeńców przebywał do czerwca 1945. Gdy powrócił w rodzinne wołyńskie strony, trwała tam repatriacja. Zabrał więc żonę, dwoje małych dzieci i z grupą kresowych przesiedleńców dotarł na Dolny Śląsk. Osiadł w Kopalinie koło Minkowic Oławskich. Można by rzec, że wojna dla niego już się skończyła, przeżył ją wprawdzie w obozie, wyszedł z niej cały i zdrowy. Los jednak sprawił, że wolnością i życiem długo się nie cieszył…
Zagadkowa śmierć Hilarego Żygadły

Hilary Żygadło (w środku) na archiwalnej fotografii, wykonanej prawdopodobnie w 1938 roku

Powiat
Historia

Wczesnym popołudniem w niedzielę 6 kwietnia 1946 w domu Żygadłów pojawili się funkcjonariusze oławskiego Urzędu Bezpieczeństwa. Celem tej wizyty było zatrzymanie gospodarza pod zarzutem nielegalnego posiadania broni. Zachowujący się arogancko i butnie ubecy broni nie znaleźli, ale nie zrezygnowali z aresztowania Hilarego Żygadły. Przewieźli go najpierw na posterunek milicji do Laskowic a potem do Oławy, gdzie osadzili w areszcie Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, w budynku przy ulicy św. Rocha (wówczas Bolesława Chrobrego).
Tyle wiadomo na pewno. Chcąc jednak dokładnie wyjaśnić dalsze losy naszego bohatera, musimy kierować się przypuszczeniami i hipotezami. Cztery dni później, 10 kwietnia 1946, poinformowano Rozalię Żygadło, że jej mąż popełnił samobójstwo w celi oławskiego UB. Ciało Żygadły pochowano bez oględzin lekarskich i bez przeprowadzenia sekcji zwłok.
Do roku 1956 sprawa była objęta ścisłą tajemnicą, a wdowa nie odważyła się na jakąkolwiek interwencję w sprawie śmierci męża. Do kogo miała wtedy kołatać i po co? Rozsiane po całej Polsce stalinowskie areszty i więzienia były zapełnione podobnymi „buntownikami”, „wrogami władzy ludowej” i „podejrzanymi elementami”. Setki takich osób pracowały w obozach dla więźniów politycznych…
Posiniaczone zwłoki

Według relacji świadków, ciało Hilarego Żygadły nosiło ślady ciężkiego pobicia. Na zwłokach widoczne były rozległe sińce, a na szyi odciśnięty ślad paska od spodni, wraz metalową klamrą.
W śledztwie, które prowadzono w 1957 roku, świadek Jan Bagiński 17 grudnia zeznał: - W miejscowości Kopalina osiedliliśmy się w lecie 1945. Jeśli dokładnie pamiętam, gdy przyjechałem do Kopaliny, mieszkał tam z rodziną Hilary Żygadło. W tym też czasie poznałem się z nim. Mieszkał on w odległości około 50 metrów od moich zabudowań. Pewnego dnia na wiosnę 1946 widziałem, jak Żygadło w godzinach popołudniowych szedł ulicą obok moich zabudowań z kilkoma mężczyznami w stronę Laskowic. Obecnie nie przypominam sobie, czy mężczyźni ci byli w mundurach, czy też w cywilnych ubraniach. Jeszcze tego samego dnia dowiedziałem się, nie pamiętam już jednak od kogo, że Hilary Żygadło został aresztowany.
Po upływie kilku dni, po południu, zauważyłem przed domem Żygadły jakiś samochód ciężarowy. Nie przywiązywałem do tego żadnego znaczenia, ale tego dnia wieczorem przybiegła do mego domu zapłakana Rozalia Żygadło i powiedziała mi, że policja przywiozła jej męża nieżywego. Rozalia Żygadło prosiła, abym pomógł umyć i ubrać jej zwłoki. Poszedłem tam zaraz i razem z obecnym w domu Żygadłów Zefirynem Żygadłą, Stefańskim Franciszkiem i jeszcze jakimś nieznanym mi mężczyzną, jak się dowiedziałem - członkiem rodziny Żygadłów - umyłem zwłoki i ubrałem je. W czasie dokonywania tych czynności widziałem na zwłokach Hilarego Żygadły szereg sińców. Największy z nich był za lewym uchem. W szczególności miejsce za lewym uchem było prawie zupełnie czarne i podbiegnięte krwią. Zauważyłem także sińce, tylko już nie takie ciemne, na biodrach i na lewej nodze w okolicy kości piszczelowej. Z lewej strony na szyi zauważyłem charakterystyczny ślad - jak gdyby po sprzączce od paska. Innych śladów na szyi Żygadły, poza tym umiejscowionym z lewej strony, nie widziałem. Zdziwiło mnie zwłaszcza to, że nie było na szyi charakterystycznego śladu po powieszeniu. Widziałem bowiem w swoim życiu człowieka, który się powiesił, miał dookoła szyi jak gdyby bruzdę. Żygadłowa opowiedziała mi wtedy, że ci, którzy przywieźli zwłoki jej męża, oświadczyli jej, że on się powiesił. Stąd właśnie interesowałem się tym, że na szyi jego nie było śladów powieszenia. Nie pamiętam już dokładnie, czy widziałem na szyi Żygadły pasek od spodni, czy też Rozalia Żygadło mówiła mi, że pasek ten był własnością jej męża. Długość tego paska wynosiła około 1 metra lub 120 centymetrów. Dodaję także, że miejsce z lewej strony na szyi, jak gdyby odciśnięte klamrą od paska, nie posiadało żadnego zabarwienia.

Zabity i powieszony?

Prawdopodobieństwo popełniania zbrodni potwierdza również zeznanie Zefiryna Żygadły, który pomagał Janowi Bagińskiemu podczas przygotowywania zwłok do pogrzebu:
- Na początku 1946 roku, kiedy pełniłem funkcję sołtysa, funkcjonariusze UB przyjechali do Kopaliny, obstawili kilka domów i przeprowadzali rewizję - między innymi u Hilarego Żygadły. Byli też u mnie, ale tylko pochodzili po mieszkaniu, nie przeprowadzając szczegółowej rewizji. W tydzień później, lub kilka tygodni później, Hilary Żygadło został aresztowany. Pamiętam, że został aresztowany w niedzielę i osadzony na posterunku MO w Laskowicach Oławskich, skąd w poniedziałek zabrano go do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Oławie. W czwartek Rozalia Żygadło przywiozła zwłoki męża ciężarowym samochodem UB. Jak mi oświadczyła, zwłoki te wydano jej w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Oławie. Przy wydawaniu zwłok poinformowano ją, że mąż mógł się powiesić na pasku od spodni. Wraz z Janem Bagińskim rozbierałem zwłoki i myłem je. Było przy tym również dwóch szwagrów Rozalii Żygadło. Jak sobie przypominam, zwłoki Hilarego Żygadły były mocno posiniaczone. W szczególności miał on mocno siną okolicę ucha - prawdopodobnie lewego. Miał też sine plamy w kręgosłupie na plecach, w okolicy łopatek, na nogach (na goleniach). Brzuch i boki miał również bardzo sine. Były tam sine plamy o nieregularnych kształtach. Na szyi miał odciśnięty pasek z nieregularnie widoczną klamrą. Odciski były naturalnego koloru krwi. Wszyscy ludzie mówili, że został zabity - a następnie powieszony. Ja też odniosłem takie wrażenie, znaki na szyi moim zdaniem nie wskazywały na to, by Hilary Żygadło powiesił się, a sińce na ciele były dowodem, że go zabito.

Pogruchotane kości

Najbardziej wstrząsające jest jednak zeznanie wdowy Rozalii Żygadło. Oto co mówiła na przesłuchaniu 17 grudnia 1957: - Związek małżeński z Hilarym Żygadłą zawarłam w 1937 roku, w Rudni Stryju na Wołyniu. Mąż mój w 1939 został powołany do wojska i w czasie wojny dostał się do niewoli niemieckiej, skąd na Wołyń powrócił dopiero w czerwcu 1945. W tym roku wyjechaliśmy do Polski i osiedliliśmy się w Kopalinie, powiat Oława, gdzie otrzymaliśmy gospodarstwo rolne. 28 lutego 1946, podczas nieobecności mego męża, przyjechał pod nasz dom samochód ciężarowy, z którego wysiadło kilku mężczyzn, ubranych w wojskowe mundury i będących w posiadaniu broni. Fakt ten zauważyłam, będąc w tym czasie u sąsiadów Dąbrowskich, którzy obecnie zamieszkują w Jelczu. Gdy przyszłam do domu, zobaczyłam iż wojskowi ci dokonują rewizji. Oświadczyli mi, że szukają broni. Broni nie znaleźli - przynajmniej nie znaleźli jej w mojej obecności. Rewizja ta trwała około godziny, następnie udali się do sąsiadów - Zefiryna Żygadły i Antoniego Żygadły. Czy tam też robili rewizję w domu? Nie wiem, ale sąsiedzi ci mówili mi, że i u nich szukali - chodzili po piwnicach i strychach. Jakkolwiek sąsiedzi ci noszą takie samo nazwisko jak i ja, są w stosunku do mnie i do mojego męża zupełnie obcy.  W marcu 1946 wojskowi ci byli u nas jeszcze dwukrotnie. Za każdym razem męża w domu nie było. Pytali wówczas, gdzie on jest i żądali wydania broni - automatu. Tłumaczyłam im, że żadnej broni nie posiadam. Czwarty raz przyjechali 6 kwietnia 1946, była to niedziela. Wówczas był w domu mój mąż Hilary Żygadło. Też go pytali o broń, a gdy odpowiedział, ze jej nie ma - szukali za nią. Nie znalazłszy jej - zabrali męża ze sobą. Już po pierwszej ich bytności u mnie ludzie mówili, że są to funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa, oni sami tego nie mówili.
We wtorek 8 kwietnia 1946 przyjechał funkcjonariusz UB i zapytał, gdzie mąż? Na co odpowiedziałam mu, że przecież go zabraliście. Wówczas funkcjonariusz ten domagał się, bym oddała mu broń. Odpowiedziałam, że broni nie posiadam. W tenże wtorek napisałam podanie o zwolnienie męża. Na podaniu tym podpisały się 42 osoby. Następnego dnia udałam się z tym podaniem do Oławy, do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Zabrałam ze sobą także papierosy i ciastka dla męża. Podanie ode mnie przyjęto, zaś papierosy i ciastka nie.
We czwartek przyjechało do mnie osobową taksówką dwóch funkcjonariuszy UB. Oświadczyli, że mąż mój popełnił samobójstwo poprzez powieszenie. Weszli z powrotem do samochodu i zażądali, bym z nimi pojechała. Wzięłam ze sobą ośmioletniego syna Wacława, a także z Oławy męża siostrę Stefańską Bronisławę. Zaprowadzono nas do Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Oławie. Pozostawiono nas w pustym pokoju. W tym miejscu nadmieniam, że będąc w moim domu funkcjonariusze UB pytali, czy oni mają męża pochować, czy mam ochotę sama to zrobić? Z pokoju tego wyprowadzono nas na podwórze i tam widziałam, jak do ciężarowego samochodu dwaj starsi wiekiem mężczyźni narodowości niemieckiej nieśli ciało męża. Gdy wówczas głośno płakałam, funkcjonariusze UB uspokajali mnie, krzycząc na mnie, nawet strasząc biciem.
Wsiadłam wówczas wraz z synem do tego samochodu, zaś siostra poszła do domu. Samochodem tym zawieziono nas do domu, gdzie oglądałam ciało męża i stwierdziłam, że prawa skroń, ucho i policzek miał całkiem sine, a ucho nabrzmiałe. Gdy ruszałam kość w okolicach skroni, to ta uginała się. Odniosłam wrażenie, że jest złamana. Na plecach w okolicy łopatek miał dwa duże sine znaki kształtu owalnego, wielkości orzecha. Takie same sine znaki miał na nogach - na przedudziach i z przodu na piszczelach. Znaki te na plecach i na nogach były mocno wklęśnięte. Brzuch cały i boki były sine, aż czarne. Ponieważ oświadczono mi, że mąż powiesił się na pasku od spodni, oglądałam też i szyję. Stwierdziłam tam odciśniętą klamrę od paska i ślad po pasku, lekko wklęśnięty. Znaki te nie były sine. Skóra w tym miejscu miała kolor zupełnie normalny.  Razem ze mną zwłoki mego męża oglądali Jan Bagiński i Zefiryn Żygadło - mieszkańcy Kopaliny, a także szwagrowie Franciszek Stefański i Leon Rakowski. Wszyscy oni podane przeze mnie obrażenia dokładnie widzieli, rozbierali zwłoki, a następnie ubierali je przed włożeniem do trumny. Poza nimi prawie wszyscy mieszkańcy Kopaliny oglądali zwłoki męża. Wszyscy mówili, że został zabity, a po śmierci powieszony. Pragnę nadmienić, że oświadczenie funkcjonariuszy UB, iż mąż mój powiesił się na pasku od spodni, uważam za kłamstwo, gdyż był ubrany w świąteczny garnitur i nie posiadał przy sobie paska od spodni. Paska ze sprzączką mógł w ogóle nie posiadać - do pracy w polu mąż przytrzymywał spodnie sznurkiem. Ponadto zeznaję, że żadnego paska mi nie zwrócono.
Komendant posterunku MO w Laskowicach Oławskich, który początkowo przyjmował męża do aresztu,  w okresie późniejszym też mówił mi, że mąż nie miał przy sobie paska od spodni. Tenże komendant posterunku MO w Laskowicach Józef Gawroński (obecnie zamieszkały w Bystrzycy), mówił mi po śmierci męża, aby złożyć zażalenie do ministerstwa, to „oni zrobią z nimi to samo, co zrobili z moim mężem”. Po kilku dniach przyjechał ponownie do mnie i poradził mi, bym nie wnosiła żadnych skarg, gdyż mogą zrobić ze mną to samo, co zrobili  z mężem.
Zwłoki męża przy odbiorze były już lekko cuchnące, a pochowałam je w sobotę. Wtedy rozkład zwłok był już znaczny. Męża pochowałam bez oględzin lekarskich. Zaświadczenie o zgonie przynieśli mi funkcjonariusze UB…

Epilog

Po przeprowadzonym śledztwie 2 maja 1958 prokurator stwierdził: - Jak wynika z zeznań świadków, którzy widzieli zwłoki Hilarego Żygadły, były one mocno posiniaczone, na szyi odciśnięty był ślad paska od spodni wraz  z klamrą. Zwłoki te bez poddania ich oględzinom lekarskim zostały pochowane. W tym stanie rzeczy, po upływie 12 lat od śmierci Hilarego Żygadły - wobec nie poddania zwłok oględzinom lekarskim - nie ma żadnych możliwości stwierdzenia, co było przyczyną śmierci Hilarego Żygadły. Ponadto, biorąc pod uwagę fakt, iż śmierć Żygadły nastąpiła w kwietniu 1946, a więc w stosunkowo krótkim czasie po zakończeniu wojny, oraz że żadnych akt sprawy Żygadły Komenda Powiatowa Milicji Obywatelskiej w Oławie nie posiada, stwierdzić należy, iż brak jest dowodów winy, a za tym postanowienie niniejsze o umorzenie śledztwa jest zasadne.

                 *
Wszelki komentarz do tej tragicznej sprawy wydaje się zbędny i nie na miejscu.
Ile podobnych przypadków wydarzyło się w złych czasach? Setki i tysiące.
W podobny sposób zniszczono wielu najlepszych synów Polski. Przypominać
o nich jednak wciąż trzeba - po to, by czas nie zaćmił i niepamięć nie zatarła…

Tomasz Gałwiaczek
                *
Dlaczego piszę?

Dokumenty zgromadzone w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej         kryją w sobie opisy ludzkich losów - często dramatycznych, nierzadko tragicznych i krwawych. Ujawnianie tajemnic spoczywających przez lata w zaciszu półek i szaf archiwalnych może budzić wiele emocji, czasem wydawać się kontrowersyjne lub krzywdzące dla rodzin, których bliscy zapisali mało chwalebne karty w historii. Ocena moralna postępowania  nie należy do historyka. Jego rolą jest analizowanie przyczyn, skutków           i biegu wydarzeń, które spowodowały właśnie takie, a nie inne konsekwencje.
Kiedy podczas pracy w IPN pochylam się nad dokumentami, widzę tylko część prawdy. Tę zapisaną na kartach papieru, utrwaloną atramentowym tuszem, czcionką wystukaną na ręcznej maszynie marki „Erika”. Świadkowie, występujący w sprawie, nie przemówią, nie potwierdzą,          nie zaprzeczą, gdy pytam siebie samego o motywy, jakie nimi kierowały?
Czy w tej sytuacji powinienem porzucić pisanie? Pozostawić w niepamięci to, co utrwaliła ludzka potrzeba dokumentowania dziejów?
I jeszcze jednak rzecz - kiedy słyszę głoszone prawdy moralne z ust, które tej moralności nie poznały, czy nie mam obowiązku wypowiedzieć się o tym publicznie? Nie przytoczyć faktów, mówiących - jeśli już nie zgoła odmiennie, to przemawiające innym językiem - słowami, które przywrócą dobre imię ludziom skrzywdzonym za życia i po śmierci? Z pewnością nie! Dlatego piszę…

***

Autor jest pracownikiem naukowym Biura Edukacji Publicznej wrocławskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej.

Opracowanie redakcyjne: Krzysztof
Andrzej Trybulski
 

Ocena 4.56/5 (91.11%) (9 głosów)

Komentarze


Informujemy, że komentarze są własnością ich twórców. Redakcja zastrzega sobie prawo do ingerowania lub całkowitego ich usuwania jeżeli nie będą zgodne z tematem artykułu, zasadami współżycia społecznego, a także wówczas, gdy będą naruszały normy prawne i obyczajowe.
  1. Genek

    Z której miejscowości na Wołyniu pochodził Hilary?


  2. Nel

    Ok,Oławianinie,może zbyt mnie poniosło i emocje wzięły górę,ale wiem co piszę.Jeżeli trzeba ci tłumaczeń bardziej"udolnych",to postaram się.Otóż wiele z tych osób do dziś płacze za komuną.Krótko przed tragedią, jadąc autobusem,słyszę rozmowę emerytów;"...Ten Katyń i Katyń już się rzygać chce,a gdyby nie Katyń to do dziś paślibyśmy krowy u PANA.A dzięki komunie mieliśmy prace ,mieszkania ,wczasy.." Wspominali... , na koniec pozdrów małżonkę -,a ona wyjechała do Włoch ,Na wycieczkę?,nie do roboty.Tak było pięknie a na starość trzeba jechać zmieniać pampersy Niemcom ,Włochom ,Anglikom.A tam nie było komuny ,to oni powinni żyć w biedzie i zacofaniu i Polakami się opiekować.Jednak oni tego nie zrozumieją i pomstują na takich jak Prezydent Kaczyński ,chociaż to był patriota, walczył o lepszą i uczciwą Polskę,To nie On pisał ustawy na cmentarzu ,to nie On zalecał czytać książki "LUB CZASOPISMA",to On chciał odkłamać historię,Nie chciał wchodzić do Unii na kolanach. Uważał ,ze naród polski ma takie same prawa jak inne narody i nie należy traktować nas jak" brzydką pannę bez posagu",która musi zgodzić się na wszystko ,do czego nawoływał nas ,inny patriota Polak -Bartoszewski.Czy tacy ludzie pójdą w marszu milczenia?To tak w dużym skrócie ,jak trochę pomyślisz ,to przyznasz mi racje.Na szczęście jest w Oławie wielu oddanych ,sprawie ludzi ,którzy dla Polski zrobili by wszystko.Pozdrawiam


  3. Venescin

    Pewnie, że wiemi - ale nie powiemy.


  4. wiemy, kiedy to morderstwo nastąpiło, wiemy w jakiej instytucji, a czy wiemy kto wtedy i tam "urzędował?"


  5. Oławianin

    Nel, powinnas przeprosić Oławian. Twoje tłumaczenie jest nieudolne.


  6. AS

    Oby nastał taki czas, że Pan i Jego współpracownicy nie będą musieli tłumaczyć nikomu rzeczy oczywistych dla uczciwych ludzi, tego, że wolno i trzeba pisać...


  7. Nel

    O takich ludziach, między innymi pisałam,co żyje im się super,"panowie - elita" bez wykształcenia.Czy oni pójdą w marszu milczenia?


  8. Zygmunt chcialbym rozwinac twoj watek bo mnie to tez bardzo bulwersuje. Pisze sie i mowi o poszkodowancyh a nie wiele o oprawcach. Przeciez Ci ludzie wciaz zyja wsrod nas choc pewnie nie wielu ich pozostalo. Chyba jest juz zapozno aby kogolwiek wsadzac do wiezienia (taka byla polityka ostatnich lat) to jednak Ci ludzie mogliby przedstawic nam wszystkim jak wygladala ta druga strona. Na czym to wszystko polegalo, co ich motywowalo do takiego zachowania, czy byli (i czy sa) swiadomi co tak naprawde robili. Czy wsrod nich nie ma ani jednej osoby aby wyjsc przed szereg i przyznac sie do swoich czynow i prosic o przebaczenie. Moze ich opowiesci pozwolilyby nam wszystkim lepiej zrozumiec tamten system i tych ludzi aby takie casy sie juz nigdy nie powtorzyly. To jest forma apelu do tych wlasnie ludzi ktorzy wciaz maja szanse na to aby zrocic cos dobrego dla siebie i dla innych. Ciagle uciekanie od prawdy i przeszlosci nie jest zadnym rozwiazaniem.


  9. zygmunt62@vp.pl

    przeczytałem ta historię.Nie mogę zrozumieć rzeczy,ludzie robiący tak straszna zbrodnię żyją,w naszym powiecie,mają wysokie emerytury,sąsiedzi dobrze wiedzą kto to jest.Tych ubekuw pokazać przykładnie ukarać .Następny gdy do tych zbrodni będzie się brał,to się zastanowi.Atak to co mi kto zrobi Ja jestem władza.Przeszłosć należy rozliczyc natychmiast.


Dodaj komentarz:


* - pola obowiązkowe